Reklama

To nie była czarna wołga

05/09/2022 21:39

Zapewne starsi czytelnicy pamiętają stugębną plotkę o czarnej wołdze, która w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku jeździła po ulicach i porywała dzieci. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że wtedy osobówki marki Wołga GAZ-24 woziły tylko dygnitarzy albo jeździli nimi funkcjonariusze różnych służb. Ta historia o czarnej wołdze przypomniała mi się, kiedy usłyszałem o pewnym zdarzeniu, do którego doszło w lipcu. W sobotę państwo P. mieli gości. Żadne przyjęcie, ot pogawędki przy kawie. O dwudziestej drugiej goście sobie poszli i wtedy małżonkowie zorientowali się, że nie ma ich trzynastoletniego syna.

Posprawdzali wszystkie pomieszczenia i garaż, ale chłopaka nigdzie nie było. Kiedy zaniepokojeni kręcili się po podwórku, zaczepił ich sąsiad mieszkający za płotem i powiedział, że jego syn, również trzynastolatek, też zniknął. Rodziciele ustalili, że ich synowie często razem się bawili w zagajniku po drugiej stronie drogi i postanowili przeszukać zagajnik, w którym rosło kilkadziesiąt brzózek i trochę krzaków. Pokręcili się trochę, ale chłopaków nie było.

Kiedy wyszli na drogę, nadszedł dalszy sąsiad i zapytał, co się stało. Gdy usłyszał, że ojcowie szukają synów, powiedział, że pół godziny wcześniej widział czarnego busa, który chwilę stał obok zagajnika i w pewnym momencie odjechał z piskiem opon. Ojcowie pewnie nie słyszeli o czarnej wołdze, ale słyszeli o różnych porwaniach nieletnich i nie ma się co im dziwić, że zadzwonili na policję. Dyżurny[paywall], usłyszawszy, o co chodzi, uznał, że wszelkie okoliczności przemawiają za tym, żeby ogłosić poszukiwania pierwszej kategorii, czyli poszukiwany jest małoletni i istnieje podejrzenie przestępstwa lub zagrożenia życia.

Reklama

Piętnaście minut później na miejsce przyjechało na sygnałach kilka radiowozów. Ojcowie opisali synów i opowiedzieli o okolicznościach, w których znikli, a sąsiad opowiedział o czarnym busie odjeżdżającym z piskiem opon. Dowódca powiadomił o tym dyżurnego i zadysponował przeszukanie zagajnika.

Dziesięć minut później obaj chłopcy zostali znalezieni. Siedzieli skuleni w niewielkim zagłębieniu porośniętym krzakami. Jak przyznali, najpierw bali się wrócić do domów, żeby nikt nie wyczuł, że palili papierosy, a potem bali się, bo zobaczyli migające policyjne światła. Poszukiwania zostały zakończone i dyżurny odwołał patrole, który wysłał w teren, żeby sprawdziły czarnego busa.


Jot.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości