Coraz bardziej niepokojąca sytuacja epidemiczna panuje w powiecie jarosławskim. W ciągu 5 dni odnotowano tu 39 przypadków zakażenia wirusem COVID-19. Ogniska wybuchły w dwóch miejscach: w tutejszym Centrum Opieki Medycznej oraz w gminie Wiązownica. W szpitalu czasowo zamknięto dwa oddziały, ograniczono przyjęcia. W Wiązownicy zamknięto urząd gminy, bo zachorowała pracownica referatu podatkowego.
W powiecie jarosławskim odnotowano do tej pory 56 przypadków koronawirusa. Zatrważająca jest jednak dynamika zachorowań. Z owych zakażeń aż 39 przypada na okres od 12 do 16 czerwca. „To efekt tego, że nikt już nie przestrzega żadnych ograniczeń” – zżymają się jedni. „Epidemii nie ma, to ściema, koronawirus nie jest groźniejszy niż grypa, sam z siebie nie zabija (robią to choroby współistniejące), a służba zdrowia powinna zaangażować się w walkę np. z nowotworami” – twierdzą inni. Wirus zbiera więc żniwo, ale i wywołuje skrajne emocje[paywall].
O nowym ognisku wirusa na Podkarpaciu dowiedzieliśmy się w ubiegły piątek. Wtedy to podano komunikat o starszym mężczyźnie z dodatnim wynikiem testu na COVID-19, który trafił na oddział wewnętrzny jarosławskiego COM. Niemal natychmiast oddział ów, a wraz z nim szpitalny oddział ratunkowy zostały zamknięte.
„W związku z potwierdzonym przypadkiem koronawirusa u pacjenta, który był hospitalizowany w Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu, 12 czerwca 2020 r. wszczęto dochodzenie epidemiologiczne. Sam szpital pracuje, zamknięto natomiast oddział chorób wewnętrznych oraz Szpitalny Oddział Ratunkowy, wstrzymano także z oczywistych względów przyjęcia do pozostałych oddziałów szpitalnych do odwołania i pełnego wyjaśnienia sytuacji. Pacjentów wymagających hospitalizacji zabezpieczają szpitale w Przeworsku, Przemyślu, Lubaczowie, Leżajsku i Rzeszowie” – informowały 12 czerwca władze szpitala.
Niestety kolejne dni przyniosły kolejne zachorowania. W sobotę, 13 czerwca, w powiecie jarosławskim było 10 potwierdzonych przypadków (5 mężczyzn i 5 kobiet), w niedzielę 9 (siedmiu mężczyzn i dwie kobiety (7 hospitalizacji i 2 izolacje), w poniedziałek już 12 (dziewięć kobiet i trzech mężczyzn (3 hospitalizacje i 9 izolacji). W ostatnim przed wydaniem bieżącego numeru ŻP raporcie podkarpackiego sanepidu, opublikowanym we wtorek, 16 czerwca, pojawiła się wreszcie tendencja spadkowa – potwierdzono tylko, a może aż 7 przypadków zakażenia wirusem (dotyczą sześciu kobiet i 1 mężczyzny (wszyscy w izolacji). Część z nich to bez wątpienia pacjenci i personel oddziału wewnętrznego.
Przez internet przetoczyła się fala hejtu. Komentatorzy sugerowali, że szpital był źle przygotowany do epidemii, zabezpieczano tylko oddział zakaźny, podczas gdy zaniedbywano pozostałe. Pojawiły się nawet irracjonalne komentarze, jakoby w szpitalu na siłę odnotowano zakażenia, bo palcówki, w których jest obecny COVID-19, otrzymują więcej pieniędzy na funkcjonowanie.
– Bardzo proszę o wyważone opinie, zwłaszcza te formułowane w przestrzeni publicznej. Jarosławski szpital i jego pracownicy stanęli na wysokości zadania w tej sytuacji, realizując przewidziane procedury bezpieczeństwa. Pamiętajmy też, że to właśnie lekarze i pielęgniarki są na pierwszej linii walki z pandemią, za co powinien się im należeć szacunek – komentował sprawę starosta jarosławski Stanisław Kłopot.
Zresztą nie była to jedyna jego reakcja na sytuację. – Zwracam się z ponownym, gorącym apelem o przestrzeganie ustalonych zasad bezpieczeństwa sanitarnego w związku z pandemią koronawirusa. Zróbmy to dla nas samych, naszych bliskich i społeczności, w których mieszkamy. Dotyczy to zarówno osób młodych, jak również w dojrzałym i podeszłym wieku. Używajmy maseczek tam, gdzie jest to wskazane, utrzymujmy niezbędny dystans społeczny, pamiętajmy o dezynfekcji rąk – apelował po wielokroć starosta. W poniedziałek, po wcześniejszej dezynfekcji zdecydowano się otworzyć SOR. Oddział wewnętrzny pozostał jednak zamknięty. „Przyjęcia pilne do pozostałych oddziałów szpitalnych są realizowane, natomiast do odwołania wstrzymane są przyjęcia planowe’ – informowała w poniedziałek dyrekcja COM.
Wiadomo już, że jarosławski szpital nie jest jedynym ogniskiem koronawirusa w powiecie. W poniedziałek poinformowano, że Urząd Gminy w Wiązownicy zostaje zamknięty do odwołania ze względu na wystąpienie zakażenia u jednego z pracowników. W odróżnieniu jednak od polityki informacyjnej praktykowanej wszędzie indziej, w Wiązownicy postawiono na zarządzanie kryzysem poprzez informację.
– Pracownik urzędu gminy otrzymał wynik wczoraj, około 21 (niedziela, 14 czerwca – przyp. autora), nie jest hospitalizowany, przebywa w izolacji, jego objawy nie są ostre – mówi wójt Marian Ryznar. Na pytanie o to, czy miał on kontakt z petentami urzędu, padła odpowiedź twierdząca.
– Mogę tylko powiedzieć, że to pracownica wydziału podatkowego – mówi, dodając, że nie jest to jedyny potwierdzony przypadek na terenie gminy. Kilkunastu kolejnych pracowników wytypowanych jest do badań ze względu na kontakt z zarażoną kobietą. Na razie nie znaleziono powiązań pomiędzy ogniskiem w jarosławskim szpitalu a przypadkami choroby w Wiązownicy – jak twierdzi wójt, pracownica urzędu nie miała styczności z nikim, kto miałby związek z COM.
– Musimy zdać sobie sprawę z jednego, mieszkańcy naszego terenu są szczególnie narażeni na infekcję koronawirusem, choćby dlatego, że nie mamy do czynienia z pojedynczym przypadkiem. Stąd mój apel o to, żeby do minimum ograniczyć wyjścia, kontakty prywatne i zawodowe. Warto byłoby wrócić do obostrzeń, których przestrzegaliśmy na początku stanu pandemii, a może nawet je zaostrzyć – podsumowuje.
Zamknięcie urzędu nie oznacza, że gmina została pozostawiona sama sobie. Pracują osoby na najbardziej strategicznych stanowiskach, działa zarząd gminy, wójt, jego zastępca, sekretarz. W samym urzędzie pełnione są dyżury. Trwa też akcja informowania sołtysów, radnych, dyrektorów szkół, księży o sposobach funkcjonowania w nowej rzeczywistości. A funkcjonować trzeba. 16 czerwca ruszył egzamin ósmoklasisty.
– Przygotowania w pełni. Obowiązują ścisłe reguły, począwszy od wejścia: dezynfekcja, oddawanie telefonów i innych rzeczy osobistych do depozytu w oddzielnych woreczkach, rozsadzanie, przyłbice, maseczki dla obsługi. Robimy tyle, ile możemy zrobić – podkreśla wójt Ryznar. W nieodległej przyszłości są także wybory prezydenckie. – Swoje będziemy robić – zapewnia wójt. Sytuacja jest dynamiczna, miejmy nadzieję, że izolacja i większa ostrożność mieszkańców pozwolą na zatrzymanie dalszego wzrostu liczby zachorowań.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jakoś w Rzeszowie w dwóch bodajże szpitalach był wirus i tak się nie rozpanoszył jak w Jednym szpitalu Jarosławskim.. jakieś to dziwne.. Czy szpital nie spełnił swojego obowiązku???
TRAGEDIA!!! W powiecie zachorowało 60 ludzi!!!Liczę 60 dzielę przrz 120 000 mieszkańców. Q.a DEBILE!!!
Oczywiście ludzie nie przestrzegają, ale w szpitalu też się nie przestrzega. Przecież przyjęli na oddział pacjenta z objawami.
Zdajesz sobie sprawę że z tych 60 może zrobić się 1 000
Jaki drugi oddział jest zamknięty ?
Jakoś w Rzeszowie w dwóch bodajże szpitalach był wirus i tak się nie rozpanoszył jak w Jednym szpitalu Jarosławskim.. jakieś to dziwne.. Czy szpital nie spełnił swojego obowiązku???
TRAGEDIA!!! W powiecie zachorowało 60 ludzi!!!Liczę 60 dzielę przrz 120 000 mieszkańców. Q.a DEBILE!!!