Ze stodoły dobiega głos operowej śpiewaczki, o północy kilkaset osób tańczy poloneza, a na scenie teatralnej widzowie zamieniają się z aktorami, żeby zmienić bieg wydarzeń. Raz w roku Gorajec, wioska licząca zaledwie kilka domów, gdzie nie dojeżdża autobus i nie ma nawet sklepu, staje się kulturowym centrum Europy.
Folkowisko – festiwal sztuk wszelkich – skupił ludzi z zakątków świata i kraju, by na wiele sposobów zajmować się kulturą ludową Galicji polskiej, ukraińskiej i hiszpańskiej. Cztery dni pomieściły masę wydarzeń w legendarnym już, leniwym rytmie. Tutaj nie przychodzi się, żeby stać i patrzeć na scenę. Każdy robi swoje – śpiewa, dyskutuje, słucha, ogląda, jeździ, gra. Na warsztatach mówi się za siebie i o sobie, angażuje, działa, dzieli się i zmienia rzeczywistość. Dla znajdujących się na środku tego ulu wrażenie harmonii jest niezwykłe[paywall].
fot.Justyna Zając
Koncert lwowskiego zespołu Joryj Kłoc.
– Oprócz zabawy to poruszanie ważnych kwestii społecznych. Uczymy się, czym jest kultura wiejska i doświadczenie życia poza dużymi miastami. Oczywiście nie tworzymy czystej rekonstrukcji kultury ludowej. Pomysły, metody i sposoby wypróbowujemy z sąsiadami i innymi mieszkańcami. Chodzi o to, by nie bać się eksperymentów.
Przez cztery dni przewijali się wolontariusze z Polski, Meksyku, Kanady, Czech, Hiszpanii, Ukrainy, Niemiec. Dlaczego tu przyjechali? Dla Katarzyny i Krystyny z Pragi, studentek etnologii i folklorystyki, Folkowisko to nie tylko impreza. – Ludzie tutaj to nasza polska rodzina, która pozostaje w sercu. Działanie tutaj udowadnia, że folklor żyje – mówią. Festiwal Folkowisko zrodził się za sprawą Marcina i Mariny Piotrowskich. Postanowili w rocznicę ślubu zawsze się spotykać.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wyjątkowy festiwal, niepowtarzalna atmosfera, ludzie z pasją. Byłem, widziałem wrócę! Niech żyje Folkowisko!
W oczy rzuca się szczególnie radość ludzi i ogromna ilość dzieci, czy istnieje taki drugi festiwal gdzie można zobaczyć tyle dzieci, na dodatek uczestniczących w różnego rodzaju warsztatach?
Miejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny. Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy. Świadkowie okrucieństwa sprzed 70 lat w Rudce podkreślają, że emocje i pamięć tego, co przeżyli, pozostaną w nich na zawsze. Jednak jak twierdzą, ich intencją nie jest rozdrapywanie ran, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na Ukrainie, ale zbrodnia pozostaje zbrodnią i wymaga przeproszenia ze strony sprawców. Tymczasem żadnego takiego gestu nie widać po drugiej stronie, co sprawia, że do autentycznego pojednania wciąż daleko. Mariusz KArtykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/77033,zapomniec-nie-wolno.html
To co tam się dzieje to nie da się tego opisać zwykłymi słowami, tam po prostu trzeba być, widzieć to i słyszeć to i poczuć tą atmosferę tego magicznego miejsca, miejsca w którym zapomina się o wszystkim co nas przytłacza, takiej atmosfery i takich ludzi jak tam z różnych zakątków świata nie spotyka się na co dzień.
Najpiękniejszy i najbardziej przyjazny festiwal na jakim byłem z rodziną, wracam za rok i już liczę dni!
Wyjątkowy festiwal, niepowtarzalna atmosfera, ludzie z pasją. Byłem, widziałem wrócę! Niech żyje Folkowisko!
W oczy rzuca się szczególnie radość ludzi i ogromna ilość dzieci, czy istnieje taki drugi festiwal gdzie można zobaczyć tyle dzieci, na dodatek uczestniczących w różnego rodzaju warsztatach?
Miejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny. Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy. Świadkowie okrucieństwa sprzed 70 lat w Rudce podkreślają, że emocje i pamięć tego, co przeżyli, pozostaną w nich na zawsze. Jednak jak twierdzą, ich intencją nie jest rozdrapywanie ran, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na Ukrainie, ale zbrodnia pozostaje zbrodnią i wymaga przeproszenia ze strony sprawców. Tymczasem żadnego takiego gestu nie widać po drugiej stronie, co sprawia, że do autentycznego pojednania wciąż daleko. Mariusz KArtykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/77033,zapomniec-nie-wolno.html