O nauce gry w tenisa, kondycji tego sportu w Przemyślu i innych sprawach rozmawiamy z instruktorem szkoły tenisa Adamem Drysiem.
Kiedy zacząć przygodę z tenisem?
– Nawet dzisiaj! Nie ma ograniczeń, dzieci 4-letnie mogą zacząć się uczyć wybranych rzeczy, później łatwiej im przychodzi nauka na poważnie. Początkowy etap to wyrabianie cech koordynacyjnych i wyczucia. 50 procent nauki, 50 procent zabawy. Byle nie było tak, że to rodzicowi zależy bardziej niż dziecku. Kiedyś 5-letnia dziewczynka zapytała mnie: jak mam sobie z tym wszystkim dać radę? Miała kółko teatralne, plastyczne, tenis, basen, angielski... Rodzice, wyluzujcie! Dzieci, które mają mnóstwo zajęć, nie potrafią się skoncentrować, są zmęczone, nie traktują tego jak frajdę tylko pracę do wykonania, a to mało zachęcające. Niech dziecko ma 1 – 2 zajęcia dodatkowe, które mu się najbardziej podobają, a będą i efekty, i zadowolenie.
Są już jakieś perełki wśród Twoich podopiecznych?
– Ważne, żeby dzieci było coraz więcej, aby gra w tenisa stawała się zajęciem masowym, wówczas pojawią się i perełki. Dopiero po pierwszym meczu na punkty widać, jak dzieci reagują na współzawodnictwo. Niektóre aż się rwą do tego. Tenis jest jak pojedynek. Jeden na jednego, wychodzisz na kort i wygrywasz albo przegrywasz.
Czyli to sport dla indywidualistów lubiących dreszczyk emocji?
– Przy grze zawodniczej tak. Rywalizacja, turnieje, punkty, rankingi – niektórych to bardzo wciąga. Ale inni mają z gry po prostu czystą, rekreacyjną przyjemność. Każdy może grać, niekoniecznie na punkty, mieć dobre samopoczucie, spędzać czas aktywnie, a nie każdy musi jeździć po Polsce czy świecie i zdobywać punkty w rankingach.
Ile czasu musimy poświęcić na naukę gry?
– Zależy, jaki efekt chcemy osiągnąć. Aby wyjść na kort i w miarę poprawne odbijać z rodziną czy znajomymi, wystarczy kilka lekcji. Bez podstaw prawdopodobnie tylko się nabiegamy, piłki będą lądowały w Sanie albo za żywopłotem, a to mocno zniechęca. Tenis to trudny technicznie sport. Żeby poprawnie technicznie grać na punkty, nawet na poziomie amatorskim, trzeba trochę więcej pracy włożyć w swoje umiejętności. Sukces zależy od czasu spędzonego na korcie.
A co z internetowymi tutorialami?
– W przypadku samouczków nie mamy żadnej informacji zwrotnej, przekazują wiedzę w jedną stronę. Tutorial nie widzi naszych poczynań na korcie. Każde uderzenie ma kilka, kilkanaście typowych błędów, które mogą się przydarzyć początkującym i średnio zaawansowanym. Instruktor musi je określić i korygować, dlatego jego obecność na początku jest bardzo potrzebna. Do tego jest potrzebne dobre oko. Niektóre materiały w internecie są świetne, ale nie zastąpią rzetelnej pracy człowieka.

Zaczynać lepiej indywidualnie czy grupowo?
– Można w parach, grupie czy indywidualnie. Jednego stresuje grupa, drugiego nakręca, inny może chcieć mieć trenera tylko dla siebie. W Przemyślu się przyjęło, że nauka tenisa musi się opierać o lekcje indywidualne. Na przykład w Szwecji podstawą są zajęcia grupowe. Są bardziej dostępne i uczymy się grać z różnymi zawodnikami. Gra tylko z instruktorem może być w pewnym momencie ograniczająca. Zdecydowanie lepiej mieć bogatsze doświadczenie, mierzyć się z różnymi osobami.
Jak się ma tenis w naszym mieście?
– Spójrzmy prawdzie w oczy. Przemyśl nie liczy się na zawodniczej mapie tenisa w Polsce. Mam ciekawy przykład. Wczoraj trenowałem z chłopcem, który będzie w następnym roku bardzo blisko pierwszej 10 w Polsce w kategorii do 14 lat – to osiągnięcie okupione tytaniczną pracą zawodnika, trenerów i rodziców... Pochodzi z Ujkowic, ale na stałe trenuje w Stalowej Woli. W Przemyślu nie ma warunków do rozwoju, chociażby ze względu na brak kortów krytych. Osiągnięć sportowych nie ma od pewnego czasu, a perspektywa ich pojawienia się w przyszłości wydaje się mglista. Tenis amatorski, rekreacyjny, ma się natomiast bardzo dobrze. Korty są pełne, mój grafik jest pełny, nie brakuje ludzi, dla których gra w tenisa to główne hobby i pasja. Pod tym względem jest świetnie.
Jest szansa na rozkręcenie?[paywall]
– Chciałbym, aby było jeszcze więcej grających w tenisa. Jestem przekonany, że uda się to rozruszać, że zawodników będzie przybywać, że uczyć się będą setki dzieci i dorosłych, aby ten sport był coraz bardziej popularny. To misja mojej szkoły, dlatego też organizuję lekcje pokazowe w szkołach, przedszkolach, by zarazić innych bakcylem! Kilkaset dzieci w Przemyślu miało już okazję zagrać w tenisa nieodpłatnie w ramach działań promocyjnych Szkoły Tenisa.
A jak się rozpoczęła Twoja przygoda z tenisem?
– Tato zabrał mnie na kort, gdy miałem 8 lat. W latach 90. nie było wiele możliwości, ale na kortach była prężna sekcja. Treningi prowadzili trenerzy: Wojtanowski i Forst. Na kortach było wiele osób takich jak panowie Malik, Gawlik albo mój tato, którzy dawali młodzieży bardzo dobry przykład i cenne rady. (Jeżeli kogoś pominąłem to przepraszam, na pewno pamiętam i szanuję). Gdy miałem 17 lat, zrobiłem uprawienia instruktorskie. Od wielu lat nauka gry w tenisa jest moim jedynym źródłem dochodu. 3 lata temu wyjechałem do Norwegii, pracowałem w Norweskiej Akademii Tenisowej jako trener, potem manager. Teraz jestem na miejscu, organizuję Szkołę Tenisa, a 3 dni w miesiącu spędzam w klubie tenisowym w Halden w Norwegii.
Czy to jest fajne?
– Jest bardzo fajne. To piękny i przyjemny sport. Może być zaskakująco, gdy pierwszy raz się spotykamy z piłką lecącą w naszą stronę. Ale gdy się uczy po kolei, krok po kroku, z czasem zaczynamy grać płynnie, poznane elementy zaczynają się zazębiać i gra sprawia nam przyjemność. Ja na korcie nigdy nie czuję się jak w pracy, pracuję z przyjemnością. Czuję, że pomagam innym i jestem spełniony zawodowo (nawet jak na korcie jest 50 stopni w słońcu).

fot.zbiory własne
Niedawno grupa dzieci i młodzieży z Halden w Norwegii przyjechała na obóz tenisowy do Przemyśla. Miasto zrobiło na nich wielkie wrażenie i będą tu wracać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy..... to zespół już upadł, teraz tenis ??
.... to zespół już upadł, teraz tenis ??