Cała historia zaczęła się w połowie marca tego roku. Padł pomysł. Bez wielkich planów, bez długich przygotowań. Po prostu pojawiła się myśl: „A gdyby zrobić coś dla dzieci?” Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Finałem była wizyta przedstawicieli 1. Batalionu Czołgów w Żurawicy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu. Wizyta u dzieci przebywających na oddziale onkologicznym.
– Są takie chwile, które zostają z człowiekiem na całe życie. Dla mnie jedną z nich była akcja, która zrodziła się z całkowitego przypadku, a zakończyła spotkaniem z dziećmi walczącymi z chorobą nowotworową. Dziś, patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wiem jedno – czasem najlepsze rzeczy rodzą się spontanicznie
– powiedział główny organizator akcji starszy kapral Krzysztof Rodak z 1. Batalionu Czołgów w Żurawicy.
W wojsku nic nie dzieje się bez odpowiednich zgód, dlatego pierwszym krokiem było przedstawienie pomysłu dowódcy 1. bcz ppłk. Marcinowi Komorkowi. Bez chwili wahania wyraził zgodę na realizację pomysłu. Kolejny krok to telefon do Fundacji „Cancer Fighters” (czyli „Wojownicy w walce z rakiem”). Pomysłodawcy opowiedzieli o akcji i spotkali się z ogromną życzliwością. Fundacja od razu włączyła się w przygotowania i dała im pełne wsparcie. Dzięki temu mogli rozpocząć akcję sprzedaży tzw. koszulek-cegiełek. Dochód z ich sprzedaży miał zostać przeznaczony na zakup prezentów dla dzieci przebywających na oddziale onkologii. Na początku koszulki trafiły do żołnierzy żurawickiego batalionu. Wydawało się im, że właśnie na tym zakończy się cała inicjatywa. Los jednak napisał zupełnie inny scenariusz...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 74% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze