Tak mądrze, uważnie i rozsądnie Eurobus Przemyśl jeszcze w tym sezonie nie zagrał. Mimo wygrania już sześciu meczów. Niezwykle groźnemu na własnym parkiecie zespołowi z Kamienicy nie pozostawił żadnych złudzeń, kto w tym spotkaniu jest zespołem lepszym. Po tym pojedynku cel minimum (utrzymanie) jest na wyciągnięcie ręki, ale team Adriano Ribeiro na pewno będzie chciał więcej!
Sir Alex Fergusson, słynny coach piłkarskiego Manchesteru United powiedział kiedyś, że atakiem wygrywasz bitwy, ale wojnę wygrać możesz tylko obroną. Przemyślanie nie dali się wciągnąć w wymianę ciosów. Nie dali się ani na moment sprowokować. Mimo kilku kontrowersyjnych sytuacji, w których gospodarze za wszelką cenę zachęcali ich do efektowności, do odpuszczenia obrony, nie dali się nabrać. Postawili na absolutną efektywność, morderczą destrukcję, z którą gospodarze nie potrafili i nie umieli sobie poradzić. To była taktyczna maestria.
Zaczęło się wręcz genialnie. Bruninho kąśliwie uderzył z prawej strony, nierozgrzany jeszcze Jakub Kornat wybił futsalówkę przed siebie, a Ramon Rabello Tubau dopełnił tylko formalności, trafiając do pustej bramki. To kompletnie jeszcze niczego nie zwiastowało, ale mając minimalny zapas, gościom łatwiej czyhało się na błędy rywala. Rywala, który miał sporą optyczną przewagę, ale z której nic nie wynikało. Prawdę powiedziawszy w I połowie, którą Eurobus zakończył z czystym kontem, to przemyślanie mieli więcej szans na podwyższenie wyniku, niż miejscowi na doprowadzenie do remisu.
Było więcej niż pewne, że zespół WE-MET-u od początku II połowy rzuci wszystko co ma najlepszego, aby szybko wrócić do gry. Ale wówczas spotkali się z sytuacją, której najprawdopodobniej nie przewidzieli. Eurobus zagrał odważniej. Mocniej pressingiem, nie pozostawiając ani kawałka miejsca na parkiecie. Po niecałych 5 minutach gry było 0:2. Na bramkę uderzył Tubau, bramkarz WE-MET-u zderzył się z obrońcą, do piłki dopadł Sebastian Pawlak i wepchnął ją do siatki!
Z minuty na minutę animusz miejscowych malał. Pojawiać się zaczęła frustracja. Na ponad 7 minut przed końcem meczu reprezentant Polski Mateusz Madziąg sfaulował M. Wanata I słusznie dostał żółtą kartkę. A że było to jego już drugie takie upomnienie, w ręku sędziego pojawiła się „czerwień”. A to oznaczało dla Eurobusu 2-minutową grę w przewadze. Wykorzystali to fantastycznie. „Rozklepali” trójkową akcją obronę gospodarzy. Ołeksandr Bondar zagrał do Tubau, ten wyszukał przed bramką Bruninho, który z metra dopełnił dzieła! To był dla gospodarzy w zasadzie szach i mat. Zdobyli co prawda honorową bramkę po zupełnie przypadkowym samobójczym golu J. Lebida, który był najlepszym graczem Eurobusu w tym spotkaniu. Przez ostatnie 2,5 minuty grali z lotnym bramkarzem, ale wiary w nich nie było wcale.
Bramki: 0:1 Tubau 00:56 min, 0:2 Pawlak 24:12 min, 0:3 Bruninho 34:24 min, 1:3 Lebid 35:38 min (samobójcza).
Żółte kartki: Madziąg, Mera, Tijerino oraz Wanat. Czerwona kartka: Madziąg (32.50 min – druga żółta). Widzów: 300.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze