– Co roku w okresie jesienno-zimowym organizujemy akcję „Wnyki”, która polega na tym, że razem z kolegami obchodzimy lasy w naszym obwodzie łowieckim i szukamy wnyków zastawionych przez kłusowników. Rezultat tegorocznej akcji oburza i przeraża jednocześnie. To straszne, że ludzie mogą być tak okrutni – opowiada Krzysztof Kielar, myśliwy z koła łowieckiego „Żbik”.

fot.Krzysztof Kielar
Ta ciężarna sarna długo konała w męczarniach.
– Dziesiątego lutego byliśmy w łowisku Babice – Krążki – Bachów. Jak zwykle podzieliliśmy się na grupy i poszliśmy w las, w te miejsca, gdzie można się spodziewać, że ktoś zastawił wnyki. Zazwyczaj są to wąwozy, brzegi potoków i ścieżki, którymi zwierzyna chodzi do wodopoju albo na pola uprawne i z powrotem. Tam najczęściej kłusownicy zakładają wnyki. Są to druty lub linki przywiązane do drzewa, zakończone pętlą rozpiętą na gałązce.
Tego dnia na niewielkim terenie, jakieś dwieście metrów od najbliższych zabudowań, znaleźliśmy trzydzieści osiem wnyków, ale to nic, bo znaleźliśmy też sześć zwierząt, które w tych wnykach zginęły. Trzy sarny, w tym dwie ciężarne, dwa lisy i niewielkiego, zadbanego psa, który – jak się później okazało – należał do jednego gospodarza, mieszkającego kilkaset metrów dalej. Dwie sarny złapały się wcześniej, bo widać było, że lisy i wilki już je obgryzły – Kielar pokazuje fotograficzną dokumentację. Niektóre zdjęcia są naprawdę drastyczne.
Kielar tłumaczy. – Zwierzę, biegnąc, wpada w pętlę, która się zaciska, ale nie ginie od razu. Po śladach widać, że walczy o życie, starając się uwolnić. Na korze drzewa, do którego przywiązany jest drut, widać[paywall] głębokie obtarcie, a ziemia dookoła jest zryta i zdeptana. Instynkt zwierzęcia każe mu walczyć do końca. Na przykład lis, który złapie się we wnyki za nogę, potrafi ją sobie odgryźć, żeby się tylko uwolnić. To nieraz trwa dwa, trzy dni.
Bestialstwo, bo jak inaczej można wytłumaczyć takie postępowanie człowieka. Przecież dzisiaj nie ma takiej biedy, żeby trzeba było w ten sposób zdobywać pożywienie. Tym bardziej że mięso zwierzęcia, które zginęło w męczarniach, jest tak zakwaszone, że nie nadaje się do spożycia, a poza tym może być zarażone, bo przecież nikt tego nie bada.
– Dziesiątego lutego myśliwi zgłosili o znalezionych w lesie wnykach i martwych zwierzętach – potwierdza podkomisarz Damian Brzyski z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.
– Jest to kłusownictwo, czyli przestępstwo z artykułu pięćdziesiąt dwa ustawy Prawo łowieckie, zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Na miejscu byli nasi policjanci, którzy zabezpieczyli ślady i wykonali dokumentację. Teraz dochodzenie w tej sprawie prowadzi komisariat w Dubiecku.
– Po naradzie z kolegami z koła „Żbik” postanowiliśmy wyznaczyć nagrodę pieniężną dla tego, kto dostarczy informację pomocną w ustaleniu kłusownika. Można dzwonić pod numer 500 660 650. Zapewniamy pełną dyskrecję – apeluje Kielar. – Ponadto zwracamy się do wszystkich, którzy chodzą po lasach, żeby w przypadku znalezienia wnyków, jeżeli to możliwe, niszczyli je i informowali o tym nas, służby leśne albo policję.

fot.Jacek Szwic
– W takiej pętli z drutu giną zwierzęta – Kielar demonstruje znalezione wnyki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Psów to akurat mi nie żal .Jeszcze powinny złapać właściciela i skazać za to ,że pies się wałęsał .
Ukrucić ten BANDYTYZM !!
Psów to akurat mi nie żal .Jeszcze powinny złapać właściciela i skazać za to ,że pies się wałęsał .