Spółdzielnia Niewidomych „Start” działa od 1953 r. Często miała pod górkę, ale obecnie sytuacja jest dramatyczna. Jeśli nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni do 110-osobowej załogi, zakład upadnie.
Spółdzielnia zajmuje się m.in. produkcją przewodów przyłączeniowych do AGD czy wiązek kablowych. Produkcja kierowana jest do największych producentów drobnego i średniego sprzętu AGD, takich jak: Whirlpool, Zelmer (BSH), Indesit, Ciarko i innych. Firma od kilku lat zmaga się z trudnościami, powstałymi w wyniku przeniesienia zamówień do firm konkurencyjnych oraz do Chin[paywall]. Ten proces rozpoczął się w 2015 r. i trwa... Zakład musiał jednak utrzymać zatrudnione osoby niewidome i niepełnosprawne oraz szukać nowych zleceń.
2018 r. był najtrudniejszym dla SN „Start”. W ciągu pierwszego półrocza sprzedaż spadła o połowę i pojawiły się zatory w płatnościach. Spółdzielnia zaczęła zalegać dostawcom za towar, co z czasem uniemożliwiło wykonywanie produkcji terminowo. – Mimo tych trudności od połowy ubiegłego roku zaczęliśmy notować zwiększoną liczbę zamówień, a obroty firmy wzrosły o 60 procent w stosunku do wyników z pierwszej połowy roku – tłumaczy Maciej Ciężar, do stycznia br. zastępca prezesa ds. marketingu i sprzedaży.
Wygląda jednak na to, że nawet ten stały i dynamiczny wzrost nie jest już w stanie pomóc spółdzielni. Utrzymujące się zaległości wobec dostawców oraz konieczność utrzymania 110-osobowej załogi sprawiły, że z miesiąca na miesiąc firma boryka się z zatorami płatniczymi i zaczyna odmawiać produkcji. Spółdzielnia ma możliwość pozyskać klientów i zwiększyć produkcję, zwłaszcza, że jeden z największych jej konkurentów niedawno ogłosił upadłość. Jednak bez dokapitalizowania i wsparcia z zewnątrz nie będzie możliwe utrzymać zakładu na powierzchni.
Tę złą tendencję potwierdził również prezes zarządu spółdzielni Andrzej Obszarny. – To prawda. Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Ale to nie narodziło się teraz. To długi proces. To polityka państwa zepchnęła nas na margines. Otwarty rynek to dla nas wyrok. Nastąpiła pełna globalizacja i wielkie firmy nie chcą współpracować z takimi jak my. Załoga ma swoje lata i nie jest tak mobilna jak niegdyś. Pomoc państwa jest żadna. A mogłoby nam, jako zakładowi pracy chronionej, pomóc. Staramy się zdobyć jakieś pieniądze, rozmawiamy, ale na razie niewiele z tego wynika – powiedział.
Zapytaliśmy w przemyskim magistracie, czy jest szansa, aby władze miasta zareagowały w jakikolwiek sposób na sytuację w tym zakładzie pracy. – Spółdzielnia Niewidomych „Start” to firma z wielkimi tradycjami, znana w Przemyślu i ważna dla gospodarki miasta, dlatego wiadomości o jej kłopotach są bardzo niepokojące. Niestety do tej pory nie mieliśmy informacji o tych problemach, nie są nam znane ich przyczyny. Jeżeli jest możliwa jakaś forma pomocy ze strony władz miasta, dobrym pomysłem byłoby bezpośrednie spotkanie, które przybliżyłoby naturę kłopotów – zapewnił rzecznik prasowy przemyskiego magistratu Witold Wołczyk.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Był taki czas,że Prezes sp Gawlik potrafił z robic z tej Sółdzielni wzór dla całej Polski,a w Przemyslu to był najpiekniejszy zakład gdzie można było zarobic.Jaki prezes taki zakład
Dodam jeszcze że za czasów prezesowania Janka G. nota bene mojego kuzyna S-pnia Start po przenosinach z ul. Katedralnej do nowego dużego zakładu na Batorego zatrudniała w najlepszym okresie ok. 850 ludzi w dużej części inwalidów , niewidomych , nadto również pracowników produkcyjnych jak i administracji , zaś praca w Starcie była wyróżnieniem poprzez dobre zarobki , może najlepsze wówczas w Przemyślu oraz znakomite warunki socjalne jak stołówka zakładowa , gabinety lekarskie wielu specjalizacji , wczasy pracownicze itp. zdobycze socjalne. Ale On , prezes nie siedział przy biurku , starał się jeździć po Polsce i za granicę , szukał kontrahentów , załatwiał pozytywnie sprawy na ile mógł , po prostu był właściwym szefem firmy na właściwym miejscu. Sam dobrze zarabiał o ile wiem i dawał zarobić ludziom często pokrzywdzonym przez los jak np. niewidomi. A później , poszedł na emeryturę ,i zmarł pod koniec 2017 roku , warunki gospodarcze i polityczne się zmieniły , inni kierownicy , inni ludzie , inne czasy i obyczaje. A efekty jak widać , słychać i opisane w artykule.
Pracowało się tam dobrze, ludzie byli ze sobą związani jak w rodzinie, a Prezes Gawlik nie odmówił nikomu pomocy... Pracownicy jeździli dobrymi autami a On sam tłukł się starą skodą 105 i to mu wystarczało. Były wczasy, był ośrodek zakładowy w Olszanach ale wszystko się jakoś rozeszło... A szkoda - produkowano przewody na cały kraj i nie tylko.... Może jeszcze się uda podnieść z kolan, bo ludzie niewidzący potrzebują tej pracy by żyć, żyją dla tej pracy...
Jak się czyta te bzdety to aż ciarki po plecach biegają. Jak w nazwie widnieje wyraźnie "Spółdzielnia" co to znaczy ? członkowie zarządzają Spółdzielnią. To właśnie wina członków a nie Prezesa. Wybierane Rady - skład : o matko największe nieroby chowają się pod parasol ochrony przed zwolnieniem. Przywoływany były Prezes przyzwalał na chlanie wódy zresztą sam chlał jak smok wawelski. Rada nie zezwalała na zwolnienia alkoholików. A teraz serio i bez ściemy - kiedyś Spółdzielnie takie miały wyłączność na produkcję określonych wyrobów, ale niestety te lata minęły. Faktem jest że nikt palcem nie kiwnie aby pomóc Spółdzielni. Obecny Prezes podjął jedyną słuszną decyzje - postępowanie sanacyjne - moim zdaniem powinno się to zrobić co najmniej 10 lat temu. Ta Spółdzielnia ma możliwości dalszego funkcjonowania jeśli właśnie przy postępowaniu sanacyjnym wyłoni się ludzi którzy chcą pracować. Od kilku lat pensje minimalne rosną, ale dofinasowania już niestety nie. W artykule pisze prawdę p. redaktor , ale zapomniał o jednym, że wszystkie firmy AGD wymieniane mają zakaz kupowania od polskich producentów. Właśnie trzeba pisać wprost, że nie ma już firm produkujących sprzęt AGD tylko są montownie a to zasadnicza różnica. Na koniec dodam tylko, że znana marka polska taka jak ZELMER już chyba od kilkunasty lat nie istnieje tylko się markę trzyma. Życzę obecnemu Prezesowi wytrwałości bo to właśnie jemu należy zawdzięczać, że ta Spółdzielnia jeszcze funkcjonuje.
Niby obiektywny a nieobiektywny. Nie było możliwości chlania wód na produkcji tym bardziej były prezes tego nie tolerował, moż sam chlałeś jak piszesz ale poza wiedzą prezesa który nie miałmożliwości przebywać od rana do wieczora w warsztatach produkcyjnych. Po drugie smok Wawelski nie pił o ile wiem wódki więc porównanie kiepskie. Może czasem wypił załatwiając sprawy dla spółdzielni, pytam retoryczne, a kto w tych czasach będąc stosunkowo młodym i zdrowym nie pił wódki. Generalizując że zezwala na chlanie i sam chlał jak smok przemyski wypisujesz totalne brednie i kłamstwa.
To właśnie te powiązania rodzinne, doprowadziły do upadłości Spółdzielni. Przypomnij sobie jak po walnym wynosili go z sali zachlanego, przypomnij sobie słynne wycieczki do Lwowa po gorzałę i chlanie na umór. Masz zaniki pamięci ? czy chcesz pamiętać tylko to co wygodne ?. Łatwo się prowadzi firmę jak socjal płynie jak rzeka.
Teraz jest program rządu Dostępność +Także ich nie żałować bo leżą na pieniądzach, Chyba że odwrotnie, z głodu przymierają a Rząd leży na pieniądzach.
Moze ktos przypomni sobie ze kilka lat temu pewne osoby mowily na walnym zgromadzeniu o potrzebie restrukturyzacji S-ni, ale odzew z sali byl zaden, mowiono wrecz o zamachu na dobrze prosperujaca firme. Kto to pamieta i co ma do powiedzenia.
Jak można wyczytać z artykułu to w Spółdzielni zaczęło się dziać bardzo źle ,od 2015 roku , a więc od czasu gdy w Spółdzielni pojawił sie ..."Pan Uzdrowiciel " który praktycznie zaczął rządy . Na nic zdały się dyskusje i rozmowy z Prezesem ,gdyż ten Pan posiadł wszelkie rozumy i on zaczął decydować o tym co jest dobre a co złe .... łącznie z zakupami i remontami .... I dziś mają to co jest , więc i żal jest tu o wiele spóźniony .......
Nie takie zakłady pracy w Przemyślu upadły po 1989 roku
Człowieku dlaczego piszesz takie bzdury i pomawiasz niewinnych ludzi. Wstydź się tak kłamać na forum publicznym, Ten Pan, którego ty obwiniasz o wszelkie zło ze sprawą upadku Spółdzielni nie ma nic wspólnego i powinien Cię oddać do sądu za oszczerstwa. Upadku tego zakładu winni są pospołu : państwo (brak właściwej polityki zatrudniania osób niepełnosprawnych) oraz większość członków tejże Spółdzielni (brak znajomości i lekceważenie elementarnych zasad ekonomii , jak też mocno naiwna wiara w pomoc państwa, a szczególnie w pomoc ze strony rządu PIS).Wszelkie wcześniejsze próby poprawy sytuacji Spółdzielni były torpedowane i tu rację ma internauta "Komentator".
Był taki czas,że Prezes sp Gawlik potrafił z robic z tej Sółdzielni wzór dla całej Polski,a w Przemyslu to był najpiekniejszy zakład gdzie można było zarobic.Jaki prezes taki zakład
Dodam jeszcze że za czasów prezesowania Janka G. nota bene mojego kuzyna S-pnia Start po przenosinach z ul. Katedralnej do nowego dużego zakładu na Batorego zatrudniała w najlepszym okresie ok. 850 ludzi w dużej części inwalidów , niewidomych , nadto również pracowników produkcyjnych jak i administracji , zaś praca w Starcie była wyróżnieniem poprzez dobre zarobki , może najlepsze wówczas w Przemyślu oraz znakomite warunki socjalne jak stołówka zakładowa , gabinety lekarskie wielu specjalizacji , wczasy pracownicze itp. zdobycze socjalne. Ale On , prezes nie siedział przy biurku , starał się jeździć po Polsce i za granicę , szukał kontrahentów , załatwiał pozytywnie sprawy na ile mógł , po prostu był właściwym szefem firmy na właściwym miejscu. Sam dobrze zarabiał o ile wiem i dawał zarobić ludziom często pokrzywdzonym przez los jak np. niewidomi. A później , poszedł na emeryturę ,i zmarł pod koniec 2017 roku , warunki gospodarcze i polityczne się zmieniły , inni kierownicy , inni ludzie , inne czasy i obyczaje. A efekty jak widać , słychać i opisane w artykule.
Pracowało się tam dobrze, ludzie byli ze sobą związani jak w rodzinie, a Prezes Gawlik nie odmówił nikomu pomocy... Pracownicy jeździli dobrymi autami a On sam tłukł się starą skodą 105 i to mu wystarczało. Były wczasy, był ośrodek zakładowy w Olszanach ale wszystko się jakoś rozeszło... A szkoda - produkowano przewody na cały kraj i nie tylko.... Może jeszcze się uda podnieść z kolan, bo ludzie niewidzący potrzebują tej pracy by żyć, żyją dla tej pracy...