Reklama

Wojciech Kłyż, działacz pierwszej „Solidarności”: – Nie o taką Polskę walczyłem

12/12/2021 16:24

Wojciech Kłyż, działacz pierwszej „Solidarności”, wiceprzewodniczący Prezydium Zarządu Południowo-Wschodniego Regionu NSZZ „Solidarność” z siedzibą w Przemyślu*, skazany na 3 lata więzienia – opowiada o pierwszych dniach stanu wojennego, aresztowaniu, odsiadce, popielatej wołdze i jak góry pomogły mu przetrwać więzienie.

„Akta sądowe Sądu Wojewódzkiego w Przemyślu w sprawie (II K 24/81) m.in. przeciwko ww., oskarżonemu o to, że pomimo stanu wojennego kontynuował działalność związkową, organizował akcje strajkowe, redagował i rozpowszechniał ulotki wzywające do strajku. Wyrokiem z dnia 31.12.1981 r. skazany na trzy lata więzienia oraz pozbawienia praw publicznych na okres lat trzech” (materiały IPN). Aresztowano Pana 14 grudnia 1981. Czy pamięta Pan moment aresztowania?

– W poniedziałek, 14 grudnia, w Urzędzie Wojewódzkim w Przemyślu złożyliśmy na piśmie, z nieżyjącym już Krzyśkiem Prokopem*, protest do władz wojewódzkich i wojewody przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego i zatrzymaniu działaczy „Solidarności”. Wszystko odbyło się kulturalnie, normalnie. Pismo przyjęte.

W gabinecie u wojewody zostaliśmy przyjęci. Nagle poruszenie. Wojewoda proszony do sekretariatu. Już wiedzieli. Okazało się, że jeden z pracowników UW, funkcjonariusz SB zadzwonił szybko do swoich, no i aresztowali nas. Konkretnie na schodach urzędu.

Przewieźli mnie popielatą wołgą, na ulicę 1 Maja 26 (obecnie Dworskiego). Tam zobaczyłem, jak to wygląda. Jak są uzbrojeni. W głównej bramie brama z grubych krat, worki z piaskiem, karabiny maszynowe. Na korytarzach poukładane materace, takie z ceraty. Pełna mobilizacja. Później pokoje, przesłuchania. I tak to się zaczęło.

Reklama

Co było dalej?

– 15 grudnia przewieźli mnie do Uherzec. W nocy. 17 przywieźli mnie z powrotem do Przemyśla. Zapadały decyzje, co[paywall] z nami zrobić. No bo strajki, do których z Markiem Pudlińskim nawoływaliśmy w Przemyślu, jednak się odbyły. O tym mało kto mówi. Zapadła decyzja, że trzeba za to kogoś prewencyjnie ukarać. Padło na mnie. Prokurator chciał pięć lat. Sąd, wiadomo, łaskawy. Dał trzy. Ciekawy był skład sędziowski. Przewodniczącym był sędzia, który jeszcze do niedawna orzekał. Rozprawa odbyła się 31 grudnia, w samego sylwestra. Pierwsze ławki z długą bronią zajęło ZOMO. Potem trzy miesiące w areszcie na Rokietniańskiej.

Reklama



A wyrok gdzie Pan odsiedział?

– W Załężu, w Hrubieszowie, a kończyłem w Łęczycy, koło Łodzi.



Jak traktowały Pana w tych poszczególnych miejscach władze więzienne i strażnicy?

– Wszystko zależało od osobowości człowieka. Generalnie ci ludzie z tamtego okresu powinni sami przejść resocjalizację. Od chamstwa po uczciwość. W Przemyślu, bo przecież z Przemyśla człowiek jest, to znałem niektórych funkcjonariuszy. Niejeden z nich podszedł do mnie i się przywitał. Ale natychmiast szef ochrany zwracał mu uwagę, jakim prawem skazanemu podaje rękę. Jeden z nich podrzucił mi jedzenie, papierosy. Chociaż nigdy nie paliłem. Ale zdarzały się też zwykłe bydlaki i świntuchy. Nie patrzyli na nic, nie zważali na nikogo, na żadną świętość. Krzyże, jak były, to ściągali, rzucali, deptali.

Reklama



Najtrudniejszy moment w odsiadce.

– Rozłąka z rodziną, żoną, dziećmi. No i kazanie prymasa Józefa Glempa, które totalnie było do kitu. Siedziałem pierwszy raz w więzieniu. Oczekiwałem słów pokrzepienia, a tu okrągłe zdania, o potrzebie zachowania spokoju, zgody, wybaczaniu i tak dalej. Myśmy nikogo nie napadli. Nikomu nie zrobiliśmy nic złego. Chociaż pierwszym pytaniem na przesłuchaniu było, gdzie mam sznury, broń i inne rzeczy. Tak o nas myśleli, tak nas chcieli zohydzić. Namawiali na wyjazd z biletem w jedną stronę.

Reklama



Pan został?

– Zostałem. Między innymi przez upór mojej żony. Powiedziała, że nie wyjeżdża. I tyle. Zostałem bez pracy. Z wilczym biletem lub ze wskazaniem pracy w jakichś magazynach. A wiadomo, jak funkcjonował system. Dobra znikały, a zrobić z uczciwego człowieka złodzieja w tamtych czasach to nie była żadna sztuka dla SB. Grozili mi obozem pracy na Żuławach. Szczęściem kolega podpowiedział mi rozwiązanie: zajmij się ślusarką na własny rachunek. W jeden dzień załatwiłem formalności. W tym samym dniu miałem wezwanie na SB. I pytania: dlaczego nie pracuję. – Już pracuję, ja mu na to. Od tamtego czasu powoli zbierałem narzędzia ślusarskie. Pomagali koledzy i z tą ślusarką doczekałem do emerytury.

Reklama



Jak Pana aresztowano, miał Pan 24 lata, żonę, dwójkę dzieci. Pracę w banku. Co Pana podkusiło, żeby się narażać. Nie bał się Pan?

– Nie. Wtedy nie było się czego bać. Pomogły mi tradycje rodzinne. Wujkowie z mamy strony byli powstańcami śląskimi. Stryjowie z ojca strony byli piłsudczykami. Piłsudski na ścianie wisiał. O Katyniu się mówiło. Dlatego po 31 sierpnia, w 1980 roku, gdy cała Polska usłyszała, że mamy niezależny, samorządny związek zawodowy, włączyłem się w dyskusje w pracy. Pierwszego września nie było o niczym innym mowy.

Założyłem „Solidarność” w przemyskim oddziale BGŻ. I tak się zaczęło. Wybory. Zostałem przewodniczącym. I ta działalność się potoczyła. A w celi, w trudnych momentach pomogło mi też to, że od 44 lat jestem ratownikiem GOPR. Mam uprawnienia instruktorskie. Nieraz, gdy robiło się w Tatrach jakąś ścianę, trzeba było przeczekać trudne chwile. Górskie doświadczenia pomogły mi przetrwać więzienie. No i książki. Dużo książek.


Reklama

Co Pan czytał?

– Zaczytywałem się Lemem. Wszystko przewidział. Co ciekawe o więziennych bibliotekach zapominała cenzura. Czasem można było w nich znaleźć białe kruki i książki zakazane. Kołakowski, Sołżenicyn. Tego nie można było dostać nigdzie.



Gdyby Pan stanął przed młodymi ludźmi, którzy boją się o swoją przyszłość, co by im Pan powiedział?

– Muszą bardziej interesować się tym, co się dzieje w kraju. Nie dać się nabierać na różne opowieści, bajki z mchu i paproci. Niech nie czekają na to, co im dadzą, tylko niech sami wezmą sprawy w swoje ręce. Jak pójdą na wybory, niech patrzą, co politycy obiecują, a co robią. I to wybory każdego szczebla. Czy to samorządowe, czy parlamentarne. I muszą więcej czytać. Nie tylko smartfon i czytanie tego, co im podają na talerzu, ale samemu szukać.

Reklama



Czy czuje się Pan bohaterem?

– Nie. Przytoczę słowa mojego ojca w noc wprowadzenia stanu wojennego: „Cokolwiek zrobisz, to i tak będzie źle. Nie zrobisz nic, to ludzie wezmą cię na języki. Zrobisz cokolwiek, wylądujesz w więzieniu. Wybieraj, jesteś dorosłym człowiekiem.” No to wybrałem.



Na koniec zacytuję klasyka: czy o take Polskę Pan walczył?

– Nie, nie o taką Polskę walczyłem, ponieważ Polska po 1989 skręciła w zupełnie odwrotną stronę. Jesteśmy w tej chwili praktycznie w punkcie wyjścia.



Co to znaczy?

Reklama

– Walczyliśmy o wolne związki zawodowe, które nie są ani wolne, ani niezależne.



Gorzki wniosek. Może jednak w 40. rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”, 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego zechciałby Pan swoim koleżankom i kolegom życzyć coś bardziej optymistycznego. Czas mija, świadkowie tamtych wydarzeń odchodzą. Panie Wojciechu, tak coś od serca.

– Moim koleżankom i kolegom związkowym i tym dawnym, i tym działającym obecnie życzę, abyśmy już nigdy nie obudzili się w Polsce zniewolonej.



Dziękuję za rozmowę.

Reklama

*Zarząd i Prezydium Zarządu Południowo-Wschodniego Regionu NSZZ „Solidarność” z siedzibą w Przemyślu zostały powołane 31 sierpnia 1981 r.

* Krzysztof Prokop (+) przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Fanina, razem z Adamem Szostkiewiczem (NSZZ „Solidarność” środowisk nauczycielskich) pełnił funkcję szefa Biura Informacji w Prezydium Zarządu Południowo-Wschodniego Regionu NSZZ „Solidarność” z siedzibą w Przemyślu. A. Szostkiewicz internowany w stanie wojennym.

* Marek Pudliński (+) NSZZ „Solidarność” Pollena Astra – członek Zarządu Południowo-Wschodniego Regionu NSZZ „Solidarność” z siedzibą w Przemyślu. W zarządzie reprezentował Pollenę Astrę.

Reklama

Autor wywiadu dziękuje Waldemarowi* za wiele bezcennych uwag i wskazówek.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2021-12-12 20:12:14

    ''Solidarność, solidarmość, solimarność - solej''

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2021-12-12 20:13:29

    YOUTUBE.COM - KURY - IDEAŁY SIERPNIA

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości