W połowie sierpnia na komisariat przyszedł mieszkaniec sąsiedniej wioski i zgłosił, że z mieszkania zginęło mu ponad tysiąc amerykańskich dolarów. Starszy pan długi czas był w Stanach. Potem wrócił i wybudował mały domek, w którym samotnie mieszka już parę lat. Opowiedział, że dolary były związane gumką, zapakowane w dużą szarą kopertę i schowane w szafce. Robiąc porządki, zauważył ich brak i nie ma pojęcia, jak to się mogło stać.
W mieszkaniu nikt go nie odwiedzał, nigdzie nie wyjeżdżał. Jeżeli wychodził, to najwyżej na godzinę do sklepu i tylko w dzień. Żadnych śladów włamania też nie zauważył. Policjant trochę go znał i daleki był od podejrzeń o konfabulacje. Na wszelki wypadek pojechał z nim, żeby fachowym okiem rzucić na zamki okna, ewentualnie inne ślady włamania, bo przecież pieniądze nie mogły same wyparować. Na zakurzonych oknach nie było żadnych śladów, podobnie na porządnym zamku w jedynych drzwiach prowadzących do domku. Na pytanie, kiedy widział pieniądze po raz ostatni, gospodarz odpowiedział, że dawno, może dwa albo trzy miesiące temu. Wtedy też przypomniał sobie, że w czerwcu przez dwa dni na podwórku w namiocie mieszkały dwie dzierlatki. Zaczepiły go przy bramce. Powiedziały, że są turystkami i zapytały, czy mogłyby na dwa dni rozbić namiot w kącie podwórka. Trochę się zdziwił, bo wioska nie leży w turystycznej okolicy, ale wyglądały jak turystki, z plecakami, więc pozwolił. Miały może po szesnaście, siedemnaście lat. Grzeczne, uprzejme, nawet zapytały się, czy mogą w czymś pomóc. Do domu wchodziły tylko po wodę na herbatę. Niestety gospodarz nie potrafił dokładnie opisać dziewczyn i rysopis mógłby pasować do co drugiej w ich wieku.Sąsiedzi, zajęci swoimi sprawami, też nie zwracali uwagi na turystki, tylko sprzedawca z pobliskiego sklepu zapamiętał, że jedna z nich na przedramieniu miała wytatuowane jakieś angielskie hasło. Policjantowi coś zaczęło świtać i na wszelki wypadek ściągnął z komendy technika, żeby zdjął z szafki odciski palców. Potem przez dwa dni przeglądał meldunki i znalazł. Na początku czerwca w sąsiednim miasteczku dwie dziewczyny ukradły w sklepie samoobsługowym dwie butelki wina, co zarejestrował monitoring. Na nagraniu był też widoczny tatuaż na przedramieniu jednej z nich. Wtedy sprawa kradzieży się rozmyła, ale teraz zapis ze względu na wizerunki miał kapitalne znaczenie. Pod koniec października obie dziewczyny usłyszały zarzuty i przyznały się. Niestety udało się odzyskać jedynie trzysta dolarów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Małe zło przeradza się w duże zło.Tutaj dwie dzierlatki okrada dobrego człowieka.A jak okradać dobry naród to dzisiaj mamy wiele przykładówA to Prezes wszystkich prezesów dobro narodu chce dołączyć tylko do swojego dobra/budowa wieżowców bliźniaków/ za drobną sumkę przeszło miliard złotych.A to szef nadzoru bankowego potrzebuje na kawę od bankiera tylko kilkadziesiąt milionów.A to Prezes NBP z dobra narodowego sponsoruje "wygódki"Te "drobne sumy" z dobra narodowego są tak samo bolesne dla narodu jak oszczędności tego dobrego człowieka.Oszczędności dobrego człowieka w części udało się odzyskać.A zrabowane dobro materialne narodu prawie zawsze zostaje jak dobro prywatne.
Małe zło przeradza się w duże zło.Tutaj dwie dzierlatki okrada dobrego człowieka.A jak okradać dobry naród to dzisiaj mamy wiele przykładówA to Prezes wszystkich prezesów dobro narodu chce dołączyć tylko do swojego dobra/budowa wieżowców bliźniaków/ za drobną sumkę przeszło miliard złotych.A to szef nadzoru bankowego potrzebuje na kawę od bankiera tylko kilkadziesiąt milionów.A to Prezes NBP z dobra narodowego sponsoruje "wygódki"Te "drobne sumy" z dobra narodowego są tak samo bolesne dla narodu jak oszczędności tego dobrego człowieka.Oszczędności dobrego człowieka w części udało się odzyskać.A zrabowane dobro materialne narodu prawie zawsze zostaje jak dobro prywatne.