Samochód, który nosi w sobie ślad właściciela to za mało. Tutaj mowa o całkowitym dostosowaniu pojazdu do swoich potrzeb. Pomysł, żeby złączyć w jedno dwa zupełnie różne to tzw. swap (z ang. zamiana). Polega na przełożeniu silnika do samochodu, w którym seryjnie nie występuje, z zupełnie innego auta. Z reguły to zamiana na silniejszy i większy silnik. Krzysztof Sycz wymyśla i buduje auto dla siebie – właściwie od podstaw.
– Mam coś takiego w sobie, że mnie ciągnie do tego samochodu – Wymyśliłem sobie, że do fiata 126p wstawię silnik z hondy civic. Chcę połączyć te dwie rzeczy, które lubię. Maluszek to pierwszy samochód, jaki miałem. Wielu ludzi uważa, że jest powolny, zamulony i ciasny. Podoba mi się właśnie to, że jest mały. Zacząłem dowiadywać się, co zrobić, żeby szybciej jeździł – mówi Krzysztof Sycz.
Z malucha zostaje tylko karoseria. Wnętrze buduje od podstaw. Obecnie przednie zawieszenie z hondy jest przełożone na tył malucha. W środku jest wstawiona klatka bezpieczeństwa, która usztywnia całą konstrukcję. Maluch oryginalnie nie ma żadnej ramy usztywniającej. Nowa podłoga oryginalnego pomysłu jest z grubszej blachy. Przez to, że zawieszenie hondy jest szersze, będzie poszerzana karoseria, żeby zakryć wystające koła. Wszystkie rozwiązania techniczne są jego pomysłu.
– Nie ma czegoś takiego, że coś jest trudne, a później już pójdzie z górki. Każda rzecz jest najtrudniejsza na dany moment. Przy przednim zawieszeniu zrobiłem pierwszą wersję. Później jeszcze przemyślałem. Wszystko pociąłem, wyrzuciłem na złom i zacząłem jeszcze raz. Druga wersja – też nie to. Wyrzuciłem. Teraz to czwarta wersja zawieszenia – już ostateczna. Później długo szukałem w internecie jakiegoś rozwiązania na poszerzenie karoserii i się rozczarowałem. Przynajmniej ja nie spotkałem się z tym, żeby całego malucha rozciągnąć i fajnie wkomponować, ale zachować oryginalną linię. Chcę poszerzyć go o jakieś 15 cm.

Maluch miał być tani w produkcji i eksploatacji, więc posiada też kilka niedopracowanych rozwiązań technicznych. Jednym z nich jest przednie zawieszenie. Krzysztof postanowił zrobić je według własnego projektu. Jest to w pełni niezależne, wielowahaczowe zawieszenie oparte na amortyzatorach o regulowanej wysokości, tzw. gwint. Wahacze mają możliwość regulowania ich długości i tym samym geometrii kół. Auto posiada cztery wentylowane tarcze hamulcowe o średnicy 240 mm. Tył to zestaw z hondy civic. Na przodzie zwrotnice są z poloneza, tarcze hamulcowe z fiata sieny, a zacisk z hondy civic 1,5. Pompa hamulcowa oraz wspomaganie hamulca również pochodzą z civic. Przy masie 800 – 900 kg hamulce powinny dawać radę. Budowa silnika zostaje na koniec. W planach jest montaż silnika hondy 1,6 VTEC z tzw. zmiennymi fazami rozrządu oraz turbosprężarki. Jeśli fundusze pozwolą, zamontuje kute tłoki i korbowody, co pozwoli bez obaw wycisnąć jeszcze więcej mocy. W takim układzie powstanie najmocniejszego małego fiata w Polsce jest dość realne.

Krzysztof Sycz jest absolwentem liceum ogólnokształcącego w Lubaczowie, na co dzień pracuje jako pilarz w lesie. Swoje umiejętności motoryzacyjne potrafi wykorzystać. Czyta, ogląda, rozwija się. Stworzenie najmocniejszego w Polsce malucha to kwestia czasu i funduszy. Do tej pory w pomysł włożył 6 tysięcy złotych. Całkowita budowa, bez przygód po drodze, to około 18 – 20 tysięcy.
– Grunt to robić z głową i się nie spieszyć – to jedyna recepta, żeby coś dobrego powstało. Jeśli zapału nie braknie, wszystko jest do zrobienia.
Jeśli wszystko będzie wykonane poprawnie i spełni normy bezpieczeństwa dla ruchu ulicznego, planuje w sierpniu pojechać na ogólnopolski zlot w Sochaczewie.
– Wolę go robić nawet dłużej, ale ma wyjechać na drogę i robić zamieszanie – podsumowuje.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze