W ubiegłym tygodniu, od czwartku do niedzieli, na przemyskim Rynku trwał Bożonarodzeniowy Jarmark.
Władze miasta, pomimo panującej pandemii i związanych z tym wielu obostrzeń, zdecydowały się na zorganizowanie tradycyjnego jarmarku. Wcześniej ogłoszono nabór ewentualnych wystawców i na Rynku ustawiono dziesięć estetycznych, zabudowanych stoisk.
Niestety, ze względu na obowiązujące przepisy sanitarne, tym razem nie mogły się na nich pojawić wędliny i inne tradycyjne świąteczne przysmaki. Dlatego też oferta ograniczała się do wszelkiego rodzaju rękodzielniczych ozdób i stroików, niezbędnych do udekorowania mieszkań. Można było też kupić wyroby ceramiczne oraz książki i kalendarze, a także różnego rodzaju miody.
Tłumów nie było, bo też nie mogło być, więc sprzedawcy miny mieli nietęgie. – Ludzie najczęściej pytają o cenę i przez trzy dni sprzedałam bardzo niewiele. Niestety pewnie[paywall] towar mi zostanie, a ponieważ robiłam choineczki z cukierków i czekoladek, to nie przetrzymam tego do następnego roku i będę stratna – martwiła się jedna ze sprzedających.
– Przyjechaliśmy na święta z Anglii i szukamy szopki, ale takiej w stylu ludowym, z drewna i słomy. Takiej, jaką kilka lat temu kupiliśmy na jarmarku w Centrum Kulturalnym. Szkoda, że artyści ludowi nie pokazują tutaj swoich wyrobów – tak młode małżeństwo podsumowało jarmark. Trudno, taki nastał czas, ale na pocieszenie organizatorzy zapraszają na wirtualny jarmark www.jarmark.przemysl.eu, na którym swoje wyroby prezentują lokalni przedsiębiorcy.

fot.Jacek Szwic
Z dziecięcej perspektywy wszystko, co błyszczące i kolorowe, było wspaniałe.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ceny mają z kosmosu to niech się sami wspierają.
Niestety artykuły rękodzielnicze tyle kosztują