Reklama

Znowu Marian

28/02/2023 06:06

KRYMINAŁEK

Zwykle bohaterami kryminałków są typy spod ciemnej gwiazdy, aż tu nagle się okazuje, że mundurowi, którzy ich ustalają i zatrzymują, też nie zawsze są święci. Dwa przykłady z naszego regionu z ostatnich dni. Pewna policjantka od kontaktu z mediami miała wielkiego pecha. Pewnego dnia stawiła się do służby, a tu na wejściu kontrola stanu trzeźwości, no i wyszło, że jest w stanie „po spożyciu” alkoholu, czyli w takim, kiedy jego stężenie w organizmie wynosi między 0,2 i 0,5 promila. Na razie straciła prawo jazdy i została zawieszona, ale zobaczymy, co będzie dalej. Kolejny przykład. Piątego stycznia pewien policjant brał udział w czynnościach dotyczących znalezienia ciała mężczyzny, którego zwłoki ponoć rozszarpały dzikie zwierzęta.

Drastyczne zdjęcie będące dowodem szybko pojawiło się w mediach społecznościowych. Sprawa trafiła do jarosławskiej prokuratury, która prowadzi śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, czyli wymienionego wyżej policjanta. Niestety materiały z takich spraw są poza zasięgiem piszącego kryminałki, więc wracam do szwarccharakterów.

Reklama

Dzisiaj padło na Mariana Z., o którym sąsiedzi mówią brzydko świr, a kolejni dzielnicowi na co drugiej stronie kapownika mają zapisane jego nazwisko. Pisałem o nim kilka lat temu, kiedy zrobił niezbyt udany skok na przedszkole. Po niewielkim wyroku, który – jak widać – niczego Mariana nie nauczył nasz bohater wrócił do dawnego stylu życia.

Pod koniec listopada ubiegłego roku znowu wyciął taki numer, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Będąc w kamienicy, w której mieszka jego znajomy, zauważył, że na drugim piętrze przy wejściu na strych stoi koza, czyli żeliwny piecyk nazywany też burżujką. Zupełnie nowy, bez śladów używania. Marian z miejsca pomyślał o swoim wyziębionym mieszkaniu i stwierdził, że przydałoby się coś takiego na zimę. Wrócił wieczorem, kiedy lokatorzy już spali, albo siedzieli przed telewizorami, ale okazało się, że piecyk jest ciężki i cholernie niewygodny do transportu w pojedynkę.

Reklama

Nie wypadało budzić znajomego i próbował sam. Na półpiętrze Marian potknął się o wyszczerbiony stopień i upadł, a piecyk, z którego wypadły fajerki, przygniótł mu nogę tak paskudnie, że wezwani policjanci, którzy po niego przyjechali, najpierw zawieźli go na SOR, a dopiero później na komendę.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama