Reklama

Zbrodnia (niemal) doskonała

19/01/2020 07:53

15 lutego ubiegłego roku, po południu, przypadkowi przechodnie prawie na końcu wioski znaleźli dziewiętnastoletniego Mariusza. Chłopak leżał w rowie przy przystanku. Miał skrępowane ręce i nogi oraz usta zaklejone srebrną taśmą samoprzylepną, taką, jakiej używają przestępcy na gangsterskich filmach.

Żył, ale po oswobodzeniu z taśmy słaniał się na nogach i coś mamrotał o tym, że został napadnięty i obrabowany. Przyjechała policja, a chwilę później karetka, którą pojechał do szpitala. Tam po dokładnym przebadaniu lekarze stwierdzili, że pacjent nie ma śladów żadnych obrażeń i nie ma przeciwskazań, żeby go przesłuchać. – Miałem jechać do miasta, żeby w autokomisie kupić upatrzony samochód – opowiadał policjantom. – Kiedy czekałem na autobus koło przystanku, ktoś zaszedł mnie z tyłu i uderzył w głowę, tak, że prawie straciłem przytomność. Zakleili mi twarz i ręce, a potem zabrali z kieszeni kurtki sześć tysięcy złotych, które miałem przygotowane na samochód. Wydaje mi się, że ich było dwóch, ale zamroczony nie zapamiętałem, jak wyglądali. Na komendzie do zeznań dodał jeszcze, że pieniądze otrzymał od brata, który pracuje za granicą i nikomu nie chwalił się gotówką ani tym, że zamierza kupić auto. Rozbój jest przestępstwem, który stawia policję na nogi, to też funkcjonariusze ostro wzięli się do pracy. Technicy milimetr po milimetrze sprawdzili okolice przystanku w poszukiwaniu śladów, a ich koledzy ruszyli w wioskę, żeby przepytać ludzi i znaleźć ewentualnych świadków. Ponieważ wydarzyło się to o zmroku, ludzie nie wychodzili z domów i nikt nic nie widział, ani niczego nie słyszał.

– To pewnie jacyś obcy, bo u nas wioska spokojna – mówili ludzie. Zero śladów, zero poszlak, żadnych świadków. Jednak sierżantowi, który prowadził sprawę, coś w tym wszystkim nie grało. Spojrzał na foliowe koperty, w których technicy zabezpieczyli materiał dowodowy w postaci kawałków srebrnej taśmy i postanowił jeszcze porozmawiać z Mariuszem. Kiedy rozmawiał z chłopakiem, w jego mieszkaniu kątem oka zauważył koło kaflowej kuchni młotek, którego trzonek oklejony był srebrną taśmą. Sierżant poprosił Mariusza, żeby pojechał z nim do komendy. Tam Mariusz przyznał się, że stracił pieniądze na lewych interesach i bojąc się reperkusji ze strony brata, razem z kolegą sfingowali napad. No cóż, obaj nie docenili policji i sąd z artykułu 238. przywalił obu solidne grzywny.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości