Edyta i Krzysztof Ryznarowie walczą o zdrowie 6-letniej córki Patrycji.
Patrycja rozwijała się prawidłowo, była okazem zdrowia. Aż pewnego dnia, w 9. miesiącu życia, zaczęła gwałtownie wymiotować. Pierwsze wyniki badań nic nie wykazały, ale lekarze zdecydowali się na zrobienie USG głowy. Okazało się, że jest tam guz o wielkości 6,5 cm, który spowodował wodogłowie. – Gdy trzy miesiące wcześniej robiliśmy USG głowy, było wszystko w porządku. Guz urósł w tym czasie – mówi pani Edyta.
Błyskawicznie trafili do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. – Jej stan wizualny był bardzo dobry, przywitano nas dość chłodno, uspokajano, żeby nie robić paniki. Okazało się, że była to ostatnia chwila, kiedy mogliśmy tam trafić. Kwestia życia i śmierci córki rozegrała się w ciągu kilkunastu godzin – relacjonuje mama dziewczynki.
Choć diagnozy były niekorzystne, rodzice się nie poddali. Najpierw walczyli o jej życie, teraz starają się przywrócić jej jak największą sprawność. Wiedzą, że guz to bomba z opóźnionym zapłonem, ale nie tracą nadziei. Aby zapewnić córce jak najlepszą opiekę i rehabilitację, pan Krzysztof zrezygnował z pracy. – Patrycja jest bardzo dzielna. Nigdy się na nic nie skarży, nigdy nie mówi, że ją coś boli, choć dobrze wiemy, że to wszystko jest bolesne – mówią rodzice.
Choroba dziecka zweryfikowała wiele spraw w życiu Ryznarów, ich przyjaźnie oraz własne małżeństwo. – Zawsze znajdowali się ludzie, którzy pomagali – mówi pani Edyta. – Choroba dziecka jest bardzo ciężka dla trwałości rodziny. Bardzo często ludzie nie są w stanie sobie z tym poradzić. Ja się bardzo cieszę, że nam się udało – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze