W Krzywczy odbyło się jubileuszowe spotkanie w EtnoIzbie, która powstała dokładnie pięć lat temu. Obiekcie, które stworzyli Małgorzata i Janusz Dachnowiczowie. – Od tamtej pory przewinęły się przez niego setki gości. Były spotkania autorskie i artystyczne, dawne obrzędy przywracane pamięci, muzyka, literatura, historia i zwyczajne ludzkie rozmowy. Byli artyści, regionaliści, pisarze, społecznicy i ludzie, którzy po prostu chcieli pobyć razem – powiedziała M. Dachowicz.
Są miejsca, których nie mierzy się metrami. Mierzy się je liczbą spotkań, rozmów, powrotów i ludzi, którzy zostawili w nich cząstkę swojej historii. Taka właśnie jest EtnoIzba w Krzywczy. Urodzinowa impreza miała być spotkaniem ludzi, którzy przez te lata współtworzyli jej historię. I była. Zainaugurowała ją gospodyni, czyli M. Dachnowicz. Na ekranie pojawiło się pięć lat zamkniętych w obrazach – od remontu i narodzin tego miejsca, poprzez kolejne wydarzenia artystyczne i obrzędowe, spotkania autorskie i wszystkie te chwile, dzięki którym niewielka izba stała się przestrzenią znacznie większą, niż wskazywałyby jej ściany.
A potem zabrzmiała muzyka. To już domena przyjaciół obiektu Małgorzaty i Witolda Stankiewiczów. Przy blasku świec, wśród jubileuszowych dekoracji, złotych i miedzianych refleksów stworzyła się atmosfera, której zaplanować się nie dało.
Pustelnik Jano
I właśnie w takim klimacie rozpoczęło się spotkanie z gościem specjalnym – pustelnikiem Jano, człowiekiem, którego życiorys brzmi jak opowieść z innego świata. Mając zaledwie 24 lata, pozostawił za sobą miasto i życie, które proponował mu współczesny świat. Wybrał Bieszczady. Samotność. Prostotę. Życie człowieka, który zamiast zdobywać kolejne rzeczy, postanowił zmierzyć się z samym sobą. Przez lata Bieszczady stały się dla niego nie tylko domem. Stały się przestrzenią wewnętrznej wędrówki – medytacji, zmagań z własną niedoskonałością, ale również zgody na własne człowieczeństwo. Tam odnalazł żywego Chrystusa i tam dojrzewała droga, którą później opisał w swojej mistycznej autobiografii, prowadząc czytelnika przez siedem mieszkań duszy ku idei Christoforos – człowieka niosącego Chrystusa.
– Jano mówił jednak nie tylko o duchowości. Były Bieszczady żywe, niepokorne i pełne niezwykłych ludzi. Była bieszczadzka bohema, artyści i samotnicy, były opowieści o organizowanych od lat Zlotach Leśnych Ludzi – spotkaniach tych, którzy Bieszczady wybrali nie tylko na miejsce zamieszkania, lecz potraktowali jak sposób życia i tworzenia własnej kultury
– wyjaśniła M. Dachnowicz...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 59% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze