Dziwna rzecz, te Oscary – niby wewnętrzna amerykańska sprawa (bo w końcu tamtejsza Akademia Filmowa je przyznaje), a tyle różnorodnych emocji na całym świecie wywołują. Niby to branżowa impreza pracowników filmu, a jednak tylu ludzi z zapartym tchem ją śledzi.
Jednak jak się dobrze zastanowić, to tylko pozornie niezwykłe postępowanie. Prawie 80 lat temu w pewnym mieście pewnego kraju też zorganizowano dziwną wystawę sztuki: zgromadzono na niej największe dzieła malarskiej awangardy Europy. Były tam obrazy Chagalla, Kandinsky’ego, Klee, Noldego, Picassa, Metzingera czy Mondriana – razem ponad 600 absolutnie genialnych płócien zgromadzonych w jednym miejscu, a każde z nich to marzenie miłośnika sztuki.
Jednak, jako że ich wymowa nie pasowała do panującej ideologii, opatrzono je wulgarnymi i ironicznymi komentarzami, tak, by nikomu się przypadkiem nie spodobały. Tłumnie odwiedzająca wystawę publiczność znajdowała się w nieco schizofrenicznej sytuacji: chłonęli swymi oczami arcydzieła i jednocześnie swymi uszami słyszeli, że to twory zdegenerowane. I choć tak właśnie ową wystawę nazwano – „zdegenerowaną sztuką” („Entartete Kunst”) – to jednak prezentowane na niej dzieła przetrwały do dziś, zaś o dumnym i pewnym siebie organizatorze wystawy, malarzu Adolfie Zieglerze (był przyjacielem innego Adolfa – również malarza), nie pamięta dziś prawie nikt. Takie to miałem skojarzenie w tę Oscarową noc.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.jak zwykle świetny artykuł, celna i trafiająca w sedno puenta, nic dodać, nic ująć.
jak zwykle świetny artykuł, celna i trafiająca w sedno puenta, nic dodać, nic ująć.