Rozmowa z Wojciechem Jakóbikiem, analitykiem sektora energetycznego, redaktorem naczelnym BiznesAlert.pl.
Najpierw rząd obiecał (a Sejm przyjął stosowną ustawę), że każdy, kto ogrzewa dom węglem, będzie mógł kupić 3 tony po niespełna tysiąc złotych za tonę. Teraz zmienił zdanie i zapowiada po 3 tysiące złotych wsparcia dla takich osób. Sprawa wywołuje mnóstwo kontrowersji: jedni mówią, że pieniędzmi w piecu się nie napali, inni, że to wystarczy raptem na tonę węgla, jeszcze inni denerwują się, że pominięto na przykład tych, którzy ogrzewają domy gazem czy pelletem, też bardzo drogimi.
– Dopłaty do tony węgla oraz wypłaty środków na zakup węgla to nie jest żadna reforma, która ma zmienić sytuację, a po prostu pomoc społeczna. Politycy chcą ją wykorzystać, by złagodzić nastroje społeczne. I, oczywiście, to może uspokoić społeczeństwo, ale w żaden sposób nie wpłynie na zwiększenie dostępności węgla. Ta zależy od efektywnego sprowadzenia go spoza Rosji. Embargo unijne na ten surowiec będzie obowiązywać od 10 sierpnia, i bardzo dobrze. Natomiast konsekwencją jest konieczność sprowadzenia węgla skądinąd, bo krajowe wydobycie nie wystarczy – i nie wzrośnie tak szybko, jakbyśmy chcieli.
A może zasady pomocy zmieniono, bo już wiadomo, że wystarczającej ilości węgla sprowadzić się nie da? A tak da się ludziom pieniądze – i niech się każdy martwi sam.
– Nie. Po prostu prywatni dostawcy nie mieli interesu w tym, aby włączyć się w program zakupów dotowanego węgla. Musieliby kredytować sprzedaż węgla: wyłożyć własne pieniądze i czekać kilka miesięcy na zwrot ze Skarbu Państwa. Nie chcieli tego robić, bo przy obecnym kryzysie takie rozwiązanie może być nie do udźwignięcia dla przedsiębiorcy, który i tak ma już wystarczająco dużo problemów.
Premier Mateusz Morawiecki polecił państwowym firmom sprowadzenie do jesieni 4,5 miliona ton węgla. To jest do zrealizowania?
– Węgiel jest szeroko dostępny na światowym rynku, pomimo rekordowej ceny. Da się zamówić wiele ton i, według informacji rządu, tak też się dzieje. Natomiast wyzwaniem jest logistyka: przyjęcie węgla przez porty, rozwiezienie po kraju, sortowanie – dopiero wtedy węgiel trafia do sprzedaży. Ciężar odpowiedzialności za sprowadzenie węgla przechodzi na[paywall] spółki Skarbu Państwa: PGE Paliwa i Węglokoks, które mogą mieć problemy z rozprowadzeniem tego surowca. Wystarczy przypomnieć sobie wiosnę: już skokowy wzrost zapotrzebowania, wywołany obawami Polaków, spowodował niedobory. A to wszystko się działo, zanim pojawiły się skutki wprowadzonego przez Polskę embarga.
Mamy się martwić, że zabraknie węgla, czy nie?
– Z punktu widzenia gospodarki państwa – sytuacja powinna być stabilna. Natomiast może się zdarzyć, że ktoś nie będzie w stanie kupić węgla, bo takie sytuacje już wcześniej się pojawiały.
Czy dało się przewidzieć problemy, które dziś mamy, i na przykład zgromadzić zapasy węgla wcześniej? W końcu Amerykanie ostrzegali przed wybuchem wojny już jesienią zeszłego roku.
– Pandemia spowodowała spadek zainteresowania węglem. Zapasy, które gromadzono w okresie spowolnienia działalności gospodarczej na skutek koronawirusa, zostały potem bardzo szybko rozprowadzone przez to, że gospodarka przyspieszyła. Ale z powodów ekonomicznych jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie nie wszystkie firmy chciały gromadzić zapasy. Polityka Rosji zaskoczyła także takie podmioty. No i teraz mają małe zapasy, problemy ze znalezieniem węgla, a jeśli go znajdą, jest po prostu bardzo drogi.
Ile będą kosztować węgiel, gaz czy prąd w sezonie grzewczym?
– Nikt odpowiedzialny nie zaryzykuje prognozy cen energii i surowców. W najbardziej optymistycznym scenariuszu kryzys gospodarczy już za kilka miesięcy spowoduje obniżkę cen. Oczywiście to optymizm pozorny, bo wszyscy będziemy przez inflację biedniejsi i będzie nas na mniej stać. W scenariuszu ekstremalnym – wojna w Ukrainie nabierze przyspieszenia, pojawią się nowe fale uchodźców, a ceny surowców jeszcze bardziej podskoczą. Nieprzewidywalność Rosji i całej sytuacji związanej z wojną powoduje, że naprawdę trudno cokolwiek oszacować. Nie ma co liczyć, że kryzys nas ominie. Dlatego przezorny zawsze ubezpieczony: należy oszczędzać, liczyć się z najczarniejszymi scenariuszami.
A co z gazem? Może go zabraknąć? Albo będzie tak drogi, że nie będzie nas na niego stać?
– Już teraz pojawiają się różne formy pomocy społecznej, które mają łagodzić kryzys energetyczny, odczuwalny coraz bardziej w portfelach Polaków. Możliwe, że jeśli kryzys się pogłębi, a ceny będą jeszcze wyższe, wówczas pomoc społeczna będzie jeszcze bardziej rozwijana. Ale to i tak jest argument za tym, by oszczędzać i szykować się na trudne czasy. Takie, w których będzie drożej, a energia i surowce nie będą już tylko jednym z wydatków, a głównym kosztem w gospodarstwie domowym. Szczególnie zimą.
W Przemyślu na dzień 5 sierpnia na składzie węgla nie ma. Zostałam poproszona o telefon za tydzień, może wtedy będzie wiadomo coś o dostawach. Podobnie w Ostrowie oraz w Lubaczowie. Do składu w Jarosławiu nie udało mi się dodzwonić. W Pruchniku węgiel był dostępny, a jego cena za tonę wahała się pomiędzy 3100 zł a 3200 zł. W składzie w Mikulicach w gminie Gać za węgiel z importu zapłacimy w tym momencie 2950 zł. W Sieniawie natomiast właściciel składu poinformował, że „orzech” i „kostkę” można nabyć za 2800 zł.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze