Reklama

Zrobił to! Dotarł do Dakaru, wrócił do domu. Przejechał ponad 15 tysięcy kilometrów [ZDJĘCIA]

14 kwietnia br. wyruszył spod słynnej wieży Eiffla. Przed nim było ok. 16 tys. km podróży i przejazd przez kilkanaście krajów. Czas, jaki sobie założył na pokonanie tysięcy kilometrów, to pięć, sześć tygodni. Zrobił to szybciej... Kamil Hejnosz z Sieniawy pokonał motocyklem trasę, jaką kilkanaście lat temu podążali uczestnicy słynnego rajdu Paryż – Dakar! W połowie maja br. wrócił do domu.

Był pierwszym w historii naszego regionu motocyklistą, któremu zamarzyło się zmierzenie z trasą, którą kilkanaście lat temu podążali uczestnicy słynnego rajdu Paryż – Dakar! W przygotowaniach Kamilowi Hejnoszowi z Sieniawy pomagał brat, robiąc generalny przegląd motocykla.

– Dotarcie do Dakaru to pewnie marzenie każdego motocyklisty. Na pewno najtrudniejszymi odcinkami będą te, wiodące przez Saharę Zachodnią i Mauretanię. Jeden z nich liczy pół tysiąca kilometrów przez pustynię. Trzeba go przejechać na raz

Reklama

– stwierdził tuż przed eskapadą. Czego się obawiał najbardziej?

– Defektu motocykla. Nie będę mieć wówczas możliwości ani naprawy, ani zabrania go gdzieś. Będę musiał go tam zostawić i jakoś wrócić do domu. Będę zdany sam na siebie. Doskonale o tym wiem

– podsumował[paywall].

Sieniawa – Paryż – Dakar

Z zapartym tchem podróż Kamila można było śledzić na jego profilu na Facebooku. Kiedy wreszcie dotarł do celu, napisał m.in.:

  • „Rajd Sieniawa – Paryż – Dakar zakończony. Ciężko było tu trafić. Trasa do końca mi nie odpuszczała. Piasek, w którym się kopałem i przewracałem. Potworny upał! Jednak nie odpuściłem. Dotarłem na metę pod tablicę upamiętniającą legendarny rajd. Aby tu dojechać, musiałem pokonać 8 tys. 130 km, potrzebując na to 18 dni. Przyjechałem przez: Polskę, Czechy, Niemcy, Austrię, Lichtenstein, Szwajcarię, Francję, Hiszpanię, Portugalię, Maroko, Saharę Marokańską, Mauretanię i Senegal. Co jest potrzebne, by pokonać taką trasę? Myślę, że chyba nieugięty charakter. Bo nawet najlepszy motocykl sam tutaj nie zajedzie, nawet najlepszego kierowcę motocyklowego, szosowo-offroadowego problemy nie ominą. Co dalej? Chcę tutaj dzień odpocząć. Naprawić, posklejać motocykl. Wymienić olej. A później wracam do domu. Cieszę się, że od teraz z każdym kilometrem będę bliżej domu. Wiem, że to 7 tys. km, ale będzie ubywało. Bogatszy o doświadczenia, które zdobyłem i umiejętności w jeździe liczę, że będzie łatwiej”.

Dakar – Sieniawa

Wrócił. Bez większych problemów. Kapitalnie reklamował Sieniawę, powiat przeworski, Podkarpacie. W domu był 14 maja br., około g. 12.30. Po 35 dniach podróży w różnych warunkach: deszczu, śniegu, upale, porywistym wietrze. Jadąc po drogach asfaltowych, bezdrożach, piasku, kamieniach, glinie czy błocie. Wrócił do domu przez m.in.: Włochy, Monako, Słowenię, Węgry i Słowację. Łącznie pokonał dokładnie 15 tys. 284 km.

Reklama

– Cała trasa była bardzo, bardzo wymagająca. Ale dałem radę i poradziłem sobie. Często zmagając się z różnymi problemami, o których wiem tylko ja i moja rodzina. Afryka, moim zdaniem, to niezbyt bezpieczny kontynent, aby zwiedzać go w pojedynkę. Nikomu tego nie polecę. Zdarzyła się jedna sytuacja, przez którą realnie odczułem, że moje zdrowie, a nawet życie jest realnie zagrożone. O szczegółach nie ma sensu opowiadać. Moim największym przyjacielem w te dni był motocykl. 20-letnia Yamaha tdm 900. W moich rękach od pięciu lat. Kolejny raz mi udowodniła, że mimo swojego wieku i przebiegu, jest w stanie zabrać mnie na koniec świata i przywieźć

– powiedział K. Hejnosz.

Reklama

Bez awarii. Lał i jechał

Na szczęście dla niego obyło się bez awarii.

– Nie przytrafiła się, na szczęście. Lałem paliwo i jechałem. Jedynie co, to w Słowenii, kiedy po ulewie chwilę przerywał. Ale taki problem to nic. Może świece się kończą, może kable gdzieś mają przebicie, a może to czkawka po afrykańskim paliwie, lanym często z butelek. Zalewanych diabli wiedzą skąd. Czułem na plecach, jak cała Sieniawa mi kibicuje, rodzina, bliscy, znajomi

– powiedział z radością w głosie.

Gdy wrócił, miał piękne powitanie ze strony rodziny. Został „oblany” szampanem, podobnie jak... motocykl. W końcu dali radę przejechać 35 dni, mając tylko siebie.

Reklama

– Dziękuję moje firmie za urlop i że nie miałem problemu urwać się z pracy na taki kawał czasu. Dziękuję sponsorom, którzy wsparli moją wyprawę. Każdemu się wydaje, żeby aby spełniać marzenia, trzeba mieć zasobny portfel, nowy, wypasiony motocykl, doposażone w superciuchy kufry i tak dalej. Dla mnie to bzdura. Jeżdżę starym motocyklem, w byle jakich ciuchach. Mam obdarty cały motocykl, a kufry się rozlatują. Nie ma to jednak znaczenia. Ograniczenia są tylko w głowie. Trzeba odkładać na marzenia, a nie odkładać je na później. To najważniejsze

– podsumował K. Hejnosz.

Reklama

Gratulujemy!

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2024 13:02
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości