Pierwszy maja kojarzy nam się głównie z dniem wolnym, zapachem grillowanej kiełbaski i mocno schłodzonym napojem alkoholowym. Czy jednak obchodzone tego dnia Święto Pracy jest tylko polską spuścizną PRL-u? Otóż nic bardziej mylnego.
Dziś ośmiogodzinny dzień pracy jest normą. W Ameryce, w latach 80. XIX wieku wydawał się dla pracodawców wręcz herezją. Strajkujący robotnicy z Chicago w 1886 roku zdecydowali się zawalczyć o to, by dziesięcio- lub nawet szesnastogodzinny dzień pracy został skrócony do ośmiu godzin. Nie zostali jednak wysłuchani. Otrzymali wypowiedzenia, a na ich miejsce zostały zatrudnione nowe osoby.
Sprawę zauważyli działacze związkowi i ustalili wspólnie, by 1 maja wyjść tłumnie na ulice w pochodzie, który miał ukazać ich niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.
Dwa dni później kolejny wiec pod tym samym hasłem stał się miejscem, gdzie czterech protestujących poniosło śmierć, a wielu kolejnych[paywall], uwięzionych podczas zamieszek, zostało później skazanych na śmierć. Trzy lata później pierwszy dzień maja ustanowiono Międzynarodowym Świętem Pracy, by zachować pamięć o tych, którzy oddali życie w walce o swoje prawa i godziwe warunki zatrudnienia.
Dziś Święto Pracy jest oficjalnie obchodzone w 66 krajach na całym świecie. W wielu z nich jest to dzień ustawowo wolny. Niestety, rzadko dotyczy to krajów tzw. Trzeciego Świata.
Prawa pracownicze są tematem trudnym, złożonym i mimo, że w XXI wieku i czasach ogólnej globalizacji powinny się stać podstawą rynku pracy, w wielu przypadkach nadal tak nie jest.
Nawet jeśli w Bangladeszu, Indiach czy Chinach pracownicy otrzymują wówczas wolne, nie przekłada się to na poprawienie ich ogólnych warunków zatrudnienia.
W naszym kraju Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy obchodzony jest już od 1950 roku. Najbardziej kojarzony stał się jednak z okresem PRL-u. W wielu miastach jest świętowany marszami i pochodami.
Obecnie znaczna część społeczeństwa traktuje go jako okazję do zwrócenia uwagi na problem bezrobocia, nierówności na rynku pracy czy niskiej płacy.
Sprawdziliśmy, jak obecnie wygląda rynek pracy w Przemyślu i regionie oraz czy emigracja zarobkowa dalej jest według niektórych przymusem. G
łówny Urząd Statystyczny podaje, że największa liczba obywateli przebywała czasowo w celach zarobkowych w: Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Irlandii, Norwegii i we Włoszech. Z powodu m.in. wyjścia Wysp Brytyjskich z Unii Europejskiej liczba polskich emigrantów zmniejszyła się tam o około 24,2 proc.
Powiatowy Urząd Pracy w Przemyślu podaje natomiast, że w marcu jako bezrobotne kwalifikowały się 273 osoby, z czego największy odsetek stanowili zamieszkujący na wsi długotrwale bezrobotni. Wykreślonych z ewidencji w tym samym miesiącu było 418 osób. Podjęły one pracę, założyły działalność gospodarczą, bądź zostały skierowane do prac interwencyjnych czy robót publicznych.
Jeśli chodzi o oferty pracy, mówiąc kolokwialnie: szału nie ma. Baza PUP mieści propozycje dotyczące różnych branż: od rębakowych drewna, przez pracowników przeładunkowych, po nauczycieli przedszkola. Przy czym należy zaznaczyć, że zdecydowaną większość stanowią oferty skierowane do pracowników fizycznych.
Na portalach ogłoszeniowych nie brakuje też propozycji zatrudnienia w charakterze: kasjera – sprzedawcy, pomocy restauracyjnej czy kucharza. Ciągle jest zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju budowlańców i elektryków. Zainteresowani pracą jako ambasadorzy marek i przedstawiciele handlowi również nie mogą narzekać na brak ofert.
Często pojawiają się również propozycje współpracy fotowoltaicznej oraz bankowej. Nie wygasają również ogłoszenia dotyczące pracy poza granicami kraju. Głównie w szklarniach bądź jako opiekun osoby starszej lub niepełnosprawnej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze