Reklama

Straszny zbój

22/01/2019 07:51

Dokładnie rok temu Ireneusz K., dwa miesiące przed końcem wyroku, wyszedł na wolność i obiecał, że się poprawi i już nigdy nie wejdzie w konflikt z prawem. Jednak życie na wolności wcale nie jest takie łatwe. Przede wszystkim trzeba mieć za co żyć i gdzie mieszkać. Irek nie miał ani jednego, ani drugiego.

Do wiosny jakoś przebiedował w schronisku, ale tam obowiązuje „suchy zakon”, czego co niektórzy nie wytrzymują. Tylko trochę słoneczko przygrzało i Irek poszedł w miasto. To znaczy znalazł kawałek kąta u dobrego znajomego, inni kumple też nie odpędzali od stołu i tak doczekał lata, a wtedy przeniósł się na działki, gdzie wypatrzył opuszczony domek. Ponieważ nocami do jego dyspozycji były wszystkie okoliczne domki i altanki, po miesiącu miał już na czym spać i butlę z palnikiem, na którym mógł zaparzyć kawę. Jednym słowem żyć, nie umierać. Irek całe dnie spędzał na mieście, gdzie było o wiele ciekawiej, więc tylko nieliczni działkowicze mieli okazję go spotkać. Raz czy drugi ktoś go zobaczył, jak po zmroku przemykał ścieżką na działki i poszła fama, że jakiś straszny typ się kręci w okolicy. Straszny, bo ponoć miał ze dwa metry wzrostu, czarną zmierzwioną brodę i źle mu z oczu patrzyło. Wypisz, wymaluj zbój jakiś. Tyle, że strach ma wielkie oczy i opis był mocno przesadzony, jedynie kilkudniowy zarost jako tako pasował do rysopisu. Wtedy jakoś nikt go nie skojarzył z wcześniejszymi kradzieżami, które na działkach są tak częste, że w drobniejszych sprawach poszkodowani nawet tego nie zgłaszają.W sierpniu któregoś wieczoru wracał Irek na działki do siebie i na ścieżce minął się z jakimś gościem, który zbyt natarczywie się za nim oglądał. Irkowi akurat tego dnia coś nie poszło, miał podły humor i odreagował na gościu. Najpierw zapytał, czego się na niego gapi, a potem rąbnął gościa w ucho tak, że ten poleciał w maliny. Irek poczłapał w swoją stronę, a gość trochę się pozbierał i popędził na policję. Kiedy opowiedział, że typ, który go napadł i pobił, ma ponad dwa metry i posturę kulturysty, dyżurny na wszelki wypadek wysłał na miejsce aż dwa patrole. Zupełnie niepotrzebnie, bo Irek, mając doła, doszedł do wniosku, że znudziło mu się na wolności i na widok mundurów sam wysunął ręce do bransoletek. Madejowe łoże mu nie grozi, a do koja w celi już przywykł.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości