Ok. 300 osób brało udział w akcji ratunkowej po wypadku autokaru w Leszczawie Dolnej. W Przemyślu podsumowano prowadzone działania. Słowa pochwały popłynęły nie tylko w kierunku służb, ale i mieszkańców Leszczawy.
Bilans katastrofy ukraińskiego autobusu przedstawia się następująco: 3 osoby zginęły, 11 osób zostało ciężko rannych, 27 poszkodowanych zakwalifikowano do transportu w drugiej kolejności, a 13 z obrażeniami powierzchownymi zostało przewiezionych do szkoły podstawowej w Leszczawie, gdzie zorganizowano im opiekę do czasu przyjazdu karetek.
– W akcji uczestniczyło 62 strażaków zawodowych, 45 druhów OSP, 96 policjantów, 41 ratowników[paywall] medycznych pogotowia ratunkowego, 35 ratowników Bieszczadzkiej Grupy GOPR i 12 osób ze strony samorządu gminy i powiatu – wyliczył mł. bryg. Grzegorz Latusek, rzecznik komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu.
Przemyski SOR przyjmuje na co dzień ok. 90 – 100 pacjentów. Tego wieczoru musiał przyjąć dodatkowych 32 poszkodowanych. – Było to dla nas poważnym wyzwaniem logistycznym. Myślę, że dobrze udało nam się z tego wywiązać – powiedział Piotr Marciniak, kierownik SOR szpitala wojewódzkiego w Przemyślu.
Małgorzata Chomycz-Śmigielska, kierownik Biura Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności w starostwie powiatowym określiła zarządzanie kryzysowe jako układanie puzzli, w którym każdy element musi się zgadzać. – I tutaj wszystko zagrało – oceniła.
Na policjantach spoczywały natomiast żmudne wielogodzinne oględziny miejsca zdarzenia oraz zabezpieczenie przedmiotów poszkodowanych. – Do chwili obecnej tylko jeden bagaż nie został odebrany – powiedział inspektor Paweł Filipek, zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Rzeszowie.
Przedstawiciele służb pozytywnie oceniali przebieg akcji ratunkowej. Pochwały spłynęły również w kierunku samorządu gminy Bircza. – Wielkie słowa uznania dla samorządu gminy Bircza za tak sprawną organizację pomocy – powiedział Rafał Kijanka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu.
Do wypadku odniósł się również wójt gminy Bircza Grzegorz Gągola. – Chciałbym podziękować mieszkańcom Leszczawy Dolnej i pani dyrektor szkoły, która pomimo później pory udało się otworzyć szkołę, sprawnie przeprowadzić działania ratownicze i pomóc poszkodowanym. Często wystarczały zwykłe, ciepłe gesty. Mieszkańcy zachowali się wzorowo – mówił wójt.

fot.Paweł Bugira
Pomoc dla poszkodowanych organizowali dyspozytorzy: Grzegorz Piekarski, Marek Hataś i Barbara Turczak (nieobecna na konferencji).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A personel SOR serdecznie dziękuje za bezinteresowną pomoc panu Ratownikowi med. G.Pietnicy, który w ramach wolnotariatu wspomagał dyżurujący w tym trudnym czasie zespól pielęgniarek i rat.med. w SORze.
Akcja sprawna, ale czy zostały podjęte jakieś działania, aby zapobiec kolejnym tragediom? Czy czekamy na kolejny raz? Przez kilkadziesiąt lat nikt nie zrobił praktycznie nic poza postawieniem kolejnych znaków z ograniczeniem prędkości. Długi prosty odcinek drogi z kilkuprocentowym spadkiem jezdni sprzyja, a wręcz zachęca do rozpędzania szczególnie ciężkich pojazdów do niebezpiecznej prędkości. Jak mówią kierowcy auto samo idzie, a im cięższe tym lepiej nabiera prędkości na zjeździe z górki. Jak kierowca dostrzeże, że znaki ograniczające prędkość nie stoją tam od parady (jak wiele na naszych drogach) zwykle jest już za późno. Można przecież wybudować stosunkowo tanim kosztem 100-150 metrów przed zakrętem coś w rodzaju szykany (tak jak na torach wyścigowych) wymuszającej wytracenie prędkości w bezpieczny sposób. Jest na to nawet sporo miejsca.
A może należy pójść za przykładem Przemyśla i udało by się sytuację opanować .„INTELIGENTNA ZEBRA” JEST JUŻ W PRZEMYŚLUhttp://tvpodkarpacka.pl/inteligentna-zebra-jest-juz-w-przemyslu/Energia do podświetlenie z paneli i wiatraczka jak w wielu przypadkach.
A personel SOR serdecznie dziękuje za bezinteresowną pomoc panu Ratownikowi med. G.Pietnicy, który w ramach wolnotariatu wspomagał dyżurujący w tym trudnym czasie zespól pielęgniarek i rat.med. w SORze.
Brawo Rafał
Akcja sprawna, ale czy zostały podjęte jakieś działania, aby zapobiec kolejnym tragediom? Czy czekamy na kolejny raz? Przez kilkadziesiąt lat nikt nie zrobił praktycznie nic poza postawieniem kolejnych znaków z ograniczeniem prędkości. Długi prosty odcinek drogi z kilkuprocentowym spadkiem jezdni sprzyja, a wręcz zachęca do rozpędzania szczególnie ciężkich pojazdów do niebezpiecznej prędkości. Jak mówią kierowcy auto samo idzie, a im cięższe tym lepiej nabiera prędkości na zjeździe z górki. Jak kierowca dostrzeże, że znaki ograniczające prędkość nie stoją tam od parady (jak wiele na naszych drogach) zwykle jest już za późno. Można przecież wybudować stosunkowo tanim kosztem 100-150 metrów przed zakrętem coś w rodzaju szykany (tak jak na torach wyścigowych) wymuszającej wytracenie prędkości w bezpieczny sposób. Jest na to nawet sporo miejsca.