Reklama

– Cieszmy się ruchem, żyjmy zdrowo! – radzi Paweł Kaniecki [ZDJĘCIA]


„Przygotuj się na przekroczenie swoich granic, przeżyj dreszczyk emocji w swoim życiu! Nie ma rzeczy niemożliwych” – m.in. tymi słowami organizatorzy Mistrzostw Europy OCR 2025 (czyli Mistrzostw Europy w biegach przeszkodowych – Obstacle Course Racing) zachęcali tych, którzy zdobyli kwalifikację na wyjątkową rywalizację od 25 do 29 czerwca br. w kompleksie sportowym Centro Desportivo Nacional do Jamor w Oeiras pod Lizboną, stolicy Portugalii. Wśród startujących znaleźli się dwaj przemyślanie – Paweł Kaniecki i Hubert Pelc.


Rozmowa z członkiem ekipy Wataha OCR Przemyśl, właścicielem znanej i lubianej kawiarni „Miejsce Kawa i Zabawa” Paweł Kanieckim.

 

Jak Pan się dostał na tę imprezę?

– Aby tam być, należało albo legitymować się dobrym rezultatem z udziału w mistrzostwach Polski albo innych imprezach, jakie związek bierze pod swoje skrzydła. Można zakwalifikować się do kategorii elite, gdzie ścigają się zawodnicy bez względu na wiek lub do danej kategorii wiekowej. Ja wystartowałem w swojej kategorii wiekowej, czyli 45 – 49 lat, mój kolega Hubert w kategorii 25 – 29 lat. Najstarsi zawodnicy mieli około 60 lat.

Dla Pana to pasja, hobby, styl bycia i życia…?

– Na początku to była forma sprawdzenia się. Ot, taka przygoda. Był 2017 rok. Ale na tyle mi się to spodobało, ta adrenalina, ta trudność, że pomyślałem, iż zacznę być w tym systematyczny. Myślałem, że moim szczytem będą mistrzostwa Polski, tymczasem jestem po starcie w mistrzostwach Europy. Obecnie jest to dla mnie już styl życia. Bo zacząłem zwracać uwagę na to, co i jak jem, jak spędzam czas wolny, jak się regeneruję. Starty za granicą traktuję bardziej jako turystykę. W zeszłym roku byliśmy na przykład z naszą ekipą Wataha OCR na Teneryfie, gdzie wzięliśmy udział w imprezie pod nazwą „Spartan”[paywall].

Reklama

Na swoich mediach społecznościowych pomieścił Pan zdjęcie i opis do niego, że wszystko zaczęło się na boisku Szkoły Podstawowej nr 6 na Kazanowie…

– Tak, to prawda. Tor przeszkodowy zrodził się w mojej głowie, kiedy byłem jeszcze miejskim radnym i była możliwość zgłoszenia inwestycyjnego wniosku do miejskiego budżetu. Wychowałem się na Kazanowie i wiem, że szkolna bieżnia nigdy nie była wykorzystywana. Niewielkim kosztem, bo całość zamknęła się kwotą około 150 tysięcy złotych, co przy kosztach plenerowych siłowni, z których potem i tak niewielu korzysta, nie jest dużym wydatkiem, udało się to wybudować. I wiem, że dzieci z toru korzystają regularnie. W czasie wakacji prowadzimy tam bezpłatne treningi dla młodych i chcących. Mogą teraz robić to, co myśmy robili za młodu, skacząc po drzewach czy trzepakach.

Kiedy po raz pierwszy pokonał Pan profesjonalny tor przeszkód?

– We wspomnianym 2017 roku. Wtedy pojechałem na swój pierwszy Runmageddon. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Miała być zabawa, a było błoto, pot i adrenalina. Było to wyzwanie dla ciała i umysłu. Zauważyłem, że koledzy rywalizują ze sobą. Kto lepiej pokona przeszkodę, kto będzie mieć lepszy czas. Potem już poszło. Wiele biegów, jedne bardziej, drugie mniej udane. Bywało, że wygrywałem, że stawałem na podium. W biegach OCR zawodowstwa jeszcze nie ma, ale poziom amatorski jest absolutnie profesjonalny. Powiem tak: w zasadzie z każdej aktywności da się zrobić sportową dyscyplinę. Są wędkarze, którzy chodzą nad nasz San łowić ryby, ale są inni, którzy jeżdżą po całym świecie na zawody.

Reklama

Co się Panu w tym najbardziej podoba?

– Zawsze byłem aktywny. Wychowałem się na Kazanowie. Tam niedaleko był las, stara strzelnica. Spędzaliśmy tam mnóstwo czasu. Wyrosłem na różnych przeszkodach, które rzeźbią naszą gibkość, szybkość, siłę i spryt. Moim zdaniem to dla młodzieży sport idealny, ogólnorozwojowy. Prosty, bo obarczony niskim ryzykiem kontuzji czy urazów, ale zarazem wymagający myślenia.

Pana najtrudniejszy bieg?

– Ostatni, ten w Portugalii. Był najtrudniejszy, jeśli chodzi o sposób pokonywania przeszkód. Organizatorzy wrócili do korzeni. Większość przeszkód należało pokonywać siłowo. Ale wciąż także pamiętam ubiegłoroczny Runmageddon w Myślenicach na dystansie 42 kilometrów.

Reklama

Jest Pan sam dla siebie trenerem?

– Tak. Kiedy założyłem stowarzyszenie w Przemyślu, z miejsca zapisaliśmy się do związku. Sam zrobiłem certyfikację trenerską. Po to, aby móc prowadzić zajęcia, ale i sam przed sobą być w porządku. Biegi przeszkodowe pozwalają się rozwinąć w trzech poziomach: można poprawić swoje wyniki biegowe, siłowo-kalisteniczne, ale także wzmocnić układ nerwowy. Bardzo często balansowanie na przeszkodach czy wiszenie głową w dół powoduje, że ten nasz układ zaczyna zupełnie inaczej pracować. Można ten sport uprawiać w dowolnym wieku i o dowolnej porze. Najznamienitszym przykładem na przemyskim podwórku jest Kazimierz Kuropatwa. Z tym człowiekiem powinny być organizowane lekcje wychowania fizycznego w szkołach. To gigant. Najważniejszy jest ruch. Cieszmy się nim, żyjmy zdrowo! Kto chce, niech rywalizuje, kto nie chce, niech uprawia to dla samego siebie. Wiem, że młodzież da się zainteresować ruchem, ale warto się zastanowić nad tym, że może dzisiejsza młodzież chce innego ruchu, niż myśmy mieli.

Gdyby chciał Pan teraz zwizualizować raz jeszcze te biegi pod Lizboną, to jak je Pan widzi?

– Wystartowałem w dwóch biegach, Hubert w jednym. Na dystansie 3 kilometrów zająłem 22. miejsce. Hubert w biegu na 15 kilometrów był 25. Wystartowałem również w biegu na 15 kilometrów, ale utrata opaski za niepokonanie przeszkody poskutkowała wynikiem poza klasyfikacją. Do czołówki jeszcze mi sporo brakuje, ale mam dopiero 45 lat! Trasa była bardzo dobrze oznaczona. Przeszkody pod względem trudności były przeplatane. Na początek były te bardziej siłowe. Po to, aby nas zmęczyć, odebrać sporo energii. Bliżej mety, czyli w tak zwanym miasteczku, na jakieś 400, 500 metrów przed nią, są umiejscawiane te najtrudniejsze pod względem technicznym przeszkody. Tam zawsze jest najwięcej kibiców. W tej dyscyplinie możesz prowadzić przez cały dystans, a wygraną stracić na kilka metrów przed metą.

Reklama

Kiedy się Panu odechce?

– To podobnie jak z kawą. Co roku są jej nowe zbiory, co roku pojawiają się inne detale, które pozwalają nam tę kawę parzyć w inny sposób. Już tak się uzależniłem od tej adrenaliny, że ani mi to w głowie. Już we wrześniu nasza ekipa Wataha OCR Przemyśl rywalizować będzie w zawodach indywidualnych oraz drużynowych zarówno podczas mistrzostw Polski, jaki i mistrzostw świata w Szwecji.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/07/2025 20:08
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości