Reklama

Zginął, ratując własne dziecko

26/02/2020 18:02

Sąsiadów zaalarmował huk i łuna. Kiedy przybiegli pod dom ogarnięty pożarem, dziewczynka stała na podwórku. Cała w płomieniach. Przeżyła. Ale ma poparzone 80 procent powierzchni ciała. Jej tatę znaleźli strażacy. Prawdopodobnie wtedy jeszcze żył. Ratownicy próbowali go reanimować. Bezskutecznie. Bezmiaru tragedii dopełniły narodziny – dzień po pożarze zmarłemu mężczyźnie urodził się syn, poparzonej dwulatce braciszek.

O przebiegu zdarzeń wiemy od pana Kamila Czercowego. On pierwszy znalazł się na miejscu, on pierwszy chyba zorientował się w rozmiarach dramatu. – Byliśmy z kolegą u mnie w garażu. Usłyszeliśmy huk. Wybiegliśmy z domu. Usłyszeliśmy krzyk, za chwilę zobaczyliśmy stojącą, płaczącą dziewczynkę, która się paliła – relacjonuje przebieg wydarzeń[paywall] feralnej czwartkowej nocy (20 lutego br.). Rzucili się na ratunek. – Pobiegliśmy po koce, po gaśnice. Ugasiliśmy dziewczynkę. Zadzwoniliśmy pod 112. Tam wytłumaczyli mi, co mam dalej robić – kontynuuje. Zgodnie z instrukcjami operatora włożyli dziecko do wanny, zaczęli polewać letnią wodą. – Żeby łagodzić ból – wyjaśnia. – Kolega pobiegł jeszcze poszukać ojca tej dziewczynki. Nie kazałem mu wchodzić do domu. Sam jestem strażakiem ochotnikiem i wiem, że w takich sytuacjach nie wolno tego zrobić – dodaje, nie wspominając jednak, że jest naczelnikiem OSP w Leżachowie. Ojca dwuletniej Anielki znaleźli dopiero strażacy. – Prawdopodobnie albo nabierał wody, albo chciał namoczyć ręczniki, żeby ugasić córkę, bo to on na 100 procent musiał wynieść ją na zewnątrz, bo jeszcze słyszałem, jak krzyczał – domyśla się pan Kamil. – Prawdopodobnie zadusił się spalinami – podejrzewa.

 

Reklama

Akcja ratunkowa

Choć nie jest to wersja potwierdzona, podobne przypuszczenia ma st. kpt. Marcin Lachnik, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Przeworsku, który na miejscu koordynował działania strażaków. – Dostaliśmy zgłoszenie o 21.41, z którego wynikało, że w Leżachowie, w budynku jednorodzinnym doszło do wybuchu – opowiada o akcji służb ratunkowych. W pierwszym rzucie do Leżachowa skierowano dwa wozy PSP Przeworsku oraz strażaków ochotników z Sieniawy. – Po przyjeździe na miejsce okazało się, że w budynku panuje duże zadymienie, nie ma śladów wybuchu, za to są ślady pożaru, ale otwartego ognia już nie było, spalone i osmalone było wyposażenie przedpokoju – podaje M. Lachnik. Na miejsce pierwsi dotarli ratownicy medyczni oraz policjanci. – Kiedy przybyły pierwsze nasze jednostki , dziewczynka już była w karetce pogotowia z licznymi poparzeniami – relacjonuje. – Po wejściu do mieszkania znaleziono mężczyznę. Był nieprzytomny, bez oznak życia. Został ewakuowany z budynku. Przystąpiono do resuscytacji, którą w pewnym momencie przejął kolejny zastęp pogotowia ratunkowego. Przybyły z nimi lekarz stwierdził zgon – uzupełnia.

 

Reklama

Przyczyny

O przyczynach tragedii mówić za wcześnie. – Policjanci wraz z prokuratorem wykonali oględziny i zabezpieczyli ślady. Ich analiza pozwoli wyjaśnić okoliczności pożaru. Zwłoki mężczyzny zabezpieczono do badań – informuje oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku, asp. szt. Justyna Urban. Komendant przeworskiej straży pożarnej w ostatniej rozmowie z nami przyznał, że przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, choć tezę o wybuchu można raczej odrzucić. – W budynku nie było instalacji gazowej, butli ani żadnych urządzeń na gaz – stwierdza jednoznacznie. Słyszane eksplozje były prawdopodobnie odgłosami wybuchających puszek po chemii budowlanej, a same wybuchy były raczej następstwem, a nie przyczyną pożaru. Trzeba podkreślić, że to tylko spekulacje, a twarde fakty ustalą dopiero biegły z zakresu pożarnictwa, policjanci i prokuratura. Podobnie jest z przyczyną zgonu mężczyzny. Pewność będzie po sekcji zwłok. St. kpt. Marcin Lachnik przypuszcza, że do śmierci mogło dojść w wyniku zatrucia lub uduszenia się dymem. – Najczęściej ofiary pożarów, zanim zginą pod wpływem temperatury, tracą przytomność na skutek zatrucia się gazami pożarowymi. Mówiąc najprościej, zabija je dym – mówi. – Jednak w tym konkretnym przypadku przyczyny może wykazać tylko sekcja zwłok – podkreśla. – Palące się wyposażenie domów z tworzyw sztucznych wydziela bardzo dużo szkodliwych substancji. W odpowiednim stężeniu wystarczą dwa wdechy, żeby człowiek stracił przytomność, a w konsekwencji poniósł śmierć – konkluduje. – Stąd wskazane jest, żeby wyposażać się w najprostsze nawet czujniki dymu. To ratuje życie, a kosztuje niewiele – apeluje A. Lachnik.

 

Pomoc

Poszkodowana w pożarze dziewczynka walczy o życie we Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. W momencie, kiedy zamykaliśmy aktualne wydanie Życia Podkarpackiego, znajdowała się w stanie śpiączki farmakologicznej, a jej stan określano jako krytyczny. Jej matka w dzień po tragedii urodziła syna. Obie potrzebują aktualnie wsparcia. Za sprawą zbiórki na portalu zrzutka.pl (wesprzyj tutaj https://zrzutka.pl/f8mmuu) , zorganizowanej przez Kamila Czercowego, takie płynie z całego kraju. – Zbiórkę założyłem, by w momencie, jak ta dziewczynka się obudzi, ważne będzie, by jak najszybciej rozpoczęła rehabilitację, na którą potrzebne będą pieniądze, bo to na pewno będzie długa i kosztowna rekonwalescencja – wyjaśnia swoje motywacje. Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania. – Doba nie minęła, a zakładane 30 tysięcy udało się uzyskać – nie kryje swojego zaskoczenia organizator zbiórki. W ciągu trzech dni zebrano 82 tys. 747 zł (stan na 25 lutego). – To, że nadal są wpłaty, pokazuje, jak bardzo ta tragedia poruszyła ludzi – podsumowuje. Jak się okazało, nie tylko on postanowił pomóc. W Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Sieniawie zorganizowano zbiórkę artykułów higienicznych i środków czystości. W akcję włączyło się już leżachowskie OSP, a zapewne kolejne jednostki dołączą niebawem. Pomóc można także za pośrednictwem stowarzyszenia „Kibic z sercem”, wpłacając na jego konto datki z dopiskiem „dla Anielki”. I choć życie rodziny z Leżachowa nigdy już nie będzie takie samo, pozostaje wierzyć, trzymać kciuki, modlić się o to, by dwulatce starczyło sił. Koszmar, który przeżyła, pewnie będzie zawsze pamiętać, a ojca nikt jej nie przywróci. Ale za sprawą ludzi dobrej woli jest nadzieja – dla niej, dla jej mamy i brata – że jest życie po tej tragedii.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama