Za sobą mamy falę upałów oraz innych anomalii pogodowych i na szczęście, bo ludzie od tego zaczynali już świrować. Na co dzień raczej spokojni, nagle przemieniali się w bestie. Tak było w pewnej starej kamienicy ze ślepym podwórkiem zwanym studnią, gdzie do mieszkań na piętrach wchodziło się przez wspólny balkon, będący latem miejscem życia towarzyskiego. Na przykład lokatorka z drugiego piętra zawsze koło dziewiątej wychodziła na balkon z kawą i papierosem.
Zawsze w tym samym – różowym, pikowanym szlafroczku. Opierała się o balustradę tak, żeby kokieteryjnie pokazać kawałek uda i patrzyła, co robi jej piesek, którego wypuściła na podwórko. Czasem pogadała z którąś z sąsiadek o tym, co dzisiaj będzie robić na obiad i tak mijało przedpołudnie. W tej kamienicy kolejnym stałym elementem balkonowego pejzażu był lokator z pierwszego piętra. Też koło dziewiątej wychodził na balkon ze stołeczkiem, siadał w majtkach i staromodnym podkoszulku i coś tam majstrował w skrzynce z jakimiś częściami. Czasem mu się znudziło i wtedy medytował, patrząc tępo w pelargonie. Bardzo rzadko się odzywał, bo niby o czym miałby z babami rozmawiać? Wystarczyło: – Dzień dobry sąsiadce. Co słychać? Tak było od początku lata, aż nadeszły upały. 32 stopnie na termometrze i zero wiatru. Lokatorka z drugiego piętra wypuściła psa wcześniej niż zwykle. Zajmując stałe miejsce na balkonie, potrąciła szklankę z kawą i widząc zalany szlafrok, głośno zaklęła. Wtedy jej piesek zaczął głośno szczekać. Na to sąsiad z pierwszego piętra poderwał się ze stołeczka i krzyknął, żeby uciszyła kundla, bo wezwie straż miejską.
Lokatorka z drugiego wychyliła się z balkonu i poradziła mu, żeby się lepiej za jakąś robotę wziął, żonie pomógł, a nie tylko leniuchował całymi dniami. Mężczyzna wtedy nazwał ją starą k.... i się zaczęło. Sąsiad, wiedząc, że w potyczkach słownych z sąsiadką nie ma najmniejszych szans, chwycił za małą doniczkę z zeschniętym kwiatkiem i cisnął ją w kierunku psa, który ujadał, wtórując swojej pani. Pech chciał, że trafił. Psiak zaczął skowytać z bólu, a na balkonach pojawiło się kilkoro lokatorów. W rezultacie psiak ze złamaną nogą trafił do lecznicy, a sąsiad z pierwszego usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzęciem, za co ustawa o ochronie zwierząt przewiduje nawet do dwóch lat odsiadki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze