Najpierw była matcha – intensywnie zielona sproszkowana herbata z Japonii, później swoje pięć minut miała dubajska czekolada z kremowym, pistacjowym nadzieniem. Teraz internet oszalał na punkcie produktów z ube, które przyciągają uwagę niecodziennym, niemal bajkowym kolorem. Fioletowe latte, lody i desery to tegoroczny hit, który powoli trafia pod strzechy. W popularnych dyskontach można już znaleźć czekolady i inne słodycze inspirowane ube. Czym właściwie jest ten tajemniczy składnik?
Ube to fioletowa odmiana pochrzynu, czyli warzywa korzeniowego uprawianego głównie na Filipinach oraz w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Wyglądem przypomina nieco batata, ale smak ma zupełnie inny – delikatny, lekko waniliowy, z wyczuwalną nutą orzechów i naturalną słodyczą. To właśnie dlatego najlepiej sprawdza się w deserach. Na Filipinach ube od setek lat jest ważnym składnikiem tradycyjnej kuchni. Dodaje się je do lodów, ciast, pieczywa, słodkich kremów i wielu lokalnych deserów.
Popularność ube dobrze wpisuje się w modę na jedzenie, które ma przyciągać nie tylko smakiem, ale też wyglądem. Wcześniej podobny sukces odniosła zielona matcha czy dubajska czekolada. Tym razem uwagę zwraca fiolet – kolor kojarzony z czymś egzotycznym, nietypowym i bardziej luksusowym niż codzienne słodycze. Co ciekawe, przez lata niebieskie i fioletowe jedzenie było uznawane za mało naturalne, a nawet nieapetyczne. Psychologowie i badacze zajmujący się percepcją smaku zwracają uwagę, że ludzki mózg długo traktował takie kolory jako sygnał ostrzegawczy przed czymś potencjalnie niejadalnym lub trującym. Ube w pewnym sensie przełamało ten schemat – jego głęboki, naturalny odcień bardziej przypomina estetykę świata mody czy eleganckiej kawiarni niż sztucznie barwiony deser.
Jeszcze niedawno ube było w Polsce praktycznie nieznane i kojarzyło się głównie z egzotycznymi deserami oglądanymi w internecie. Dziś pasty, proszki i kremy z ube coraz częściej pojawiają się w sklepach z żywnością azjatycką, sklepach internetowych oraz na działach z produktami „kuchni świata”. Najpopularniejsze są gotowe pasty ube wykorzystywane do deserów, lodów czy napojów. Można znaleźć także sproszkowane ube dodawane m.in. do wypieków i latte. Również producenci słodyczy szybko podchwycili ten trend – w popularnych sklepach spożywczych coraz częściej pojawiają się czekolady, batony i inne przekąski inspirowane ube, dzięki którym można sprawdzić, jak smakuje najmodniejszy fioletowy przysmak internetu. Przy zakupie warto zwracać uwagę na skład produktu – najlepiej wybierać te, które rzeczywiście zawierają pochrzyn ube, a nie wyłącznie aromaty i barwniki nadające charakterystyczny kolor.
Fioletowy ziemniak zawiera błonnik oraz przeciwutleniacze należące do antocyjanów – tych samych związków, które odpowiadają za kolor jagód, borówek czy czerwonej kapusty. Badania wskazują, że związki te pomagają chronić komórki przed stresem oksydacyjnym. Ube dostarcza także m.in. potasu i witaminy C. W praktyce warto jednak pamiętać, że większość produktów popularnych w internecie to przede wszystkim słodkie desery i napoje, często zawierające sporo cukru. Sam składnik jest więc ciekawy, ale „ube latte” z syropem i bitą śmietaną trudno traktować jako element zdrowej diety.
Jedno jest jednak pewne – po modzie na zieloną matchę i dubajską czekoladę świat właśnie odkrywa fioletowy smak z Filipin. I wygląda na to, że ube zostanie z nami na dłużej niż tylko jeden sezon.
AM
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze