Ponad trzy tygodnie zajęło Piotrowi Śliwińskiemu, doktorantowi Politechniki Krakowskiej, pochodzącemu ze Śliwnicy w gminie Dubiecko, zdobycie Newtontoppen, czyli Góry Newtona, śnieżnego szczytu we wschodniej części wyspy Spitsbergen. To najwyższy szczyt Svalbardu, terytorium zależnego Norwegii o wysokość 1 tys. 713 m n.p.m.
Piotr mieszka obecnie w Krakowie, gdzie skończył studia i potem – jak już wspomnieliśmy – został doktorantem Politechniki Krakowskiej. Znany jest ze swoich niebanalnych pasji. Na co dzień mieszka w mongolskiej jurcie. Od 2007 r. aż dwanaście razy podróżował dookoła świata, każdorazowo inną trasą. Był na najwyższych szczytach sześciu kontynentów, w tym na szczycie najwyższej góry na Ziemi – Mount Everest. Do zdobycia Korony Ziemi brakuje mu jedynie wejścia na mierzący 4 tys. 897 m Masyw Vinsona na Antarktydzie. Do jego zdobycia wykorzysta zapewne doświadczenia wyniesione z obecnej wyprawy, a będąc członkiem Grupy Prowing oraz Bieszczadzkiej Szkoły Paralotniowej, z pewnością podejmie wyzwanie wykorzystania do tego techniki snowglidingu.
Jego historia opowiada o podejmowaniu osobistych wyzwań i odkrywaniu granic własnych możliwości, będąc inspiracją dla wielu miłośników podróży i sportów ekstremalnych, którzy podobnie jak on udowadniają, że marzenia należy spełniać, kierując się determinacją i odwagą[paywall].
Blisko trzy ostatni tygodnie poświęcił na kolejną wyjątkową wyprawę. Zdecydował się zaatakować dach Spitsbergenu. Samotnie zmagać się z surowymi warunkami Arktyki. Celem było w swoje urodziny, 19 maja br., zdobyć Newtontoppen, czyli Górę Newtona, najwyższy szczyt wyspy, wykorzystując do tego wspomnianą już innowacyjną technikę snowglidingu. Udało się!
Snowgliding to metoda poruszania się po śniegu, która łączy w sobie elementy narciarstwa i paralotniarstwa. P. Śliwiński jest entuzjastą tego sportu. Intensywnie przygotowywał się do wyprawy z myślą, aby wykorzystać nowatorski sposób przemieszczania się w górzystych terenach Spitsbergenu. Wyspa ta, będąca częścią norweskiego archipelagu Svalbard, słynie z surowego klimatu i dzikiej, fascynującej natury. To miejsce, gdzie ekstremalne warunki stawiają przed podróżnikami wiele trudnych wyzwań, które dla Piotra jak zwykle stały się motorem jego wyprawy.
Na zdobycie samego szczytu pozostawił sobie kilka dni. To było największe wyzwanie. Jak zapewniał w kontakcie ze znajomymi, przez cały okres podróży czuł się dobrze, przemierzał średnio około kilkunastu kilometrów na dobę.
– W końcowej fazie założył dwie bazy. W jednej pozostawił depozyt na powrót, w drugiej część sprzętu zbędnego przy wejściu na szczyt. Zaatakował go w przeddzień urodzin. Z powodzeniem!
– powiedział jego kolega Marcin Szworak.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze