Reklama

Wolno żyjące to nie to samo co bezdomne. Jak do kociego problemu podchodzi gmina Żurawica?


Koci problem zgłosiła nam niedawno mieszkanka Żurawicy. W obawie o los niczyich zwierząt, okazała im zainteresowanie i szukała pomocy w gminie. – Chciałam pomóc, okazałam serce, a zostałam z kłopotem i kosztami – mówi pani Emilia. Gmina jest zdania, że problemu z kotami wolno żyjącymi na swoim terenie nie ma, dlatego nie finansuje zabiegu ich kastracji w celu ograniczenia populacji.


Koty niczyje najlepiej pozostawić w naturalnym środowisku i w żaden sposób nie ingerować – słyszymy od pracownika gminy. Jak pokazuje historia pani Emilii Król z Żurawicy, udzielając takiemu zwierzęciu jakiegokolwiek wsparcia, lepiej się dwa razy zastanowić...

Nie dalej jak kilkanaście dni temu mieszkanka Żurawicy poprosiła gminę o kocią interwencję. Jej rozstrzygnięciem jest jednak mocno zaskoczona, bo liczyła, że obrót sprawy będzie zgoła inny.

– W piątek (22 sierpnia – przyp.) obok mojej posesji zauważyłam w krzakach kotkę z młodymi. Wcześniej podchodziła już pod nasz dom i widziałam, że będzie miała małe. Wskazywał na to obwód brzucha. Akurat tego dnia mocno się rozlało, a przychodzące na telefon komunikaty mówiły o zagrożeniu gwałtownymi burzami. Pomyślałam, że nie zostawię tych kociąt na pastwę losu i wzięłam je z sąsiadem do koszyka, ale nie zabierałam do domu, jedynie do komórki. To był naturalny ludzki odruch. Wykonałam też telefon do gminy, licząc na realną pomoc. Spodziewałam się, że takie koty trafią do schroniska i dzięki niemu być może znajdą jakiś dom, a ich matka zostanie poddana sterylizacji, co zapobiegnie podobnym sytuacjom w przyszłości. Tym bardziej, że na stronie gminy widnieje informacja, że w budżecie na ten rok zabezpieczyła 29 tys. 500 zł na realizację zadań związanych z opieką nad zwierzętami, w tym na zabiegi sterylizacji i kastracji. A tymczasem okazało się, że nie można na to liczyć. Koty zabrano, nie udzielając mi i córce informacji dokąd, a jedynie, że gmina się nimi zaopiekuje. Ich matka jeszcze tego samego dnia znów pojawiła się pod naszym domem. Obawiam się, że za jakiś czas podobna sytuacja się powtórzy, a kotka znowu będzie miała młode – mówi.

Reklama

– Chciałam pomóc, okazałam serce, a finalnie zostałam z problemem. Zdecydowałam się przeznaczyć 350 zł na sterylizację tej kotki z własnej emerytury, bo nie chcę przeżywać takiej sytuacji kolejny raz, skoro kręci się koło domu. Dobrze, żeby ludzie wiedzieli, że okazanie takiemu niczyjemu zwierzęciu uwagi może mieć dalsze konsekwencje, a na pomoc gminy w tym względzie nie można liczyć. Gdybym wiedziała, że sprawa się tak potoczy, to bym tych kociąt nie ruszała – podsumowuje.

Kluczowe przepisy

Okazuje się, że kluczowym w tej kwestii rozstrzygnięciem jest termin koty wolno żyjące. Według ustawy o ochronie zwierząt do zadań własnych gminy należy opieka nad bezdomnymi zwierzętami (takimi, które z jakiegoś powodu utraciły dach nad głową). Gmina ma też obowiązek zapewnienia opieki kotom wolno żyjącym (takim, które urodziły się na wolności i nigdy nie były pod opieką człowieka) w sposób określony w realizowanym przez siebie programie opieki nad zwierzętami. Według polskiego prawa koty wolno żyjące (dzikie, piwniczne) mają prawa i ochronę zagwarantowaną ustawą o ochronie zwierzątZwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu – art. 21 ustawy o ochronie zwierząt. (..) Mogą bytować w miejscu w którym bytuje kocia populacja i nie mogą być przeganiane, wyłapywane lub wywożone”. I na tych przepisach opiera się gmina.

Reklama

Prawo dopuszcza też kastrację kotów wolno żyjących w celu ograniczenia ich populacji. Coraz więcej gmin ma ją wpisaną do programów ochrony zwierząt. Po takim zabiegu koty są wypuszczane w miejscach ich odłowienia. Zapytaliśmy zatem w Urzędzie Gminy Żurawica, dlaczego odmówiono mieszkance takiej usługi, powołując się na zapis o zabezpieczonych w budżecie gminy funduszach na realizację zadań związanych z opieką nad zwierzętami, w tym na zabiegi sterylizacji i kastracji.

Zajmujący się sprawą zwierząt z ramienia Urzędu Gminy w Żurawicy podinsp. ds. rolnictwa i gospodarki ziemią Łukasz Mroczka odniósł się do tej kwestii następująco: – Pamiętajmy, że ten, kto przygarnia zwierzę i podejmuje nad nim opiekę, staje się jego właścicielem. I to na nim ciąży odpowiedzialność związana z utrzymaniem zwierzęcia. Tak mówi prawo. Gmina zobowiązana jest natomiast corocznie podjąć uchwałę o opiece nad bezdomnymi zwierzętami i tak[paywall] się dzieje. A jeśli chodzi o koty, wyróżniamy trzy grupy: koty domowe mające właścicieli, koty bezdomne, czyli porzucone przez właścicieli i koty wolno żyjące. W przypadku tych trzecich nie podejmuje się interwencji, jeśli ich życiu nic nie zagraża. Koty, o których mówiła mieszkanka, potraktowane zostały jak wolno żyjące. Takim kotom nie należy przeszkadzać w bytowaniu w danym miejscu. Szczególnie nie należy ruszać młodych. To są zwierzęta dzikie. Jeśli w ich przypadku zacznie się odzywać ludzkie serce, to paradoksalnie robimy im krzywdę, bo mogą zostać odrzucone przez matkę i ta przestanie je karmić.

Reklama

Gmina: – Kwestie liczebności reguluje przyroda

Pracownik gminy wyjaśnia też, że urząd realizuje obowiązek wynikający z zapisów przyjętego programu opieki nad zwierzętami, polegający na dokarmianiu kotów wolno żyjących. – Mieszkaniec nie powinien zakładać, że chodzą one głodne. A już na pewno ich dokarmiać, bo w ten sposób powoduje, że zwierzęta te częściowo się udomawiają i wracają w miejsce, gdzie jest pokarm. Natomiast jeśli chodzi o zabiegi kastracji, nie został na naszym terenie odnotowany problem z nadmierną populacją kotów wolno żyjących, stąd nie jest konieczna tego typu ingerencja. Mieszkanka błędnie zinterpretowała uchwałę gminy o opiece nad bezdomnymi zwierzętami, w której faktycznie jest zapis o sterylizacji i kastracji zwierząt, ale dotyczy wyłącznie tych, które trafiają do schroniska. Koty wolno żyjące sterylizowane nie są, w ich przypadku kwestie liczebności reguluje sama przyroda. Dopuszcza się wprawdzie zawarcie w uchwale dopłat do sterylizacji zwierząt domowych, ale jest to zapis fakultatywny. U nas nie ma przesłanek do tego, by gmina, czyli de facto jej społeczność, dopłacała do takich zabiegów w przypadku prywatnych właścicieli – wyjaśnia Ł. Mroczka.

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/09/2025 18:11
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama