Kamienicę numer 10 przy ulicy Słowackiego wybudowano w 1902 roku i dzisiaj przydałby się jej solidny remont, ale nie to nie to spędza sen z oczu mieszkańcom siedmiu lokali mieszkalnych. Parter zajmują zakłady bukmacherskie i nieczynny dziś salon gier. Mieszkania na pierwszym i drugim piętrze wykupili lokatorzy i gospodarują w kamienicy, tworząc nieformalną wspólnotę. Złożyli się i wyremontowali dach, co rusz robią jakiś drobny remont i wszyscy byliby zadowoleni, gdyby nie Grzesiek, jak mówią o 34-letnim lokatorze z drugiego piętra.
– Grzesiek mieszkał tu od zawsze. Z matką, ale ona piła i dwa lata temu zabrali ją do szpitala i tam zmarła – opowiadają lokatorzy. – Najgorsze zaczęło się, kiedy został sam. Zaczął pić i dzisiaj jest nałogowym alkoholikiem, którego należałoby leczyć w zakładzie zamkniętym. Żyć tu przez niego nie idzie. Ciągle gubi klucze i nocami nas budzi domofonem albo kopaniem w drzwi. Parę lat temu odcięli mu wodę i prąd i taki syf zrobił z mieszkania, że nawet kumple, którzy z nim piją, nie chcą tam wchodzić, tylko[paywall] stoją w sieni na dole, piją piwo i sikają po ścianach. Smród jest taki, że nie możemy drzwi otworzyć. Najbardziej śmierdzi od niego, zwłaszcza teraz, kiedy zaczynają się upały. Boimy się, bo tam jest wylęgarnia jakichś chorób i lada dzień robactwo rozejdzie się po całej kamienicy. Toaleta u niego od dawna jest nieczynna i załatwia się, gdzie popadnie, a potem musimy sprzątać ślady kału ze schodów. Sika do butelek i słoików. To naprawdę trudno opisać. Zresztą można to zobaczyć. – Jedna z lokatorek wskazuje na okno wychodzące na klatkę, które sami lokatorzy zabili tekturą, żeby choć trochę odciąć się od smrodu.

fot.Jacek Szwic
Kamienica, w której „mieszka” straszny lokator.
Drzwi niedomknięte i nikt nie odpowiada na głośne pukanie. Lokatora nie ma. Tuż za drzwiami zaczyna się pobojowisko, a raczej jeden wielki śmietnik. Wszędzie, na stoliku i resztkach mebli, stoją słoiki i butelki wypełnione moczem. Pod oknem, na resztkach kanapy, barłóg gospodarza. Podłoga zasłana brudnymi szmatami i workami foliowymi. Smród naprawdę nieziemski, a nad tym wszystkim unoszą się roje much.
– Nie daj Boże, jeszcze zaprószy ogień i się spalimy. Jak długo z tym będziemy musieli żyć? – zastanawiają się lokatorzy. Najpierw ratunku zaczęli szukać w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Tam potraktowano sprawę poważnie i powiadomiono Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Przemyślu. 9 maja do kamienicy przyszła komisja z inspektoratu i dokonała oględzin, ale tylko z klatki, bez wchodzenia do wnętrza mieszkania, do czego nie miała prawa bez lokatora lub właściciela. Opis tego, co stwierdziła, może w bardziej urzędowy sposób, potwierdza to, co widziałem miesiąc później. W piśmie do lokatorów Powiatowy Inspektorat Sanitarny wyjaśnia: „W związku ze złym stanem sanitarnym mieszkania, w sytuacji, gdy narusza to przepisy sanitarno-higieniczne oraz przepisy dotyczące sposobu użytkowania budynków mieszkalnych, zachodzi niezwłoczna potrzeba uprzątnięcia lokalu mieszkalnego. Taki obowiązek zgodnie z art. 5 ust. 1 pkt. 3b Ustawy z dnia 13 września 1996 roku o utrzymaniu czystości i porządku w gminach spoczywa na właścicielu nieruchomości. Z uwagi na zaistniałą sytuację, która powoduje zagrożenie dla zdrowia i życia lokatorów oraz stwarza niebezpieczeństwo szerzenia się chorób zakaźnych, zachodzi niezwłoczna potrzeba uprzątnięcia i przeprowadzenia dezynfekcji mieszkania lokatora Grzegorza N.”.
Problem w tym, że mieszkanie nie należy do Grzegorza N. On jedynie wynajmuje je od Jolanty B., która jest prawną właścicielką i to ona ma obowiązek zadbania o stan lokalu. W przypadku, kiedy właściciel tego nie zrobi, istnieje możliwość postępowania administracyjnego i specjalna ekipa posprząta i wydezynfekuje mieszkanie, a kosztami obciąży właściciela, tyle że takie procedury trochę trwają, a zapowiada się upalne lato.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tym się nie powinna zająć opieka społeczna? Sygnał jest.
A co zrobić z sąsiadami , których pieski ujadają całymi dniami bo państwo w pracy . Szału można dostać od tego haukania .
Tym się nie powinna zająć opieka społeczna? Sygnał jest.
A co zrobić z sąsiadami , których pieski ujadają całymi dniami bo państwo w pracy . Szału można dostać od tego haukania .