Reklama

Trzy razy Iwonka

01/04/2019 07:44

Pewien emerytowany policjant, który jeszcze do niedawna jeździł w patrolowce, twierdzi, że wolał mieć do czynienia z dziesięcioma bandziorami niż z jedną kobietą. Nie żeby był antyfeministą, ale w służbie dobrze poznał życie od tej drugiej strony. Żeby nie być gołosłownym, przytoczył historię sprzed roku.

– Któregoś dnia, późnym popołudniem, dyżurny wysłał nas na interwencję, bo sąsiedzi dzwonili, że w jednym z mieszkań jest awantura. W mieszkaniu zastaliśmy zapłakaną kobietę w średnim wieku, która przyciskała do czoła kompres. Więcej nikogo nie było. Gospodyni powiedziała, że zwróciła uwagę synowej, która znowu chciała wyjść, bo przecież powinna trochę posiedzieć w domu, a nie się szlajać. Kiedy zagroziła telefonem do syna, który pracuje za granicą, synowa złapała ją za włosy i rzuciła na szafkę w przedpokoju. Pouczyliśmy kobietę, że może złożyć skargę o fizyczne i moralne znęcanie się i pojechaliśmy. Dwadzieścia minut później dyżurny wysłał nas do osiedlowego baru, gdzie doszło do awantury i kradzieży telefonu. Na miejscu się okazało, że młoda kobieta podeszła do jednego ze stolików i odciągnęła na bok jedną z klientek. Przy wyjściu doszło między nimi do awantury, podczas której młoda kobieta szarpała klientkę za kurtkę, uderzała otwartą ręką po głowie, a na końcu wyrwała jej z ręki telefon i uciekła. Świadkami byli pozostali klienci i barmanka, ale nie za bardzo chcieli współpracować i dopiero pod dłuższej chwili udało się nam wydusić od pokrzywdzonej personalia sprawczyni pobicia i kradzieży. Była nią owa synowa od sponiewieranej teściowej, u której byliśmy wcześniej. Kolega podsumował, że niezły numer musi być z tej Iwony, bo tak miała na imię.

Załatwiliśmy formalności i wychodząc z baru, na schodach znaleźliśmy telefon. Wyglądał, jakby spadł na beton z dziesiątego piętra. Mieliśmy już dosyć atrakcji jak na jeden wieczór, ale dyżurny kazał zobaczyć, co się dzieje na jednej z ulic, gdzie podobno doszło do zakłócenia ciszy nocnej. Na miejscu zastaliśmy dwóch mężczyzn i młodą kobietę, która coś głośno wykrzykiwała. Na widok radiowozu mężczyźni znikli w jakiejś bramie. Odkręciłem szybę i kazałem kobiecie się uciszyć, na co ona puściła mi wiązankę. Nie mogliśmy nie zareagować na znieważanie i zabraliśmy ją na komendę. Po drodze wrzeszczała, że chce sikać i dalej bluzgała na nas jak stary chłop. To znowu była Iwonka. Miała ponad dwa promile – kończy były policjant.

jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości