Ratownicy medyczni, gdy przyjeżdżają na miejsce wezwania, nie wiedzą z kim i z czym się spotkają. Raz byli świadkami, jak próbowano upozorować czyjś wypadek, żeby zatuszować śmiertelne pobicie. Innym razem im grożono i pobito. Takie sytuacje nie są rzadkością w tym zawodzie. Minister sprawiedliwości chce surowszego karania sprawców podobnych przestępstw.
Zbigniew Ziobro zapowiedział bardziej restrykcyjne traktowanie agresorów po tym, jak w Bydgoszczy amerykański operator filmowy Matthew L. zaatakował ratownika medycznego i policjantów. Do podobnego zdarzenia doszło całkiem niedawno, bo pod koniec sierpnia, w Dubiecku. Pijany Brytyjczyk zdemolował wnętrze karetki i zaatakował ratownika.
Oczywiście myli się ten, kto uważa, że tylko obcokrajowcy są agresywni wobec załogi pogotowia ratunkowego. – Jeszcze do niedawna jeździłem w karetce i nie było dnia, żebym nie był obrażany albo skur..wany – mówi [paywall]Rafał Kijanka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu. – Często jest to agresja nie fizyczna, a słowna. Na porządku dziennym są groźby: znam tego i tego, ty już jutro nie pracujesz – dodaje Marek Janowski, rzecznik przemyskiego pogotowia. Obaj mają za sobą kilkanaście lat pracy w tym zawodzie. – Niejednokrotnie pacjenci usiłują w ten sposób wymusić transport do szpitala. Kiedy ratownik ocenia, że nie ma stanu do natychmiastowej hospitalizacji, wtedy się zaczyna nagrywanie telefonem, straszenie mediami i znajomościami – wyjaśnia.
Któregoś dnia ratownicy zostali wezwani do dobrze już im znanego mieszkania na Zasaniu. Bywali tam często ze względu na awantury i późniejsze obrażenia uczestników tych zajść. Tym razem któryś z nich zaatakował także ratownika. – Został uderzony pięścią w twarz. Skończyło się wyrokiem roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata – mówi M. Janowski.
Najbardziej niebezpieczne są sytuacje, gdy ktoś jest pod wpływem alkoholu, narkotyków lub dopalaczy. Albo nawet popijają jakąś substancję alkoholem. W slangu nazywani są weekendowymi pacjentami. – Oni są najbardziej agresywni i nieobliczalni. Nie panują nad sobą do tego stopnia, że pięciu policjantów i dwóch ratowników może mieć problem z utrzymaniem młodego chłopaka i zabezpieczeniem go, żeby sam sobie nie zrobił krzywdy, na przykład, żeby nie bił głową o ścianę albo o beton czy asfalt – opowiada R. Kijanka.
Czasem problem przenosi się na oddział ratunkowy. – Mieliśmy sytuację, że taki człowiek z nożem gonił po oddziale ratowniczkę – wspomina dyrektor pogotowia.
– Takie historie są wpisane w ten zawód – mówią ratownicy. Kiedy jest naprawdę groźnie, wzywają policję. Ale do czasu przyjazdu patrolu są zdani wyłącznie na siebie. Tak było w jednej z miejscowości powiatu przemyskiego. Ratownicy zostali wezwani do zasłabnięcia mężczyzny na weselu. – Zima, oblodzona droga, noc. Ratownicy przyjechali po 30 minutach – opowiada M. Janowski. – Jeden z gości, który stale przyjmował leki, tego dnia ich nie zażył, wypił alkohol, tańczył. Doszło do zawału i zatrzymania akcji serca. Nikt nie podjął resuscytacji, a po czterech minutach w mózgu następują nieodwracalne zmiany. Ratownicy reanimowali go ponad godzinę, a więc dłużej niż nakazują procedury. Wokół wianuszek pijanych ludzi i ratownicy słyszą za plecami: jak on k.... nie przeżyje, to wy stąd nie wyjdziecie. Dopiero gdy przyjechała policja i to z większą ekipą, to przerwali reanimację i mogli wyjść – relacjonuje.
Weselnicy stali się agresywni, a nikt z nich nie pomyślał, że pacjent nie powinien pić alkoholu, a gdy już doszło do zatrzymania akcji serca, że należy uciskać klatkę piersiową. – W takiej sytuacji, jeśli nikt nie prowadził resuscytacji, po 30 minutach podjęte przez nas działania tak naprawdę nie przyniosą już rezultatu – zaznacza dyrektor pogotowia.
– Innym razem mieliśmy wezwanie na Starówkę, że kobieta spadła ze schodów w kamienicy – opowiada jeden z ratowników. – Szybko przyjechaliśmy na miejsce, bierzemy cały sprzęt i wbiegamy do budynku. Ale tam nikogo nie ma. Myślimy: fałszywe wezwanie. Upewniamy się, czy na pewno dobry adres. I słyszymy na górze jakieś szuranie i głos: już są, już są. No to idziemy. Co się okazało? Zmarła kobieta pobita na melinie. Chłopy wymyślili, że zrzucą trupa z góry i powiedzą, że spadła i się zabiła. Tylko przyjechaliśmy za szybko i przyłapaliśmy ich, jak wynoszą zwłoki z mieszkania – wspomina.
Ludzie zapominają, że ratownicy medyczni w czasie wykonywania czynności służbowych są funkcjonariuszami publicznymi i agresja wobec nich jest karana z urzędu. W praktyce bywa różnie. – W Przemyślu policja podchodzi do takich spraw poważnie – zaznacza M. Janowski.
Z. Ziobro chce, żeby sądy orzekały kary bezwzględnego pozbawienia wolności, a prokuratorom zalecił, aby wszczynali postępowania w takich sprawach nawet po doniesieniach medialnych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ziobro to ignorant, nie wie na czym świat stoi.
nie trzep już kapucyna bo wytrzepałeś szare komórki do cna