Paralotniarzowi nic się nie stało, ale on sam pozbawił prądu 20 gospodarstw.
Kilka dni temu, wieczorem, ok. g. 20.30 56-letni mężczyzna wybrał się na podniebne wojaże. W pewnej chwili zaczął tracić moc w silniku, zdecydował się więc na lądowanie awaryjne. Podczas manewru zahaczył o maszt anteny telewizyjnej, przeleciał jeszcze kilkadziesiąt metrów i spadł na ziemię.
Upadająca paralotnia zerwała przewody linii energetycznej, a spadająca antena uszkodziła zaparkowany samochód. Zerwanie przewodów pozbawiło prądu 20 gospodarstw.
Mężczyzna nie doznał obrażeń zagrażających życiu, okazało się natomiast, że był pijany. Miał ponad 1,5 promila alkoholu we krwi!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.hm , jak fruwał to z kim się tam na górze nachlał ???, a może zabrakło na górze "okowitki" to postanowił sprowadzić ją z dołu, a dowcipniś co z nim balował odłączył mu parę ???
hm , jak fruwał to z kim się tam na górze nachlał ???, a może zabrakło na górze "okowitki" to postanowił sprowadzić ją z dołu, a dowcipniś co z nim balował odłączył mu parę ???