– Kiedy jesteśmy pojednani z bliskimi i samymi ze sobą, łatwiej nam potem usiąść do wigilijnego stołu i zwyczajnie być z drugim człowiekiem – mówi franciszkanin ojciec Aleksander Paprzycki, koordynator Ośrodka Pomocy o. Wenantego Katarzyńca w Kalwarii Pacławskiej.
Boże Narodzenie i okres poprzedzający je, niestety, coraz częściej sprowadza się do zakupowego szaleństwa, sprzątania i zabiegania, jakie zwykle towarzyszy nam w tym czasie. Wyczekujemy na te święta, ale niekoniecznie znajdujemy czas na postawienie sobie pytania: po co właściwie je obchodzimy i jaka jest ich istota? Czy nie gubimy gdzieś po drodze sensu Bożego Narodzenia?
– Odpowiadając na to pytanie, warto przytoczyć żart, który mówi, że w piekle jest odpowiedni kocioł dla tych, którzy nie umyli okien na święta albo nie upiekli ciast. Dlatego warto uświadomić sobie, że czekamy przecież na przyjście Pana Jezusa, a nie na sanepid. Przychodzi do nas ten, który chce zobaczyć, jak na co dzień żyjemy i jaką jesteśmy wspólnotą, a nie to, czy mamy kurz na szafie. Co do prezentów, zakupów i całego przedświątecznego zgiełku, pamiętajmy, że marketing i konsumpcjonizm, które nas otaczają i wszystkie ruchy z nimi związane, same w sobie nie są czymś złym, ale zaczynają przeszkadzać w momencie, kiedy gubimy złoty środek. Marketing i konsumpcjonizm, które nakręcają dzisiejszy świat, mają nam pomóc w dojściu do czegoś, a nie stać się celem samym w sobie. Myślę, że opisana sytuacja bardzo przypomina tych, którzy 2 tysiące lat przed nami oczekiwali na przyjście Mesjasza – Żydów. Oni bardzo dobrze znali proroctwa, modlili się. A kiedy do nich przyszedł, w ferworze codziennego życia, swoich zajęć i trosk nie rozpoznali go. Tymi, którzy Go rozpoznali, byli natomiast pasterze, ludzie bardzo prości i ubodzy, którzy umieli się zatrzymać w pędzie życia. Drugimi, którzy potrafili rozpoznać Mesjasza, byli zaś magowie czy królowie – ludzie, którym nauka, mądrość i racjonalizm nie przeszkodziły rozpoznać i zobaczyć Boga. Dzisiaj jest podobnie. Z jednej strony przeżywamy co roku święta, szykujemy się do nich, a kiedy przychodzą, mijają niezauważone. Często jesteśmy nawet tymi świętami zmęczeni i tak naprawdę czekamy, żeby minęły, bo chcemy wrócić do normalnej rzeczywistości.
Czy cała otoczka związana ze świętami, świąteczny nastrój, dekoracje towarzyszące nam w sklepach praktycznie już od listopada nie utrudniają nam przeżywania adwentu? Dlaczego jest on nam potrzebny, by nie zgubić tego, co w świętach najważniejsze?
– Adwent to czas radosnego oczekiwania, przygotowania swojego serca i domu na przyjście Jezusa, czas, w którym mamy sobie uświadomić, że niewidzialny i przedwieczny Bóg przyszedł do naszej rzeczywistości i stał się jednym z nas. Trudno jest jednak czekać na coś, co ma się stać 24 – 25 grudnia, skoro już jest – świąteczne dekoracje i klimat mamy przecież w sklepach i naszym otoczeniu praktycznie od 3 listopada. Dawniej choinkę ubierało się w dzień Wigilii, a 24 grudnia trzymaliśmy ścisły post. To wszystko czemuś i coś miało nam uświadomić. Odpowiednio kształtowało hierarchię naszych wartości. Dzisiaj święta mają trwać jak najdłużej i jesteśmy tym potem zwyczajnie zmęczeni.
Jakie mamy zadanie do odrobienia przed świętami? Jak powinniśmy się duchowo oraz w kontekście więzi społecznych, rodzinnych przygotować do Bożego Narodzenia?
– Chrystus jest Bogiem, który przychodzi do nas; Panem, który przynosi pokój i dobro, ład i harmonię. Ważne jest, byśmy umieli to, co nam przynosi, mnożyć i dzielić się tym z innymi. Byśmy byli ludźmi dobra i pokoju. Umieli wcześniej, jeszcze przed świętami, pomyśleć o pojednaniu z bliskimi, znajomymi, sąsiadami. Nie warto odkładać tego na później. Pomyślmy również o poukładaniu spraw związanych z własnym sumieniem. Wówczas napięcie, które w sobie nosimy, zostanie zniwelowane. Kiedy jesteśmy pojednani z bliskimi i samymi ze sobą, łatwiej nam[paywall] potem usiąść do wigilijnego stołu i zwyczajnie być z drugim człowiekiem. Ważne też jest, byśmy umieli pomóc w sprawach związanych ze świętami, zapytać, czy jest coś, w czym możemy zaoferować pomoc, by przygotowania do świąt nie spoczęły na barkach jednej osoby. Czas poprzedzający święta nie powinien być wyłącznie czasem napięcia i dopinania wszystkiego na ostatni guzik. To jest ważne, ale ważniejsze jest, by umieć zrobić to razem i móc potem z uśmiecham razem te święta celebrować, mając poczucie, że ich organizacja to wysiłek nas wszystkich.
Przed świętami czynienie dobra przychodzi nam łatwiej: chętniej bierzemy udział w akcjach pomocowych i angażujemy się w inicjatywy charytatywne... Z czego to wynika?
– Przed świętami akcji pomocowych jest więcej niż w całym okresie w ciągu roku, co w jakiś sposób nas napędza. Jeśli inni pomagają, dlaczego nie ja. Samo w sobie nie jest to złe. To tzw. magia świąt, która sprawia, że chcemy mieć w tym czynieniu dobra swój udział. To szlachetne i dobre, tyle że bycie dobrym i szlachetnym nie powinno się ograniczać tylko do okresu Bożego Narodzenia. Przecież po świętach także będą ludzie potrzebujący, bezdomni, samotni i chorzy... Odniesienie do tej sytuacji znowu mamy w Biblii. Pan Jezus po swoim narodzeniu nie wrócił do nieba, ale został pośród ludzi, do których przyszedł, żeby z nimi być, uzdrawiać, przepowiadać i dawać nadzieję. Pamiętajmy jednak, że jeśli po świętach wyczulenie na potrzeby innych odłożymy na bok, na powrót zanurzając się w pędzie życia, to raczej blado będzie to wyglądać.
W czasie świąt spotykamy się przy wspólnym stole z bliskimi. To coraz rzadsza okazja do rozmowy i wysłuchania drugiej osoby. Na co dzień coraz trudniej przychodzi nam bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, uciekamy w smartfony, telewizję... Jak ten czas spotkania wykorzystać dobrze? Jednym słowem jak dobrze przeżyć te święta?
– To chyba najtrudniejsze pytanie. Bo jeśli jest tak, że chociaż żyjemy ze sobą na co dzień, tworząc małżeństwo, rodzinę czy wspólnotę i nie mamy dla siebie czasu, nie rozmawiamy ze sobą, to bardzo trudno będzie nam usiąść do wspólnego stołu. Dlatego wielu z nas Boże Narodzenie w dzisiejszych czasach, a w szczególności sama wigilia, wcale nie kojarzą się dobrze i miło. Raczej jest to chwila związana z dużym napięciem, sztucznością. Bo jeśli się dobrze nie znamy, święta pozostaną jedynie formą zachowania tradycji, czasem, po którym uciekniemy do swoich światów: przed komputer, przed telefon czy telewizor... Żeby nie być ze sobą. A kiedy jesteśmy ze sobą naprawdę, zmuszeni jesteśmy stanąć przed sobą nadzy, odkryć się. Kiedy się odkrywamy, możemy z kolei zostać zranieni i tego chyba się boimy.
Chciałbym zatem życzyć wszystkim, by ten czas Bożego Narodzenia, czas spędzony ze sobą, był czasem, w którym zaczniemy tak naprawdę ze sobą być, czy to przez wspólne rozmowy, śpiewanie kolęd, wspólne posiłki czy spacery. To tak naprawdę spowoduje, że dobrze przeżyjemy te święta.
Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze