Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 11 w Przemyślu zdecydowała się na rewolucyjny krok w polskiej oświacie: część nauczycieli nie wystawia tradycyjnych ocen! Nie ma cyferek, a jest opis postępów uczniów. – Moim marzeniem było i jest, aby dzieci chętnie chodziły do szkoły. Brakuje im motywacji do zdobywania wiedzy. Jak się okazało, największym problemem były oceny, cyferki, które nic o uczniu nie mówią! Chcieliśmy i chcemy od tego uciec – powiedziała dyrektor popularnej „jedenastki” Beata Kosicka-Siwak.
Ponad miesiąc temu – pod honorowym patronatem Podkarpackiego Kuratora Oświaty Małgorzaty Rauch – w Instytucie Teologiczno-Pastoralnym im. św. Józefa S. Pelczara w Rzeszowie odbyła się wojewódzka debata o... ocenianiu.
Główne hasło przyświecające temu przedsięwzięciu brzmiało: „Weź mnie doceń, a nie oceń”. Jego celem była chęć zwrócenia uwagi na powszechne stosowanie oceny cyfrowej jako oceny bieżącej w szkole.
– Chcemy pokazać anachroniczność oceniania, jego negatywny wpływ na[paywall] motywację wewnętrzną i skuteczność procesu uczenia się – powiedział wówczas Jarek Durszewicz z fundacji „Szkoła bez ocen”, która w partnerstwie z Podkarpackim Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie zorganizowała debatę.
– Chcemy zaproponować nową, choć znaną od lat formułę szkoły, która za pomocą informacji zwrotnej i budowanych relacji wspiera rozwój ucznia. Ocena cyfrowa nie sprzyja braniu odpowiedzialności uczniów za swoje uczenie się. Zwykle uczeń bierze udział w lekcjach, realizując schemat: rozdział – dział – sprawdzian – ocena. W szkole uczeń funkcjonuje od sprawdzianu do sprawdzianu, kolekcjonując oceny i wyliczając średnią. Tak można wykształcić tylko „odtwarzaczy” wiedzy – dodał.
O tym wszystkim od początku roku szkolnego 2022 – 2023 wiedzą w Szkole Podstawowej nr 11 im. Henryka Jordana w Przemyślu. Dyrektor szkoły B. Kosicka-Siwak zaproponowała zupełnie rewolucyjną, choć jak najbardziej zgodną z prawem i stosowaną już w wielu placówkach oświatowych w kraju i za granicą metodę oceniania.
– Ocena cyfrowa nigdy nie była, nie jest i nie będzie miarodajna. Nigdy nie określi prawdziwego poziomu wiedzy dziecka. Powoduje, że dzieci zaczynają kombinować i oszukiwać, bo zależy im tylko i wyłącznie na cyferce. Najlepiej szóstce. Niekoniecznie na tym, aby cokolwiek umieć. Zaczyna się porównywanie. W domu słyszą: a co dostała Kasia, Zosia, Marysia? – stwierdza B. Kosicka-Siwak.
– Jedynka także nie jest wyrazicielem jego wiedzy. To, że dostanie jedynkę, nie znaczy, że nie umie. Najważniejsze w tym wszystkim jest dziecko. Jeśli powiemy mu, wytłumaczymy, czego nie umie, nad czym musi popracować, ale nie wlepimy mu jedynki, z pewnością bardziej je to zmotywuje. Zaproponowałam swoim nauczycielom zmianę sposobu oceniania od początku tego roku szkolnego. Zdecydowała się na razie czwórka. Wszystko zależy od tego, jak zechce całe przedsięwzięcie poprowadzić nauczyciel. Musi to czuć, musi do tego dojrzeć – dodała.
Na „rewolucję” – jak powiedziała dyrektor SP 11 – zdecydowała się: Anna Dryniak (język polski), Aneta Jabłońska (informatyka), Barbara Kijanka (język angielski i informatyka) i Rafał Hamryszczak (matematyka).
Rafał Hamryszczak jest nauczycielem matematyki. Na początku był nieco sceptyczny, teraz jest zachwycony tym, że przystał na propozycję dyrekcji.
– Nic na siłę, więc najpierw musiałem o tym porozmawiać z samymi uczniami. Jedna z klas chętnie na to przystała. Najpierw trzeba było im pokazać, na czym to wszystko polega, potem dopiero stosować. Skupiamy się na tym, co jest dla nich pozytywne, pokazujemy ich mocne strony. Nie zaczynamy od deficytów. Na negatywnych emocjach nigdy nic dobrego się nie zbuduje. Po miesiącu uczniowie byli zachwyceni. Powiedzieli, że zupełnie odpadł im stres – stwierdził.
Matematyka jest jednak nauką ścisłą. Jeśli nie znasz wzoru, ciężko jakiekolwiek zadanie rozwiązać...
– Nieprawda. Nauka na pamięć jest najmniej efektywna ze wszystkich metod. Jeśli ktoś uczy się na pamięć, zapamiętuje z tego pięć procent. Dlatego zabraniam uczenia się na pamięć. Jeśli dziecko zrozumie, jak obliczyć wzór prostokąta, nie potrzebuje żadnego wzoru. Czasami jest tak, że uczeń, nie znając wzoru, dochodzi do rozwiązania. I o to w tym wszystkim chodzi – wyjaśnił.
Aneta Jabłońska jest zastępcą dyrektor szkoły. Uczy informatyki.
– Raz była taka sytuacja, że dziecko potrafiło dodawać ułamki, rozwiązywało zadania bez problemu. Ale kiedy nauczyciel zapytał, czy to rozumie, czy wie, że jedna druga to połowa czegoś, nie wiedziało. Wkuwanie to schematy, na których nam nie może zależeć, bo nigdy tym do niczego nie dojdziemy – dodała.
Barbara Kijanka uczy języka angielskiego i informatyki.
– Na początku roku szkolnego rodzice podchodzili do tego pomysłu jak do ognia. Teraz są zadowoleni. Potwierdzają, że u ich dzieci znikł stres. Przestały porównywać i chcieć równać do koleżanek czy kolegów. Chętniej chodzą na lekcje. To największa radość. Uczą się tak samo, ale widać znacznie większe zaangażowanie. Informacja jest klarowna. Umiesz to – super, nie wiesz tego, musisz popracować. Rozmawiamy. Kiedy dostanie ocenę cyfrową, na przykład czwórkę, co z tego wie? Czy wie, dlaczego dostał czwórkę? Jeśli nauczyciel podpowie, ok. Ale nie wszyscy to przecież robią. Moi uczniowie nakręcili specjalny filmik o ocenach kształtujących. Wyrażali się w samych superlatywach – powiedziała.
– Wierzę w to, że niebawem wszyscy moi nauczyciele się do tego sposobu oceniania przekonają. Muszą wymienić się doświadczeniami. Poczuć to. Zrozumieć. Prawda, na świadectwach muszą być cyferki, ale przecież te śmiało można wystawić po ocenianiu kształtującym – podsumowała B. Kosicka-Siwak.
MG
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze