„Szybko wyciągnąć wnioski i zapomnieć” – takie motto powinno było przyświecać ekipie Andrzeja Paszkiewicza po nieudanym, pierwszym na wiosnę, wyjeździe. Lubaczowianie przegrali 3:1 w Tarnobrzegu z Siarką, dając się szybko zaskoczyć i później mając spore problemy z powrotem na właściwą dla nich ścieżkę. Kolejne spotkanie także było na obcej ziemi, z rywalem teoretycznie, ale i praktycznie, wyżej notowanym.
Trudno było jednak jednoznacznie wskazać, że to Wiślanie byli faworytem tej potyczki. Z prostej przyczyny: w Skawinie prezentują się gorzej niż na obcej ziemi. Rozegrali tam łącznie 11 meczów, z czego „tylko” 5 wygrali. To jedna z bardziej chimerycznych, ale przez to nieprzewidywalnych ekip w tej lidze. To także jedna z bardzo wielu, która ma poważne problemy, kiedy musi prowadzić atak pozycyjny. Zespół Pogoni-Sokoła został na to przygotowany. I punktował! Trener A. Paszkiewicz miał wreszcie do dyspozycji Mateusza Gula, którego obecność w defensywnej formacji daje pewność i jakość. Wrócił do ofensywnego ustawienia z jesieni, z Oskarem Majdą jako środkowym napastnikiem i błyskotliwymi skrzydłami – Jehorem Chromyczem i Kacprem Chełmeckim. Gospodarze w pierwszych 45 minutach byli bezradni. Zostali sprowadzeni do pozycji horyzontalnej i za bardzo nie wiedzieli, jak się podnieść. Znakomity był zwłaszcza fragment przed upływem pół godziny gry, podczas którego w dwie minuty goście strzelili dwie bramki. Ostatecznie miejscowi dostali trzy ciosy przed zejściem na przerwę i było bardzo wątpliwe, aby mogli wrócić do gry. Co prawda dość szybko w II połowie strzelili pierwszą swoją bramkę, ale na więcej znakomicie taktycznie ustawieni lubaczowianie sobie nie pozwolili. Zapisali na swoim koncie jak najbardziej zasłużoną, drugą w tej rundzie, wygraną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze