Katolicki znaczy powszechny. Nauka Jezusa o wszechogarniającym miłosierdziu i Królestwie Bożym (życiu wiecznym) obejmuje wszystkich bez wyjątku. W tym – drogi mój katoliku – ciebie. Biegasz brachu do kościoła. Nie dalej niż w Wielki Czwartek jakżeś przeżywał religijno-estetyczno- artystyczne uniesienia w parafii Miłosierdzia Bożego.
Jakież perliły się w twoich oczach łzy wzruszenia, gdyś w kadzidlanych dymach prosił o duchowe wsparcie. A gdyś nieopatrznie po mszy włączył samochodowe radio, jakaż była twoja reakcja na wiadomość o zamknięciu granic Polski nawet dla garstki ludzi, uciekających z własnego kraju przed koszmarem wojny? Ucieszyłeś się.
– A tak. Ucieszyłem się. Islamscy fanatycy wysadzają się w brukselskim metrze, zabijają ludzi, a ja mam być powszechny? Współczujący? Gościnny? Boję się o własne mieszkanie, rodzinę. Za dużo problemów do rozwiązania na domowym podwórku. Nie mam siły i ochoty zajmować się innymi. Średnio wierzę w potencjał samoobronny rodzimego państwa, abym spokojnie patrzył na nowych przybyszów. Do odreagowania frustracji wystarczy mi drugi Polak. Wszak piekło mamy w kraju niezgorsze. Po co na dokładkę innowiercy i ich świątynie? Być może nie miałbym z nimi problemu, ale jednak potencjalne zarzewie konfliktu tliłoby się nieustannie.
Tylko czasem, przyznaję, dręczy mnie myśl, może sumienie, czy moje usprawiedliwienia mają jeszcze coś wspólnego z katolicyzmem? Z polską mutacją katolicyzmu na pewno tak. Ale czy z Ewangelią? Nie wiem. Nie wiem...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.PISoBOLSZEWIA nie ma żadnych wątpliwości :)
PISoBOLSZEWIA nie ma żadnych wątpliwości :)