Sąsiadów zaalarmował huk i łuna. Kiedy przybiegli pod dom ogarnięty pożarem, dziewczynka stała na podwórku. Cała w płomieniach. Przeżyła. Ale ma poparzone 80 procent powierzchni ciała. Jej tatę znaleźli strażacy. Prawdopodobnie wtedy jeszcze żył. Ratownicy próbowali go reanimować. Bezskutecznie. Bezmiaru tragedii dopełniły narodziny – dzień po pożarze zmarłemu mężczyźnie urodził się syn, poparzonej dwulatce braciszek.
O przebiegu zdarzeń wiemy od pana Kamila Czercowego. On pierwszy znalazł się na miejscu, on pierwszy chyba zorientował się w rozmiarach dramatu. – Byliśmy z kolegą u mnie w garażu. Usłyszeliśmy huk. Wybiegliśmy z domu. Usłyszeliśmy krzyk, za chwilę zobaczyliśmy stojącą, płaczącą dziewczynkę, która się paliła – relacjonuje przebieg wydarzeń[paywall] feralnej czwartkowej nocy (20 lutego br.). Rzucili się na ratunek. – Pobiegliśmy po koce, po gaśnice. Ugasiliśmy dziewczynkę. Zadzwoniliśmy pod 112. Tam wytłumaczyli mi, co mam dalej robić – kontynuuje. Zgodnie z instrukcjami operatora włożyli dziecko do wanny, zaczęli polewać letnią wodą. – Żeby łagodzić ból – wyjaśnia. – Kolega pobiegł jeszcze poszukać ojca tej dziewczynki. Nie kazałem mu wchodzić do domu. Sam jestem strażakiem ochotnikiem i wiem, że w takich sytuacjach nie wolno tego zrobić – dodaje, nie wspominając jednak, że jest naczelnikiem OSP w Leżachowie. Ojca dwuletniej Anielki znaleźli dopiero strażacy. – Prawdopodobnie albo nabierał wody, albo chciał namoczyć ręczniki, żeby ugasić córkę, bo to on na 100 procent musiał wynieść ją na zewnątrz, bo jeszcze słyszałem, jak krzyczał – domyśla się pan Kamil. – Prawdopodobnie zadusił się spalinami – podejrzewa.
Choć nie jest to wersja potwierdzona, podobne przypuszczenia ma st. kpt. Marcin Lachnik, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Przeworsku, który na miejscu koordynował działania strażaków. – Dostaliśmy zgłoszenie o 21.41, z którego wynikało, że w Leżachowie, w budynku jednorodzinnym doszło do wybuchu – opowiada o akcji służb ratunkowych. W pierwszym rzucie do Leżachowa skierowano dwa wozy PSP Przeworsku oraz strażaków ochotników z Sieniawy. – Po przyjeździe na miejsce okazało się, że w budynku panuje duże zadymienie, nie ma śladów wybuchu, za to są ślady pożaru, ale otwartego ognia już nie było, spalone i osmalone było wyposażenie przedpokoju – podaje M. Lachnik. Na miejsce pierwsi dotarli ratownicy medyczni oraz policjanci. – Kiedy przybyły pierwsze nasze jednostki , dziewczynka już była w karetce pogotowia z licznymi poparzeniami – relacjonuje. – Po wejściu do mieszkania znaleziono mężczyznę. Był nieprzytomny, bez oznak życia. Został ewakuowany z budynku. Przystąpiono do resuscytacji, którą w pewnym momencie przejął kolejny zastęp pogotowia ratunkowego. Przybyły z nimi lekarz stwierdził zgon – uzupełnia.
O przyczynach tragedii mówić za wcześnie. – Policjanci wraz z prokuratorem wykonali oględziny i zabezpieczyli ślady. Ich analiza pozwoli wyjaśnić okoliczności pożaru. Zwłoki mężczyzny zabezpieczono do badań – informuje oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku, asp. szt. Justyna Urban. Komendant przeworskiej straży pożarnej w ostatniej rozmowie z nami przyznał, że przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, choć tezę o wybuchu można raczej odrzucić. – W budynku nie było instalacji gazowej, butli ani żadnych urządzeń na gaz – stwierdza jednoznacznie. Słyszane eksplozje były prawdopodobnie odgłosami wybuchających puszek po chemii budowlanej, a same wybuchy były raczej następstwem, a nie przyczyną pożaru. Trzeba podkreślić, że to tylko spekulacje, a twarde fakty ustalą dopiero biegły z zakresu pożarnictwa, policjanci i prokuratura. Podobnie jest z przyczyną zgonu mężczyzny. Pewność będzie po sekcji zwłok. St. kpt. Marcin Lachnik przypuszcza, że do śmierci mogło dojść w wyniku zatrucia lub uduszenia się dymem. – Najczęściej ofiary pożarów, zanim zginą pod wpływem temperatury, tracą przytomność na skutek zatrucia się gazami pożarowymi. Mówiąc najprościej, zabija je dym – mówi. – Jednak w tym konkretnym przypadku przyczyny może wykazać tylko sekcja zwłok – podkreśla. – Palące się wyposażenie domów z tworzyw sztucznych wydziela bardzo dużo szkodliwych substancji. W odpowiednim stężeniu wystarczą dwa wdechy, żeby człowiek stracił przytomność, a w konsekwencji poniósł śmierć – konkluduje. – Stąd wskazane jest, żeby wyposażać się w najprostsze nawet czujniki dymu. To ratuje życie, a kosztuje niewiele – apeluje A. Lachnik.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze