Ogromny hałas, regularne nocne pobudki, kłęby kurzu w mieszkaniach to tylko niektóre z niedogodności, z którymi od lat muszą się borykać mieszkańcy Krównik w gminie Przemyśl. Ich domostwa sąsiadują z terenem, na którym jedna z firm świadczy usługi spedycyjno-przeładunkowe. Walczą o spokój, ale na razie to walka z wiatrakami. Prowadzona dokumentacja posłużyłaby na napisanie książki, a dowody zarejestrowane na filmach pozwalają zrozumieć ich słowa: – Tu się nie da żyć!
Kiedy sołtys Krównik Franciszek Bazanowski wyciągnął teczkę z całą korespondencją w tej sprawie, można było się pogubić w mnogości próśb, monitów, pism, kierowanych od lat przez mieszkańców do przeróżnych – wydawać by się mogło – władnych do wydania decyzji instytucji. Teczka spęczniała od nijakich, wymijających odpowiedzi, które sporządzone zostały na odwal się, na potrzebę chwili. Jak to, niestety, zwykle bywa w takich kontrowersyjnych przypadkach[paywall].

Problem istnieje od początku prowadzenia działalności przez kolejne firmy z tzw. branży spedycyjnej na rampie przeładunkowej w Krównikach. Czyli od ok. 20 lat. Ale owa rampa stworzona została znacznie wcześniej. Wybudowana została pod koniec lat 50. ubiegłego wieku z myślą o przeładunku produktów rolnych. Z PRL-u do Związku Radzieckiego. Do przeładunków nigdy tam nie doszło. Rampa została. W 1969 r. została zagospodarowana pod potrzeby tworzonej w Krównikach jednostki wojskowej, która zaczęła funkcjonować w 1971 r. Zlikwidowano ją po zmianie ustroju w Polsce, w 2000 r.
– Współpraca pomiędzy dowództwem jednostki a mieszkańcami układała się wzorowo. Żyliśmy jak jedna rodzina. Spotykaliśmy się na różnych świętach, wspólnie kolędowaliśmy, wspólnie obchodziliśmy sylwestry. Wpierała nas w sprawach gospodarczych czy sportowych. Niektórzy żołnierze grali nawet w naszym Wiarze. Ludzie zaczęli się budować, bo atmosfera i panujący spokój zdecydowanie do tego zachęcały
– wspomina pan Franciszek.
Koszmar – zdaniem F. Bazanowskiego – zaczął się z chwilą, kiedy tereny po wojsku zostały sprzedane. Rampa przeładunkowa i tory trafiły pod skrzydła PKP (obecnie właścicielem rampy jest spółka PKP Nieruchomości Kraków, właścicielem torów jest PKP PLK SA). A kolej zdecydowała się na wydzierżawienie rampy. Pierwsza firma przeładunkowa zaczęła działać w 2002 r.
– Pierwsze pisma, które wskazują na uciążliwości, powstały już w 2003 roku. Nazwy dzierżawiących firm się zmieniały, działalność nie. Pisma trafiały na biurka między innymi Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska czy Polskich Kolei Państwowych
– wyliczył F. Bazanowski, który sołtysem Krównik jest od 2019 r., ale mieszka w tej miejscowości od 1985 r. Owe pismo sprzed ponad 20 lat mówi o uciążliwościach związanych z hałasem i zapyleniem, czyli z tym, z czym mieszkańcy borykają się do dzisiaj. Od tego czasu powstały dziesiątki pism z prośbami o pomoc. Nic (na razie) nie dały. Owszem, były prowadzone badania hałasu, ale wcześniej firma została poinformowana, że takowe zostaną przeprowadzone. Były kontrole wpływu prowadzonej działalności na środowisko, ale także po uprzednim powiadomieniu dzierżawcy. Wszystko oczywiście było w porządku, więc prowadzone sprawy były umarzane.
– Po wybuchu wojny w Ukrainie mieliśmy spokój. Przez dwa miesiące. Potem wszystko wróciło do normy. Ba, z tygodnia na tydzień hałas się zwiększał. Ten huk słychać choćby w Łuczycach czy Siedliskach. Kilka kilometrów stąd. Nie ma znaczenia pora, choć zwiększa się po godzinie 15. Czyli wówczas, kiedy urzędy są już pozamykane. Jak zaczną przerzucać w nocy, pobudka gwarantowana. I tak dzień w dzień. Poza tym potwornie się kurzy. Nie można otworzyć okna. Mój dom jest w odległości około 80 metrów od rampy, ale są takie, które z tym terenem bezpośrednio graniczą. Od maja zaczęliśmy to zgłaszać na policję, ta przyjeżdża. Zgłoszeń jest już ponad 150. Jak niespodziewanie coś walnie, to od razu chowają się do radiowozu. Pytam ich, dlaczego, skoro my musimy z tym żyć? Oczywiście sporządzają notatkę, podejmują temat, bo z urzędu muszą wszcząć postępowanie. I na tym się kończy. Sprawy są umarzane, bo nie wyczerpują znamion wykroczenia. I tak w kółko Macieju
– powiedział sołtys Krównik.

Mieszkańcy, jeśli chcieliby, są skazywani na wniesienie sprawy do sądu z powództwa cywilnego. Ale nikt nie będzie ryzykować, bo to i kosztowne, i długotrwałe.
– Nie godzę się z tym! Pytam dlaczego? Dlaczego nie może złożyć tego policja? Okazuje się, że może, ale musiałem za tym pochodzić i napisać szereg pism. Efekt jest taki, iż postępowanie zostało wznowione, a policja – jak mnie zapewniono – ma przygotować dokumentację do skierowania sprawy na drogę sądową. Można? Można
– wytłumaczył F. Bazanowski.
Sprawą bardziej zainteresowały się władze powiatu przemyskiego i gminy wiejskiej Przemyśl.
– Podjęta została uchwała Rady Gminy Przemyśl, dotycząca ograniczenia emisji hałasu i ograniczenia pracy urządzeń, które ten hałas wywołują. Miała takie uprawnienia. Po uzyskaniu akceptacji wojewody podkarpackiego dzierżawca terenu zostanie zobowiązany do bezwzględnego podporządkowania się tej decyzji. Dzieje się więc coraz lepiej i mam nadzieję, że wreszcie wróci do nas względny spokój
– podsumował sołtys Krównik.
Obecnym dzierżawcą terenu jest spółka „Rentrans East” z siedzibą w Przemyślu. Świadczy usługi spedycyjno-przeładunkowe na granicy z Ukrainą (przejście kolejowe w Medyce). Jej oferta obejmuje m.in. usługi przeładunkowe: wyrobów stalowych, węgla, kruszyw i innych towarów sypkich, towary w workach, big-bagach, paletyzowane i w kartonach, sortowanie towarów sypkich czy magazynowanie towarów w magazynach zamkniętych i na utwardzonych placach składowych. Przez kilka dni próbowaliśmy się skontaktować z tą firmą, chcąc prosić o ustosunkowanie się do zarzutów przedstawionych przez mieszkańców Krównik. Niestety, bez rezultatu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze