Już za niecały tydzień rodzice poślą swoje pociechy do szkół po okresie zawieszenia ich pracy spowodowanym epidemią. Niektórzy z nich, zwłaszcza ci, którzy nie wierzą w zagrożenie COVID-19, odetchną z ulgą. Inni wręcz przeciwnie, perspektywę posłania dziecka w tłum obcych ludzi przyjmują z trwogą. Postanowiliśmy sprawdzić, jak szkoły przygotowują się do wznowienia działalności.
Szkoły w formule covidowej działają od marca bieżącego roku. Dla porządku dodajmy, że MEN zamykał je, gdy w całej Polsce zakażonych było 31 osób. Uczniowie wracają natomiast do szkół w momencie, gdy dziennie stwierdza się od 500 do 900 i więcej przypadków koronawirusa. Od tego czasu zmieniła się[paywall] koniunktura i nastroje społeczne. Okazało się też, że mimo, że dzienny przyrost zakażeń poszybował w górę, to ścisła izolacja nie jest konieczna – wystarczy przestrzegać jak dekalogu 10 zaleceń przygotowanych przez MEN i GIS.
MEN od połowy sierpnia promuje plakat z 10 zaleceniami dla ucznia oraz zbiór wskazówek dla rodzica. Obejmuje on zestaw porad w większości wielokrotnie już powtarzany w pandemicznej rzeczywistości. Dotyczą one mycia rąk czy dystansu społecznego, ale już one zawierają pewne rafy, o które powrót dzieci do szkoły może się rozbić. Owymi rafami są na przykład zalecenia dotyczące przychodzenia dzieci do szkoły. Ministrostwo proponuje, by dzieci nie przychodziły do szkoły o jednym czasie. To może być trudne, zwłaszcza w mniejszych placówkach. Inną kwestią jest kwarantanna domowników ucznia. Jeżeli takowa jest nałożona, dziecko nie powinno zostać posłane do szkoły. Kłopot w tym, że nikt w szkole nie jest w stanie sprawdzić, czy ktoś w gospodarstwie domowym dziecka nie znajduje się na kwarantannie, a pytaniem za sto punktów jest to, czy opiekunowie będą na tyle odpowiedzialni, by rzetelnie o takich sprawach informować. Kłopotliwy jest też zapis o nieposyłaniu do szkoły chorych dzieci. W warunkach szkolnych nie ma możliwości odróżnienia COVID-19 od zwykłego przeziębienia, dlatego dziecko z kaszlem i stanem podgorączkowym w szkole czy przedszkolu pojawić się nie powinno. Każdy jednak, kto ma dziecko w takiej placówce, wie, że w tej kwestii bywa różnie i dziecko z przeziębieniem na szkolnym korytarzu to nic niezwykłego. Tyle tylko, że w dobie koronawiarusa tak być nie powinno. Dlatego jeśli u dziecka występują objawy infekcji, ma ono zostać odizolowane w specjalnym pomieszczeniu i w trybie natychmiastowym odebrane ze szkoły. Wic polega na tym, że rodzice zwykle pracują, więc ów tryb natychmiastowy to rzecz umowna. Mało tego, jak rodzic to zagadnienie ma „przerobić” ze swoim pracodawcą, tego przepisy nie regulują. W podkarpackim sanepidzie zapytaliśmy o tę kwestię. Uzyskaliśmy odpowiedź, że „nie leży to w kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej”. Rodzicu, radź więc sobie sam. Z problemu izolacji wynika jeszcze jeden, tym razem dla nauczycieli. Ktoś z takim chorym dzieckiem do czasu przybycia rodziców musi bowiem przebywać. Oznacza to, że nauczyciele będą wystawieni na kontakt sam na sam z chorym dzieckiem przez kilkadziesiąt minut albo kilka godzin. Nawet jeśli dzieciak nie będzie miał koronawirusa, to rozprzestrzenianie się innych infekcji jest niemal gwarantowane. Jeśli wirus jednak się przytrafi, oznacza to kwarantanny, a w praktyce zawieszanie działalności szkół.
Komunikat płynący ze szkół i jednostek je prowadzących jest przeważnie lakoniczny i uspokajający. Na tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego w większości gmin procedury powrotu uczniów do szkół są jeszcze przygotowywane, ale dyrektorzy nie zgłaszają poważniejszych problemów. Trudno zweryfikować, czy jest to stan faktyczny, czy może zasłona dymna albo wciąż wczesny etap przygotowań. Tym bardziej, że gdzieniegdzie o problemach jednak się mówi. W przekazanej nam przez Centrum Usług Wspólnych w Pawłosiowie informacji od Ewy Hałajko, dyrektora szkoły w Wierzbnej, pojawia się kilka zastrzeżeń. – Z uwagi na dojazd uczniów z 2 miejscowości nie jesteśmy w stanie zapewnić różnych godzin rozpoczęcia zajęć, nie mamy też możliwości podziału uczniów dużych klas na grupy ze względu na brak środków finansowych. Brak jest też możliwości zapewnienia dystansu ze względu na wąskie klatki schodowe na terenie szkoły – wylicza pani dyrektor, przy czym zaznaczyć trzeba, że brak przestrzeni to najczęściej podnoszony problem. –Trudnością, z którą musieliśmy się uporać, jest przychodzenie i wychodzenie dzieci ze szkoły dwoma odrębnymi wejściami – dodaje Maria Kamińska, dyrektor SP nr 10 w Jarosławiu.Z kolei Witold Wołczyk z przemyskiego magistratu wskazuje na problematyczną kwestię w tutejszych przedszkolach. – W dalszym ciągu utrzymane są limity metrów kwadratowych na 1 dziecko, a niektóre przedszkola nie mają odpowiednio dużych sal, żeby przyjąć wszystkie dzieci. Z drugiej strony brakuje przepisów, które pozwalałyby odmówić dyrektorowi przyjęcia dziecka do przedszkola. Nasz sanepid będzie sygnalizować ten problem w Głównym Inspektoracie Sanitarnym – informuje.
W fazie dywagacji są też kwestie związane z komunikacją z rodzicami. Jako że w większości szkół wciąż trwa gorączka przygotowań i opracowań, naturalne jest, że rodzice wiedzą niewiele. Należy się spodziewać, że w tej kwestii w większości szkół wdrożony zostanie scenariusz przedstawiony nam przez dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 im. ks. Stanisława Konarskiego w Jarosławiu – Elżbietę Żurawską. – Ustalenia zostaną przekazane nauczycielom przed rozpoczęciem roku szkolnego, na posiedzeniu rady pedagogicznej. Wszelkie informacje będą dostępne na stronie internetowej szkoły, ponadto rodzice i uczniowie zostaną poinformowani o ustaleniach poprzez dziennik elektroniczny i podczas spotkań z wychowawcami na początku września – zapewnia. Co istotne, wydaje się, że w środowisku nauczycielskim panują umiarkowane nastroje, żaden z dyrektorów szkół czy przedstawicieli organów prowadzących nie wskazywał na to, by kadra pedagogiczna do powrotu do nauczania stacjonarnego podchodziła z większymi obawami. – Nauczyciele podchodzą do zmian bez większych emocji, z wyrozumiałością. Zapisy są analizowane i precyzowane. To jest trudny czas i wielkie wyzwanie dla wszystkich, potrzeba nam odpowiedzialnego działania i wyobraźni – zauważa trzeźwo Elżbieta Nykiel, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Siennowie.
Ile to będzie kosztowało?
Odrębną kwestią pozostaje sprawa środków ochrony. Większość szkół deklaruje, że ich uczniowie będą mieć mierzoną temperaturę oraz dostęp do środków dezynfekujących. Podkarpacki Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny Adam Sidor zalecił, by dzieci na Podkarpaciu nosiły w szkołach przyłbice. Mają je zapewnić uczniom dyrektorzy placówek, a ich zakup sfinansować samorządy. Pytanie o dostarczenie tych elementów wyposażania szkoły i samorządy, do których się zwróciliśmy, kwitowały pojemnym „przyłbice są zamówione”, choć trzeba przyznać, że gdzieniegdzie o rekomendacji wojewódzkiego inspektora sanitarnego po prostu nie wiedziano. Organy prowadzące szkoły o kosztach przygotowań mówiły dość oględnie. Co ciekawe, niektóre samorządy nie poniosły w tym względzie żadnych dodatkowych wydatków. – Miasto nie poniosło kosztów, przekazane szkołom i przedszkolom środki dezynfekujące otrzymaliśmy z Magazynu Sprzętu Obrony Cywilnej w Rzeszowie. W kilku transzach było to blisko 800 pojemników po 5 litrów – twierdzi W. Wołczyk. – Nauczyciele otrzymają maseczki z Ministerstwa Zdrowia. Nasze szkoły już wystąpiły o ich przekazanie – dodaje. – Na zakup środków ochrony indywidualnej, zakup środków czystości wydano 23 tysiące 826 złotych – podaje natomiast Iga Kmiecik, rzecznik prasowy jarosławskiego UM. Zwykle samorządy mówią jednak o kwotach od 3 do 10 tys. zł, choć każdy zaopatrywał się we własnym zakresie, miał różne potrzeby, więc wynik wynikowi nierówny.
Na koniec zwróciliśmy się do Podkarpackiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego z pytaniem, czy powrót uczniów do szkół jest w ogóle bezpieczny. – Powrót do szkół, przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa w placówkach, zalecanych w wytycznych Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego dla publicznych i niepublicznych placówek od 1 września 2020 r. oraz w rekomendacji Państwowego Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego, nie powinien znacząco wpłynąć na rozprzestrzenianie się epidemii na Podkarpaciu – stwierdza Dorota Gibała, reprezentująca wojewódzki sanepid. Swoje przekonanie argumentuje wcześniejszymi doświadczeniami. – Wznowienie funkcjonowania żłobków i przedszkoli od 6 maja 2020 roku na terenie naszego województwa nie wpłynęło na rozprzestrzenianie się wirusa między dziećmi uczęszczającymi do placówek – przekonuje. – Duża odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy w przypadku wystąpienia jakichkolwiek objawów chorobowych u dziecka nie powinni posyłać go do placówki – zaznacza jednak.
Rozpoczęcie nowego roku to wydarzenie oczekiwane przez całą szkolną społeczność: uczniów, nauczycieli, rodziców – wiele wskazuje jednak na to, że powrót ten rodzi się w bólach, nawet jeśli odpowiedzialni za oświatę w regionie zaciskają zęby, twierdząc, że wszystko gra. Wydaje się też, że nikt, od rodziców coraz mniej wierzących w pandemię poczynając, przez nauczycieli i dyrektorów szkół, na specjalistach PPWIS kończąc, nie wie, czym skończy się ten eksperyment.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tyle szumu i huku wiosną wokół pandemii zamykanie ludzi w domach zakazy i nakazy zdalne nauczanie dzieci a teraz pełen luz jak już po wyborach Polacy nic się nie stało i cały ten strach zachorowalności zamieciony pod dywan
Tyle szumu i huku wiosną wokół pandemii zamykanie ludzi w domach zakazy i nakazy zdalne nauczanie dzieci a teraz pełen luz jak już po wyborach Polacy nic się nie stało i cały ten strach zachorowalności zamieciony pod dywan
A POzatym wszyscy zdrowi
A PO rządzi PiS