Reklama

Sprzedali działkę z... właścicielem i na osuwisku!

Od dwóch lat Barbara Wilgucka z Sufczyny nie mogła się doprosić podpisania aktu notarialnego prawomocnie kupionej działki podczas przetargu ogłoszonego przez Urząd Gminy w Birczy. Mało tego: po pewnym czasie okazało się, że pretensje do zrujnowanego domu zaczął zgłaszać jakiś tajemniczy właściciel, a cały 38-arowy teren znajduje się na osuwisku! Pani Barbara ma dość. Chce odzyskać wpłacone pieniądze, ale i tego nie może się doczekać!

28 sierpnia 2013 r. na tablicy ogłoszeń w Urzędzie Gminy Bircza zawisło ogłoszenie o przetargu na sprzedaż 38-arowej działki z zabudowaniami i drzewostanem, która miała stanowić własność gminy. Według Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Gminy Bircza nieruchomość ta położona była na terenach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową i usługową. Cena wywoławcza wynosiła 24 tys. 334 zł. Ogłoszenie parafował ówczesny wójt Józef Żydownik. Przetarg odbył się 15 listopada tegoż roku. Stanęła do niego jedna osoba – Barbara Wilgucka[paywall]. Wpłaciła wymagane (2 tys. 500 zł) wadium, ostatecznie kupiła działkę za 24 tys. 700 zł. Szybko uregulowała wymaganą kwotę. W sporządzonym protokole widnieje zapis, że „(...) akt notarialny sporządzony zostanie przed notariuszem w okresie jak najszybszym od daty przeprowadzonego przetargu, o czym Urząd Gminy w Birczy zawiadomi osobę wygrywającą przetarg (...)”.

– Byłam po rozwodzie, mieszkałam z dzieckiem u matki. Miałam pracę, wzięłam pożyczkę. Byłam szczęśliwa, ale niestety nie trwało to długo. Przyjechali tutaj panowie z urzędu gminy. Bardzo zachwalali teren. Powiedzieli, że tylko wyremontować wszystko i mieszkać. Nikt nie poinformował mnie o poprzednich właścicielach i o tym, że ktoś się o tę nieruchomość upomina. Zapytałam, kiedy podpisujemy akt notarialny. Odpowiedzieli, że się nie pali, że później, że co jest, nie ucieknie. Codziennie pytałam, ale zwlekali. Czas płynął, więc zaczęłam się intensywniej upominać, bo przecież zapłaciłam za cały teren – opowiada pani Barbara. – Powiedzieli, żebym jeszcze poczekała, bo może uda się uniknąć płacenia podatku. Wreszcie usłyszałam, że pojawili się byli właściciele tego terenu, którzy się o niego upominają. Włosy stanęły mi dęba. Potem  się okazało, że jest jeszcze jakaś osoba, która nie została z tego domu wymeldowana. Powiedzieli, że sprawę musieli przekazać do Ministerstwa Skarbu Państwa, które miało wydać decyzję, do kogo w końcu należy działka. Mijały miesiące, urodziły mi się bliźniaki, a ja na niby moim terenie nie mogłam niczego tknąć palcem. Proszę zobaczyć, jak mieszkamy... – oburza się B. Wilgucka.

Reklama


fot.Mariusz Godos
Tak wygląda stodoła po kilkunastu miesiącach od kupienia terenu przez panią Barbarę. Stoi na osuwisku...

Teren na osuwisku

Ze słów pani Barbary wynika, że gmina za grube tysiące złotych sprzedała teren, o którym niewiele wiedziała. W dodatku taki, który jest osuwiskiem! Podobno władze miały tego świadomość, ale wspomniany fakt zataiły. O osuwisku B. Wilgucka dowiedziała się dopiero na przełomie września i października br. Ziemia cały czas „chodzi”, w niektórych miejscach są kilkudziesięciocentymetrowe dziury.
– Minęły dwa lata. Powiedzieli mi w gminie, że moja sprawa zostanie załatwiona do końca tego roku. Nie chcę już się z tym użerać. Nie mam siły. Chcę zwrotu pieniędzy i zamierzam jak najszybciej stąd uciec. Gmina w przetargu oferowała teren przeznaczony pod zabudowę mieszkaniową. Na osuwisku? Przecież to jakiś żart! – uważa pani Barbara. – Wiedzieli o tym doskonale, bo w studium uwarunkowań jest jednak zapis, że nieruchomość ta jest wykluczona z jakiejkolwiek budowy. Zapytałam w urzędzie, jak to możliwe. Radzili długo i odpowiedzieli, że pod pewnymi względami działka jednak nadaje się do zabudowy, jeśli geodeta czy geolog wystawi pozytywną opinię. Na pytanie, pod jakimi względami, nie odpowiedzieli. Dodali za to, że może załatwimy wszystko ugodowo. Nie stać mnie na chodzenie po sądach. A żeby było ciekawiej, od pewnego czasu tę ruderę od gminy wynajmuję, płacę za to czynsz, bo nie mam do tej pory aktu notarialnego. Wyobraża pan sobie? Zapłaciłam za cały teren, od dwóch lat powinien być mój, a ja muszę płacić gminie za wynajem niby mojego domu! – mówi B. Wilgucka.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    janek - niezalogowany 2015-11-27 13:03:58

    No ładnie urzędują ( urzedowali ) w Birczy, a i w Przemyślu nie inaczej w Agencji Nieruchomości Rolnej. Agencja potrafiła sprzedać własną działkę 30 ar.  mojej mamy i drogę dojazdowa do gospodarstwa i też własną, wydzielona z działki 14ar. ogrodu należącego do gospodarstwa. Po mojej interwencji, jako syna, udało mi sie odzyskać, dzięki przychylności i pomocy jednej Pani która pracuje w Starostwie Powiatowym w dziale rolnym, a pochodzi z naszej miejscowości, ale został inny problem - dom na działce której nie ma w księgach wieczystych. Robiąc pomiary w latach sześdziesiątych, Geodezja nie wprowadziła tej działki do ksiąg  wieczystych, a starych numerów nie było w archiwum. Ale i to udało mi się pokonać po dwóch latach chodzenia od Kajfasza do Annasza 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama