16 lipca 1942 roku zarządzeniem komisarza miasta Bernharda Giesselmanna utworzono getto dla Żydów z Przemyśla i okolic. Rozpoczęła się akcja, którą naziści eufemistycznie nazwali „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”.
Na Umschlagplatzu, przy nieistniejącej dzisiaj ulicy Mikołaja Niemcy prowadzili selekcję na tych, którzy jeszcze nadają się do pracy. Po innych, starych chorych i dzieci przyjeżdżały ciężarowe auta, które miały ich zawieźć do pracy na wieś. Przez trzy dni auta jeździły przez Zielonkę do grochowskiego lasu, gdzie Niemcy rozstrzelali i pogrzebali w dwóch masowych grobach około dwóch tysięcy Żydów, mieszkańców Przemyśla.
Relacja Stanisława Gieronia zamieszkałego w Kruhelu Wielkim, świadka egzekucji Żydów w lesie grochowskim w lipcu 1942 roku, którą spisałem 10 lutego 2002 roku w obecności świadków.
“W 1942 roku w kwietniu wzięli mnie do junaków (Baudienst - pomocnicza formacja, do której siłą wcielano młodych Polaków - przyp. aut.) i skoszarowali na Bakończycach w dawnej żydowskiej bursie. Pracowaliśmy przy rozbiórce torów na Bakończycach. Ja byłem w jedenastej grupie, umundurowali nas w niebieskie drelichy i berety z trójkątną blaszką. W lipcu, w któryś poniedziałek wydali nam łopaty, co było dziwne, bo przy torach nie pracowaliśmy łopatami. Podjechał duży ciężarowy samochód, na który[paywall] nas zapakowali i zawieźli przez Zielonkę do grochowskiego lasu.
Było nas dwudziestu. Bardzo baliśmy się, że nas wystrzelają, ale nasz nadzorca uspokajał, że to Żydów będą strzelać i kazał kopać doły. Trzy dni kopaliśmy cztery rowy, 50 m długości, 2 szerokości i 2,5 głębokości. Ciężko było kopać, bo ziemia kamienista i pełno korzeni, które trudno było ciąć wojskowymi siekierkami. W czwartek zaczęli wozić Żydów. Kiedy przyjechał samochód, kobiety, dzieci i starsi musieli schodzić i się rozbierać. Niektórzy mieli pieniądze to je darli i rozrzucali po krzakach, ale Niemiec pilnował i bił ich za to. Wszystkie rzeczy mieli złożyć na kupę, jakieś 15 metrów od rowu.
Rów miał na początku schodki i tamtędy sprowadzali ich po dziewięciu. Przedtem kazali nam zrobić nad rowem poręcz z żerdzi i jak Żydzi już doszli do końca rowu oficer krzyknął „ognia”, a wtedy oni oparli automaty o poręcze i seriami strzelali do tych w dole. Tamci krzyczeli, płakali, niektórzy padali od razu zabici inni ranni krzyczeli. Ci, którzy wchodzili do rowu musieli układać równo tych już zabitych.
To był straszny widok, krew dookoła, jęki i zaraz przywozili następnych. Widziałem jak jedna kobieta padła zabita, a pod nią było dziecko, nawet niedraśnięte. To był chłopczyk, może miał ze cztery lata. Głośno krzyczał “mame, mame” i płakał. Niemiec kazał mi zejść do dołu i przyprowadzić chłopca, który usiadł pod drzewem i strasznie płakał.
Myślałem przez chwilę, że mały się uratuje, ale Niemiec wziął go za rękę, podprowadził do rowu i zabił jednym uderzeniem kolby w głowę. Kiedy już leżała jedna warstwa trupów, to kazali nam przysypywać ich cienko ziemią i wapnem, którego pryzma była przy drodze. Potem przywozili następnych, i tak dziewięć warstw układali aż jeden rów zapełnili, a potem następne. To trwało trzy dni. Nie wiem ile ich wybili, ale to były tysiące. Na koniec przywozili już niewielu, to tych, co się w getcie ukrywali.
Pamiętam, że jeden uciekł z samochodu na samym skraju lasu. Niemcy strzelali za nim aż go zabili. Musiałem go razem, z Wackiem Ulanowskim z Kruhela, pochować tam, gdzie jest kamień granicznyz pierwszej wojny. Pilnował nas przy tym pijany Niemiec i bałem się, że nas zastrzeli. Już po wszystkim zawieźli nas znowu w to miejsce, ale już tylko dziesięciu, i kazali ziemię wyrównywać i ślady zacierać.
Rzeczy po zabitych zawozili do magazynu na ulicy Mniszej. Wiem, bo nam kazali rozładowywać i wtedy poznałem, co to jest. Myślę, że dzisiaj potrafiłbym odnaleźć to miejsce.” Kolejnym świadkiem, którego ustaliłem był Emil Sawicki z Kruhela. Opowiadał, że jako dziesięcioletni chłopiec ukryty w krzakach widział egzekucję, słyszał strzały i krzyki.

fot.Jacek Szwic
W 2002 roku Stanisław Gieroń opowiadał, czego był świadkiem.
W 1999 roku na prośbę przyjaciela Łukasza Biedki, którego dalsza rodzina zginęła w tej egzekucji zacząłem szukać dokładnego miejsca tej zbrodni. Dwa lata później natrafiłem na pierwsze ślady. Drobne monety, dwa scyzoryki, małe kluczyki, fragmenty lusterka, druciane żabki do pończoch, złoty kieszonkowy zegarek i drugi mniejszy damski, przerdzewiały pilniczek do paznokci. Rzeczy, które powypadały, kiedy Żydzi się rozbierali przed egzekucją.
Trzydzieści metrów od tego miejsca, wzdłuż rowu płytko pod ziemią znalazłem kilkadziesiąt łusek z amunicji użytej do egzekucji. Kiedy już znana była lokalizacji powstał pomysł by upamiętnić zbrodnię sprzed lat. Z Łukaszem Biedką postawiliśmy tam symboliczną, pękniętą macewę z cytatem z Hioba „Ziemio nie kryj mojej krwi iżby mój krzyk nie ustawał” oraz napisem „Pamięci mieszkańców Przemyśla i okolic zamordowanych w tym miejscu przez hitlerowców w 1942 roku”.
16 lipca 2002 roku odbyło się odsłonięcie upamiętnienia, na którym byli: naczelny rabin Polski Michael Schudrich, profesor Yale Reisner z Nowego Jorku, potomkowie pomordowanych, ksiądz Stanisław Bartmiński oraz mieszkańcy Przemyśla.
Wtedy też ukazało się wydawnictwo „Pamięć” zawierające dokumenty oraz informacje o tej zbrodni. Od tego czasu miejsce to zaczęło być znane mieszkańcom, którzy odwiedzają je podczas spacerów i palą tam znicze. Nieco później dotarliśmy do dokumentów mówiących o tym, że szczątki ofiar z jednego grobu zostały na początku lat pięćdziesiątych ekshumowane i przeniesione na żydowski cmentarz przy ulicy Słowackiego. Natomiast drugiego grobu nie odnaleziono.

fot.Jacek Szwic
Pęknięta macewa w lesie grochowskim przypomina o zbrodni.
W sobotę , w osiemdziesiątą rocznice zbrodni i dwudziestą rocznicę odsłonięcia upamiętnienia w grochowskim lesie spotkała się grupa mieszkańców. Nie było przemówień i wieńców. Zapaliliśmy znicze pod macewą i rozmawialiśmy o potrzebie pamięci i o tym, że teraz, tyle lat od tamtych tragicznych wydarzeń znowu powstają masowe groby, takie jak w Mariupolu, Buczy, Irpieniu i innych miejscach we wschodniej Ukrainie, gdzie na skutek zbrodniczego reżimu znowu zabijani są niewinni ludzie.

fot.Jacek Szwic
Odnalezione artefakty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze