Reklama

Z powodu nędzy chłop z Kupiatycz sprzedał swoje dzieci

05/06/2022 10:12

HISTORIE DAWNE ŻP Stefan urodził się w 1860 roku w Kupiatyczach (gm. Fredropol). W jego domu panowała bieda. Dlatego jakiś czas dozorował w przemyskich kamienicach. Żył jednak w biedzie, przesypiając w zaduchu w brudnej i wilgotnej norze. Potem stracił pracę. Kiedy brakło płatnego zajęcia, włóczył się po mieście i nieco popijał. W 1882 roku za włóczęgostwo zasądzono wobec niego 5-tygodniowy areszt. Po odbyciu kary został 29 kwietnia tego roku wywieziony do Kupiatycz, ponieważ nie posiadał środków do życia i włóczył się po mieście. Miał też zakaz powrotu do Przemyśla (takie były wówczas przepisy).


Rodzina podczas eksmisji.

Stefan jednak kilkakrotnie powracał nielegalnie do Przemyśla, a o jego pobycie w mieście magistrat dowiedział się dopiero w pierwszej połowie 1905 roku. Chłop z Kupiatycz mieszkał przy jednej z ulic z żoną i dwojgiem dzieci.

Stefan chwytał się dorywczej pracy, by przeżyć. Jego schorowana żona z kolei zarabiała okazyjnie jako praczka. Ojciec i matka widzieli swoje dzieci dopiero wieczorem i rano, bo oboje za dnia ciężko pracowali. Wtedy pociechy chowały się pod łaskawym okiem dobrych sąsiadów. Bywało że rodzinę eksmitowano za niepłacenie czynszu.

Reklama

Choroba i śmierć matki

Kiedy rodzinie z Kupiatycz urodziło się jeszcze dwoje dzieci, Stefana coraz częściej ciągnęło włóczęgostwo uliczne. Jego żona, nie mogąc wyżywić maluchów, zwróciła się do magistratu o pomoc. Mimo że nie należało się jej żadne wsparcie, dostała 5 razy zapomogę. To nie wystarczało, bo głód i chłód w dalszym ciągu podcinały siły całej rodzinie.

Matka bardzo się rozchorowała, długo leżała, aż w zimie Bóg litościwy wyzwolił jej duszę z chorego ciała. Nie było na murach żadnego afisza, że zmarła biedna kobiecina – matka czworga małych dzieci. Pochowano ją na koszt miasta, dzieci zaś umieszczono tymczasowo u jednego z sąsiadów („Nowy Głos Przemyski” 1907, nr 23).

Skrajna nędza

Stefan do obolałego serca wziął sobie jednak stratę żony, bo zaczął dorywczo pracować, chcąc ratować swoje dzieci. Niestety[paywall], życie poczęło go dławić – znowu został bez zajęcia. Wtedy nie miał już dachu nad głową ani poduszki siennej i przykrycia, ani nawet brudnego barłogu, na którym tyle lat sypiała jego rodzina.

O piętro wyżej, o krok tylko, dokąd spojrzał, kamienice wielkie, o szybach czystych, a za nimi ludzie szczęśliwi i zadowoleni z życia. Gdy na to patrzył, wtedy jeszcze bardziej brał go głód , a na dodatek dzieci biedne kwiliły jak ptaszęta na mrozie, by je nakarmić. Wtedy ojciec otwierał tylko dłonie – puste i spracowane.

Reklama

Z Kupiatycz do burmistrza

W kwietniu 1907 roku Stefan został ponownie przez sąd przemyski ukarany za włóczęgostwo i policjanci ponownie wywieźli go z dziećmi do Kupiatycz, by tam pomocy mu udzielili. Wójt gminy, dobry człowiek, popatrzył, ręce załamał i rzekł: „Człowieku, cóż ja ci pomogę, nasza gmina biedna, chodź, wsiądziemy na furę i pojedziemy na powrót do Przemyśla. Powiem burmistrzowi, niech on pomoże”. Pojechali w piątek – w dzień targowy.

Sprzedaż dzieci

Interwencja u burmistrza nic nie pomogła, magistrat odmówił pomocy. Wtedy Stefan wziął czworo dzieci na Rynek i przed magistratem krzyczał: „Słuchajcie, głodny jestem, roboty nie ma, dzieci na sprzedaż, kto chce, niech kupi”. Wokół niego zaczęli gromadzić się ludzie.

Jakaś młoda dama pierwsza zadeklarowała wzięcie jednego maleństwa na wychowanie. I poszło ono w obce ręce płaczliwe i głodne. I drugie też. Policjant na służbie podszedł ku ciżbie i polecił Stefanowi , by handlował żywym towarem na targowicy. Tam się z nim żegnały także zawsze pozostałe pociechy, bo poszły do cudzych, do wsi odległych na niepewną dolę.

Reklama

Gazeta nagłaśnia sprawę

Socjalistyczny „Nowy Głos Przemyski” w 1907 roku (nr 25) sprawę rodziny Baczyka nagłośnił tak: „Nędzarz odstępuje własne potomstwo, rzuca je na pastwę obcych, bo nikt mu pomocy dać nie chce, bo burmistrz Doliński wygnał go policjantami z miasta, bo fałszywy jest jak wąż rajski. To są ci wielcy panowie (...), bo to „Polak i katolik”.

Oni na Liebermana piszą, że socjalista, że żyd. Ale ten żyd, ten socjalista idzie z biednym ludem i broni go przed waszą żarłocznością. Dlatego go nienawidzisz, dlatego plujesz swoim brudnym jadem na nas wszystkich, co ci życie zatruwamy, bo ci niszczymy spokój twego wygodnego bytu, ty magistracko-kahalna spółko lichwiarzy miejskich (...)” – pisownia oryginalna.

Magistrat wyjaśnia sprawę

1 maja magistrat zamieścił w „Nowym Głosie Przemyskim” ripostę na słowa krytyki pod jego adresem. Kierując się dokumentami urzędowymi, Doliński przypomniał na łamach pisma, że Stefana Baczyka karano za włóczęgostwo, pijaństwo i bezprawne przebywanie w Przemyślu, a tym samym przedstawił go opinii publicznej jako lumpa.

Reklama

Riposta gazety

Przemyska gazeta odpowiedziała burmistrzowi:

„Co pisze Doliński? (...) A wiecie wy, kiedy biednego karają za włóczęgostwo, kiedy on się włóczy? Jak roboty nie ma, jak z głodu ginie, jak nie ma gdzie głowy swojej ciężkiej położyć. To co ma biedak robić? Chodzi po mieście! Wtedy łapie policaj i ciągnie na policyę. Stamtąd go do sądu, jak zwierzę, i tam go sądzą! (...) . A po wtóre pisze p. Doliński, że Stefan karany był za pijaństwo. Bidak wygłodniały – pewnie na pusty żołądek pociągnął sobie wódki (...) i… upił się, szedł chwiejnym krokiem przez miasto i znowu go zamknął policaj p. Dolińskiego”.

Samobójstwo

Po jakimś czasie chłop z Kupiatycz zaczął żałować, że pozbył się swoich dzieci. Doszedł do wniosku, że życie jego straciło sens. Wtedy popełnił samobójstwo.    


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości