Reklama

Wszystko przez beaujolais

11/11/2019 07:53

Zdarzają się w społeczeństwie osobnicy odporni na naukę. Tacy, co to niczego się nie nauczyli w szkole, ani nie skorzystali z nauk, jakie daje im życie. Reprezentantem tego gatunku był niejaki Marian O.

Szkołę podstawową jakoś dali mu skończyć, ale potem już było trudniej. W końcu po trudach i mękach Marian mógł w życiorysie wpisać wykształcenie zawodowe. Później jakoś tak wyszło, że pracy w wyuczonym zawodzie ani w żadnym innym nie podjął. Zajmował się głównie drobnymi kradzieżami albo jakimiś szemranymi interesami. Ot, żeby tylko było na kieliszek chleba. Sąsiedzi mówili o nim – lump z gradobicia. Podobnego zdania byli też policjanci, którzy dość często mieli z nim do czynienia. W ciągu dwudziestu paru lat dorosłego życia Marian trzy lata spędził za kratami. Zwykle były to wyroki niewielkie, wprost proporcjonalne do przestępstw, które popełnił. Niestety te doświadczenia niczego go nie nauczyły i Marian znowu trafił do „kicia”. Tym razem jako recydywista aż na trzy lata. Ubiegłej jesieni, wracając późnym wieczorem do domu, zauważył uchylone drzwi do jednej z kamienic. Wtedy coś go tknęło i wszedł do środka, żeby swoim zwyczajem trochę się porozglądać. Widząc otwarte drzwi do piwnicy, postał chwilę, nasłuchując, po czym zszedł na dół, bo a nuż w którejś z piwnic mogło być coś ciekawego. W mdłym świetle zakurzonej żarówki zobaczył stary dziecięcy wózek, z którego oderwał kawałek metalowej rurki i tak uzbrojony zabrał się do forsowania drzwi do jednej z piwnic.Skobel łatwo ustąpił i Marian, przyświecając sobie zapalniczką, rozglądnął się po wnętrzu. Z rzeczy interesujących go zobaczył mikser, wiertarkę i zakurzony zegar ścienny. Zapakował fanty do znalezionej torby i wtedy jego wzrok padł na gąsiorek. Odkorkował go, chwilę rozkoszował się aromatem młodego wina, następnie przechyli gąsior i pociągnął spory łyk. Wprawdzie nie był koneserem beaujolais i raczej preferował ruską wódkę, ale z braku laku... Ze względu na gabaryty i ciężar nie mógł wziąć gąsiora, więc przywarł ustami do szyjki i pił na zapas, ile się dało. Nie przewidział jednak działania młodego wina i po wyjściu z kamienicy z torbą pełną fantów poczuł, że miękną mu nogi, więc usiadł na ławce i się zdrzemnął. Obudzili go dwaj policjanci, którzy bardzo chcieli wiedzieć, co ma w torbie. Nietrudno się domyślić dalszego ciągu. Rano po wytrzeźwieniu Marian usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem i prosto z dołka trafił do aresztu, a potem był sąd i wyrok.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości