Dzienny przyrost liczby zachorowań na COVID-19 wciąż charakteryzuje się sporymi wahnięciami, choć trudno nie zauważyć w ostatnich tygodniach tendencji zwyżkowej. Ze statystykami ogólnymi podawane są również te dotyczące liczby pacjentów wymagających hospitalizacji. Tu, choć powodów do paniki nie ma, dane nie napawają optymizmem.
Wydolność sieci szpitali to kluczowy element w walce z epidemią koronawirusa. Dzienne przyrosty zachorowań nie muszą niepokoić, jeśli nie będą się przekładać na liczbę pacjentów wymagających leczenia szpitalnego czy na liczbę zgonów.
Może być przecież tak, że nawet przy dużej liczbie potwierdzonych infekcji ich przebieg będzie albo łagodny, albo w najgorszym przypadku będzie przypominał np. grypę.
Problemy mogą się zacząć, jeśli pacjentów z objawami na tyle poważnymi, że nie da się ich opanować w warunkach domowych, zacznie przybywać. Scenariusz, w którym szpitale nie będą w stanie pomóc wszystkim, wydaje się najczarniejszym z możliwych.
Oczywiście na ten moment o[paywall] niczym takim nie może być mowy, a sytuacja w szpitalach jest stabilna. Jednak codzienne raporty Ministerstwa Zdrowia, ale też dane napływające z lokalnych szpitali, świadczą o tym, że mityczna już trzecia fala zachorowań nadchodzi.
By pokazać istotę zagadnienia, poprosiliśmy dwie placówki z naszego regionu przyjmujące tzw. pacjentów covidowych, Wojewódzki Szpital im. św. Ojca Pio w Przemyślu oraz Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu, o dane dotyczące liczby pacjentów z koronawirusem wymagających hospitalizacji. Okazało się, że liczba ta przyrasta bardzo wyraźnie.
– 22 lutego mieliśmy 42 potwierdzone przypadki, w tym 5 pacjentów pod respiratorami – podał rzecznik prasowy przemyskiej placówki Paweł Bugira. Niespełna dwa tygodnie później liczba ta się podwoiła. 5 marca w przemyskim szpitalu przebywało już 85 pacjentów z koronawirusem i aż 9 z nich wymagało podłączenia do respiratora.
Z kolei w jarosławskim COM przyrost wynosi około 30 procent. Trzeba też podkreślić, że szpital w Jarosławiu „startował” z nieco innego pułapu, a napływ wymagających hospitalizacji pacjentów covidowch po prostu zaczął się nieco wcześniej. 22 lutego w tej placówce przebywało 93 pacjentów z potwierdzonym koronawirusem. Jeszcze w tym samym tygodniu liczba ta skoczyła do 125. Potem nieco spadała, początek marca to 110 pacjentów, ale już 8 marca znów wzrosła do 125. Choć powodów do niepokoju o paraliż lokalnej służby zdrowia nie ma, ale tendencja jest zwyżkowa. I trzeba mieć tego świadomość.
Zarówno w Przemyślu, jak i w Jarosławiu zapewniają, że na wzmożone przyjęcia pacjentów z COVID-19 są przygotowani. Przede wszystkim cieszyć może fakt, że w odróżnieniu do poprzednich fal epidemii sytuacja kadrowa jest stosunkowo dobra.
Z powodu koronawirusa z obiegu w przemyskim szpitalu wyłączonych jest zaledwie 5 osób – 3 chorują, 2 przebywają na kwarantannie. Nie ma w tej grupie lekarzy. Bardzo podobnie sytuacja przedstawia się COM w Jarosławiu. Tu na izolacji przebywa 2 pracowników, a na kwarantannie 3. To mniej niż jeden procent personelu.
Optymistycznie szpitale zapatrują się na swoje zapasy tlenu (jesienią mówiło się, że niektóre mają problem z ich zapasami). – Mamy wystarczające zapasy tlenu, także w przypadku zwiększenia liczby pacjentów – zapewnia P. Bugira.
– Zapas tlenu na dzień 8 marca mamy zabezpieczony na 48 godzin – informuje dyrektor COM w Jarosławiu Piotr Pochopień. – W dniu 9 marca zaplanowana jest dostawa tlenu ciekłego (3000 l – przyp. aut.) i wymiana butli tlenowych – dodaje.
Ważnym elementem składającym się na aktualną sytuację epidemiczną są szczepienia. Szpitale prowadzą je w sposób ciągły, ale liczby nie imponują. W jarosławskim szpitalu w ostatnim czasie wykonano 1539 szczepień pierwszą i druga dawką. Najwięcej wykonano ich wśród nauczycieli i tzw. grupy 0, najmniej wśród seniorów.
– Do tej pory zaszczepiliśmy 1809 osób z grupy zero i 1609 z grupy 1. Łącznie pierwszą i drugą dawką wykonaliśmy ponad 5600 szczepień – wylicza P. Bugira ze szpitala w Przemyślu.
W tutejszej placówce do 19 marca potrwają szczepienia pracowników ochrony zdrowia szczepionką AstraZeneca, zaś od 22 marca szpital ma zamiar szczepić pacjentów onkologicznych, po przeszczepach i po wentylacji mechanicznej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Najgorsze jest to, że ktoś kto nie ma pojęcia jak sobie radzić ze swymi obowiązkami, przerzuca je na innych siejąc panikę, by pokazać z jakim poważnym problemem się zmaga. Od lat w szpitalach brakowało miejsc dla chorych z tego czy innego powodu i nikt na to się nie skarżył, aż przyszedł covid. "Mamy 300 miejsc, już zapełniono 200, a co będzie dalej, aż strach pomyśleć" i takie tam podsycanie emocji. Kiedy się ono skończy? A kto wierzy w taki sztucznie wykreowany lament ?
Tylko czekać a nasz rząd wmówi nam że każdy kto ma łupież jest chory na covid .Zastraszonym ludem łatwiej rządzić.
Najgorsze jest to, że ktoś kto nie ma pojęcia jak sobie radzić ze swymi obowiązkami, przerzuca je na innych siejąc panikę, by pokazać z jakim poważnym problemem się zmaga. Od lat w szpitalach brakowało miejsc dla chorych z tego czy innego powodu i nikt na to się nie skarżył, aż przyszedł covid. "Mamy 300 miejsc, już zapełniono 200, a co będzie dalej, aż strach pomyśleć" i takie tam podsycanie emocji. Kiedy się ono skończy? A kto wierzy w taki sztucznie wykreowany lament ?
Tylko czekać a nasz rząd wmówi nam że każdy kto ma łupież jest chory na covid .Zastraszonym ludem łatwiej rządzić.