Pustostan stojący na peryferiach miasteczka mieszkańcy nazywali strasznym domem. Ponoć na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku doszło tam do strasznej zbrodni. Dziś już nikt nie pamięta, czy mąż zarąbał siekierą żonę, czy żona męża, w każdym razie do budynku przylepiła się krwawa legenda.
Jeszcze dwa lata temu mieszkał tam niejaki Stanisław B., który odziedziczył nieruchomość po rodzinie i jakoś zupełnie mu to nie przeszkadzało. Kiedy za gospodarzem zatrzasnęła się brama zakładu karnego, na drzwiach domu pojawiła się kłódka, a w oknach pajęczyny i już nikt tam nie zaglądał. Później ktoś przypadkowo przez zakurzone szyby zobaczył wewnątrz pełgające ogniki i odżyła opowieść o duchach pomordowanych, które nawiedzają to miejsce. Wiadomo, że takie miejsca jednych odstraszają, ale innych wręcz przyciągają. Jesienią ubiegłego roku dwaj dwunastoletni chłopcy, żądni mocnych wrażeń, weszli na posesję, żeby z bliska zobaczyć straszny dom. Kiedy próbowali zaglądnąć do środka, usłyszeli jakiś podejrzany szmer i pamiętając opowieści o duchach, czym prędzej uciekli. Potem w szkole pochwalili się, że byli tam i słyszeli jakieś odgłosy. Po nich znaleźli się następni odważni, którzy potwierdzili, że też coś słyszeli, a na dodatek któryś z chłopców na schodach, znajdujących się na tyłach domu, zobaczył ślady przypominające krople krwi. Dorośli, do których dotarły te rewelacje, składali je na karb wybujałej fantazji małolatów. Ojciec jednego z chłopaków opowiedział o tym znajomemu policjantowi, który obiecał się tym zająć. Wiadomo, że policja, zwłaszcza w małych miejscowościach, zajęta jest drobnymi przestępstwami albo rodzinnymi waśniami i nie ma czasu na tropienie duchów w pustostanach.
Jednak któryś z młodych funkcjonariuszy zainteresował się tym i mając trochę luźniejszą służbę, zaglądnął tam.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze