– Ode mnie do ośrodka zdrowia jest niedaleko. Byłam w domu, było po dwunastej, kiedy usłyszałam potężny huk. Nie taki od petardy tylko jakby bomba wybuchła. Wybiegłam i zobaczyłam nad ośrodkiem dym, ale inny niż przy pożarze i jakby jakieś szmaty albo papiery latały w powietrzu – opowiada jedna z mieszkanek wioski.
Drohobyczka. Środa, dwudziestego siódmego lipca. Godzinę po wybuchu. Wzdłuż drogi przed budynkiem ośrodka zdrowia kilka strażackich wozów i dwa policyjne radiowozy. W rowie po drugiej stronie drogi leży okienna rama, którą wybuch aż tu odrzucił. Jeszcze błyskają światła kogutów, ale pierwsze niebezpieczeństwo już zażegnane. Na termometrze prawie czterdzieści stopni i strażacy, którzy smażą się w pełnym rynsztunku dopiero teraz mogą ugasić pragnienie. Lewy narożnik piętrowego budynku, w którym na parterze jest ośrodek zdrowia, a na piętrze trzy mieszkania, jest zupełnie zniszczony. Ściana narożnego mieszkania na pierwszym piętrze, wypchnięta siłą wybuchu, leży na trawie. Uszkodzony strop, oparty o przechylony filar, w każdej chwili grozi zawaleniem. Wewnątrz pomieszczenia na ścianach widać popękany tynk i osmolenia. Z sąsiedniego okna bez szyb zwisa firanka. Trawa dookoła budynku zasłana jest okruchami szkła, kawałkami połamanych okien i odłamkami gruzu. Kobieta miała rację, mówiąc o bombie, tak to wszystko wygląda.
Pierwsza informacja – nikt nie ucierpiał. Przypadek sprawił, że akurat tego dnia nie było lekarza w Dubiecku i musiała go zastąpić lekarka, która powinna mieć dyżur w Drohobyczce. Ośrodek był zamknięty, choć zwykle w środy o tej porze jest otwarty i zawsze jest tu kilka osób. W mieszkaniach na piętrze również nikogo nie było, nikt z lokatorów nie ma małych dzieci, które mogłyby się bawić na trawniku przed budynkiem. Tylko budynek poważnie ucierpiał i dopiero nadzór budowlany oceni, czy nadaje się do rozbiórki, czy tylko do remontu. Na razie lokatorzy nie mogą wejść do swoich mieszkań, a strażacy pilnują, żeby nikt do budynku się nie zbliżał.

fot.Jacek Szwic
Mieszkańcy wioski przyszli zobaczyć, co się stało.
W bezpiecznej odległości od uszkodzonego budynku, na podjeździe stoi gromadka ludzi. Sąsiedzi, którzy przybiegli zobaczyć, co się stało, ktoś z urzędu gminy, strażacy, policjanci. Wszyscy rozmawiają o tym, co się stało. Strażak potwierdza, że to był wybuch gazu. Ktoś opowiada, że widział, jak strażacy wynieśli stamtąd dwie butle, które miały odkręcone zawory. Jeszcze ktoś inny słyszał o zniczu ustawionym na otwartych drzwiczkach kuchenki gazowej, który ponoć znaleźli strażacy podczas zabezpieczania miejsca wybuchu. Wszystko przemawia za tym, że ktoś ten wybuch zaplanował i[paywall] zrealizował. Siłą rzeczy w kręgu najbliższych podejrzanych pojawia się właściciel mieszkania, 47-letni mieszkaniec wioski. Kawaler, mieszkał tam sam, ale częściej przebywał w domu swojej matki. Według norm wioskowych raczej stroniący od kieliszka, ale trochę dziwny. Czasem potrafił być kłótliwy, agresywny, najeżony do całego świata. Podobno rok temu chciał udostępnić swoje mieszkanie uchodźcom z Syrii.

fot.Jacek Szwic
Strażacy i policjanci koordynują akcję ratunkową.
Tymczasem policjanci już ustalili, że właściciel mieszkania może przebywać u matki, która też mieszka w tej wiosce i pojechali tam. Mężczyzna na widok mundurów zabarykadował się i nie wpuścił funkcjonariuszy. Dopiero, kiedy strażacy wyłamali drzwi został zatrzymany i przewieziony do Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.
– Potwierdzam, że czterdziestosiedmioletni właściciel mieszkania został zatrzymany – informuje sierż. szt. Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Mężczyzna odmówił wszelkich wyjaśnień. Na miejscu prowadzone są oględziny i zabezpieczamy wszelkie dowody. W tej sprawie zostało wszczęte śledztwo i na mężczyźnie ciąży zarzut z artykułu sto sześćdziesiąt trzy paragraf jeden, punkt trzeci, a o jego dalszych losach zdecyduje prokurator.
– Wszyscy jesteśmy w szoku po tym, co się stało – mówi Wiesław Bembenek, wójt Gminy Dubiecko. Natychmiast po tym zdarzeniu podjęliśmy działania, żeby pomóc poszkodowanym lokatorom i chcieliśmy im udostępnić pomieszczenia szkolne. W przypadku państwa Sz. oni sami zdecydowali, że najpotrzebniejsze rzeczy przeniosą do domu matki pani Sz. i tam będą mieszkać do czasu podjęcia decyzji o dalszym losie budynku.
Natomiast samotna lokatorka drugiego mieszkania, znalazła schronienie w domu opieki, który w Bachórcu prowadzą siostry zakonne. Czekamy na komisję z nadzoru budowlanego, która oceni stan uszkodzonego budynku i zdecyduje, co dalej. Na razie wiadomo, że nikt tam nie może przebywać, gdyż naruszona konstrukcja grozi zawaleniem.
| Art. 163 par. 1. Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać eksplozji materiałów wybuchowych lub łatwopalnych albo innego gwałtownego wyzwolenia energii, rozprzestrzeniania się substancji trujących, duszących lub parzących podlega karze pozbawienia wolności od roku do dziesięciu lat. |

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.no pewnie że Macierwicz bo ty trolu byś wolał żeby Rysio , Zdzisio i reszta bandy złodziejskiej.
Maciarewicz się tym zajmie :)
no pewnie że Macierwicz bo ty trolu byś wolał żeby Rysio , Zdzisio i reszta bandy złodziejskiej.