W ciągu kilku ostatnich lat odnotowano kilkaset (!) interwencji policji i straży miejskiej w zaledwie dwóch przemyskich lokalach. Cóż takiego się tam wyprawia? Właściwie niewiele. O empatii i sąsiedzkiej „życzliwości” rozmawiamy z właścicielami obydwu wspomnianych punktów w Przemyślu.
Jakoś reszcie bar nie przeszkadza. Chciałam się dogadać, czyniłam kroki, żeby znaleźć kompromisowe wyjście z sytuacji – dodaje – ale usłyszałam tylko: „skończymy was”. Naprawdę jestem już tym zmęczona – mówi właścicielka. – Ilość interwencji policji i straży miejskiej spokojnie mogę liczyć w setkach. A kończą się niczym, policjanci przyjeżdżają i widzą, że nic się nie dzieje. Każda taka interwencja kosztuje, a idzie to przecież z naszych podatków. To po prostu czysta ludzka złośliwość – dodaje.
– Lokal jest położony w złym miejscu, tutaj działa efekt studni akustycznej – mówi jedna z pań. – Uważam, że powinien być zamknięty – dodaje inna – albo przynajmniej przebudowany w taki sposób, aby zapewnić spokój mieszkańcom. Tu nie ma pola do kompromisu. Chcemy spokoju i żadne prowizoryczne rozwiązania niczego nie załatwią. Drugiego takiego baru nie ma w mieście, nie obchodzi ich cisza nocna, ogródek funkcjonuje całą noc. Po ulicy przewalają się grupy podpitych klientów, często bardzo młodych. Nie przebierają w słowach, wielokrotnie słyszałam wyzwiska pod swoim adresem. Z naszego ogródka zrobili sobie wychodek. Mieszkanie to dorobek mojego życia, więc mam prawo do spokoju, nawet przy otwartym oknie. To, że mieszkamy w centrum, to żaden argument. W wielu miastach też są bary, ale o 22 wszystkie ogródki są zamykane. Większość mieszkańców uważa podobnie – stwierdza.
O to, czy problem dotyczy tylko tych dwóch lokali, zapytaliśmy Jana Geneję, komendanta Straży Miejskiej w Przemyślu. – Tylko w czerwcu i lipcu trafiło do nas aż 29 zgłoszeń dotyczących lokali w ścisłym centrum, prawie wszystkie z nich dotyczą Absynta i Rutyny. Musimy reagować na każde zgłoszenie, choć 90 procent z naszych interwencji kończy się niczym. –Niestety, przepisy w tym zakresie są nieżyciowe. Nie jesteśmy w stanie udowodnić komuś, że zachowywał się głośno. Nie ma w przepisach sprecyzowanego poziomu hałasu, który należałoby uznać za zakłócanie ciszy. Problem ma naturę społeczną, miasto jest dla wszystkich: zarówno dla starszych, jak i młodych, którzy chcą się zabawić i powinni mieć taką możliwość.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze