Reklama

Wariatuncio

29/04/2017 08:04

Świr, stuknięty, wariatuncio – tak, w zależności od regionu, ludzie nazywają osobników, którzy swoim zachowaniem odbiegają od ogólnie przyjętych norm społecznych. Oczywiście medycyna, a właściwie psychiatria na takie przypadłości ma fachowe określenia. Na przykład ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Problem w tym, że przypadłość ta często bywa nierozpoznana i społeczeństwo traktuje takiego człowieka jak, za przeproszeniem, skończonego wariata.

Tak było w R. Na jednym z osiedli mieszkał dwudziestoletni Robert, którego miejscowi nazywali szajbusem i trzeba przyznać uczciwie, że powodów mieli dosyć. Robert potrafił na przykład nagle wypaść z bloku, zabrać jakiemuś małolatowi rower i po kilkukrotnym okrążeniu osiedla zostawić pojazd pod śmietnikiem. Na przystanku roztrącał ludzi wsiadających do autobusu i wpychał się pierwszy, żeby zająć miejsce siedzące. Na uwagi reagował śmiechem albo wcale. W zimie zobaczył pod blokiem trzy bałwany ulepione przez dzieciaki i widocznie nie przypadły mu do gustu, bo zniszczył je paroma kopniakami. Takich przykładów jego nietypowych i aspołecznych zachowań można przytoczyć wiele. Aż wreszcie się doigrał i zajęły się nim organa sprawiedliwości.

Któregoś dnia Robert zobaczył motorower zaparkowany koło osiedlowego sklepiku, więc niewiele myśląc, pożyczył go sobie. Jakoś udało mu się uruchomić pojazd i urządził sobie szaleńczy rajd po osiedlu. Niestety przecenił swoje umiejętności i przejeżdżając przez osiedlowy parking, otarł się o jedno z aut. Jemu nic się nie stało, ale na obu pojazdach zostały wyraźne ślady kolizji. Sprawą zajęli się policjanci.

Robert niczego się nie wypierał, ale za nic nie mógł zrozumieć, dlaczego został ukarany pięćsetzłotowym mandatem, którego – jak powiedział – za Chiny nie zapłaci. W konsekwencji sprawa oparła się o sąd i sędzina, widząc, że z podsądnym jest coś nie tak, skierowała go na badania psychiatryczne. Biegli orzekli, że Robert cierpi na ADHD i w związku z tym ma ograniczoną poczytalność, a więc nie może odpowiadać za niektóre swoje czyny. Ludzie zaczęli plotkować, że pewnie ojciec Andrzeja musiał sporo kasy dać, żeby synowi załatwić żółte papiery i w ten sposób zapewnić bezkarność. Według nich miejsce dla takiego szajbusa powinno być tylko w więzieniu, a tu jacyś, pewnie amerykańscy, uczeni wymyślili coś takiego, jak ADHD i teraz wariaci mogą chodzić wolno. jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości