Były skład opału przy Siemiradzkiego to miejsce widmo. To, że grasują tu szczury i kuny, wiadomo od dawna. Okazuje się jednak, że w opuszczonych budynkach pomieszkują bezdomni. Losem dwóch mężczyzn i kobiety zainteresowali się już radny Maciej Kamiński oraz dyrektor MOPS Tomasz Baran.
Ulica Siemiradzkiego łączy Dworskiego z Mickiewicza. Usytuowane przy niej bloki, niegdyś wojskowe, dziś zarządzane przez wspólnoty, są odnowione, a ich otoczenie staranie pielęgnowane. Z obrazem tym kłóci się inny – zgoła odmienny. Mowa o dawnym składzie opału. – Jak wygląda to miejsce, każdy widzi. Obraz nędzy i rozpaczy. Grasują tu szczury, kuny, Bóg jeden raczy wiedzieć, co jeszcze – skarżą się mieszkańcy bloków. Do niedawana na ulicy rosły drzewka samosiejki. Tyle co je wyrwano. A było jeszcze gorzej. W sprawie uporządkowania terenu po dawnym składzie opału interweniował w UM w sierpniu 2016 r. radny PiS Maciej Kamiński.
W konsekwencji właściciel 95-arowej działki zobowiązał się do wykonania prac porządkowych oraz zadbania o drzewa na posesji – spróchniałe i nadłamane gałęzie, zwisające nad chodnikiem, stanowiły zagrożenie dla pieszych. Drzewa usunięto. W odpowiedzi otrzymanej przez M. Kamińskiego z UM jest również mowa o przywróceniu walorów estetycznych otoczeniu. Czy je przywrócono? Otóż nie – uważają mieszkańcy. – Wystarczy spojrzeć na firmę Baczy i ten nieszczęsny plac, i porównać wygląd obu miejsc – proponują.
Okazuje się, że skala problemu jest dużo większa. W budynkach na terenie dawnego składu opału pomieszkują bezdomni. Dwóch mężczyzn i kobieta. Przy czym jeden z mężczyzn oraz kobieta trzymają się razem, drugi – Józef Górka – żyje samotnie. I to właśnie Józek – jak mówi o sobie – nie tyle wyciąga rękę po pomoc (nie zwracał się o nią choćby do MOPS), co z pewnością ją przyjmie.
Pytany o to kilkukrotnie, wymownym gestem pokazuje na otoczenie wokół siebie. Ruderę, w której nocuje (od trzech lat), wypełniają po brzegi śmieci, a gąszcz krzaków na zewnątrz nijak się ma do przydomowego ogródka. Na sznurku przeciągniętym od muru do muru wisi pranie, tak czyste, że aż nie pasuje do tego miejsca. Ponieważ jedyna w okolicy studnia jest zepsuta, mężczyzna musi nosić wodę z Rynku. Tym bardziej daje do myślenia widok zadbanych ubrań. Do niedawna na sznurku wietrzyły się kołdry. Górka wspomina zresztą o nich, zagadnięty o to, jak przetrwał mrozy.
– W zimie przychodzili do mnie ze straży miejskiej. „Józek, żyjesz?” – pytali. Odpowiadałem: „Żyję” – stwierdza. –Jednak co to za życie?– dodaje. Po czym opowiada o czasach sprzed składu węgla. – Miałem żonę. Pojechałem do Francji. Wróciłem, już było inaczej. […] Mieszkałem z bratem. Jeździłem na granicę, wracałem w nocy, brat zaczął mnie wyganiać. Musiałem się usunąć. […] W schronisku byłem. Wiem, co to znaczy i nie chcę więcej do schroniska. Wynająłem sobie po schronisku mieszkanie na Grodzkiej, porobiłem remonty, ale musiałem się wyprowadzić. Zbieram butelki, puszki, złom – przechodzi do chwili obecnej. – Idę do sióstr na Kapitulną, wypiję herbatę, zjem kanapkę. Chciałbym pracować. 33 lata z przerwami mam przepracowane. Z zawodu jestem murarz tynkarz – kończy opowieść.
Dodajmy, że jedyny syn nie może Józka przyjąć. Widziałby go w schronisku. Tak przynajmniej twierdzi Józek. Mężczyzna jest schorowany i nie najmłodszy. Ponoć nie pije. Straż miejska twierdzi jednak, że nie do końca tak jest. Przy czym strażnicy wyraźnie zaznaczają – nie można skreślić człowieka. Losem Józka oraz dwojga innych bezdomnych zainteresowali się już radny Maciej Kamiński oraz dyrektor MOPS Tomasz Baran.

fot.Aleksandra Białoń
Wśród tego bałaganu stoi czyściutkie, starannie wyszorowane pranie.
Oczywiste, że mój rozmówca – mam na myśli Józka – powiedział o sobie to, co chciał powiedzieć. Nie ukrywam, że nie ma we mnie huraoptymizmu, jeśli chodzi o finał tej historii. Jest jednak nadzieja. Ukierunkowana dwutorowo. Po pierwsze – na samego bohatera tekstu. Dzisiaj wegetuje w urągających ludzkiej godności warunkach i nie chce zamieszkać w schronisku, odrzucając tym samym szansę wyjścia z bezdomności. Pragnie jednak odmienić swoje nędzne położenie. I chwała mu za to. Po drugie – na instytucje, czytelników i wszelkich ludzi dobrej woli. Można bowiem oceniać, krytykować, albo pochylić się nad losem drugiego człowieka, nawet jeśli ma on skomplikowany życiorys.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No cóż , takich Józków jest wielu , widzę to u siebie na posesji niemal codziennie. Schroniska ( Br, Albertyni , Caritas ,PCK) be, bo tam nie można chlać mikstury sporządzonej z wielu składników , najchętniej płyn hamulcowy z dodatkami , trzeba się myć lub kąpiel a to raczej niepotrzebna czynność , trzeba zjeść posiłek skromny ale podany na czas i estetycznie, trzeba się przebrać w czyste ubrania , ale po co jak można łazić miesiącami w jednych i śmierdzieć jak capy ale co tam ze smrodu jeszcze nikt nie umarł. Przecież litujecie się nad Józkiem i innymi podobnymi osobnikami niepotrzebnie , oni waszej pomocy nie potrzebują i świadomie odrzucają , po prostu jest to ich sposób na bycie i życie. I naprawdę , tu apel do Życia , litujcie się nad ludźmi naprawdę potrzebującymi , biednymi , chorymi samotnymi lub w hospicjach a nie na włóczykijach którzy nigdy nie zbrukali się uczciwą pracą a wybrali taki a nie inny styl życia i co ważne jest im z tym dobrze, Dodam że chętnie wybrali by posiłek np. w Caritas gdyby do posiłku głównego zupy z wkładką mięsną w formie załącznika dodawano flaszeczkę czystej , czasem w ostateczności piwo. Czytam to z zażenowaniem : facet jeszcze stosunkowo młody , rozwiedziony , ma syna , brata . był we Francji , handlował , posiadający dobry zawód (wszędzie może dostać pracę jako murarz), ponoć schorowany , pytam na jakie choroby?, a litościwe Życie opisuje ckliwą opowieśc o prawdziwym bezdomnym , aż łezka się ciśnie , ba apeluje o pomoc. A więc droga redakcjo myślę że możecie pomagać , podobnie jak ten pan radny ale z własnej kieszeni , również ci wszyscy których ta opowieść o ponoć (nie) pijącym leniu dogłębnie wzruszyła, obyście się szybko nie wyleczyli z tej radości pomocy takim bliźnim. Jak chcecie , to apel do redakcji i tego radnego, możecie takich józków włóczykijów nazywanych bezdomnymi znaleść i spotkać dużo więcej np. często nocują w starym budynku Pomony przy ul. Czarnieckiego przy okazji pan radny zobaczy a Życie opisze w jaim stanie znajduje się zabytkowy budynek austriackich koszar ( przy samym Dworcu PKP) , obecnie kolejna przemyska ruina, wstyd , po prostu wstyd dla miasta Chomy i tej całej rady -bezrady.budynek dawnych austriackic
he he bardzo dobra odpowiedź , pan redaktor jak wielu jemu podobnych szuka tematu ale żeby zapytać kogoś co sie zna to już problem bo jak to przecież w naszym kraju wszyscy wszystko wiedzą najlepiej a w szczególności media , no i po interwencji czy wypocinach pana "redaktora" zainteresował się radny ? ha pewnie weźmie gościa na chatę ;] umyje , nakarmi da 10zł i klepnie go w D...
jak radny Kaminski sie zajmuje to napewno kosciol sie zainteresuje
Jestem wzruszony losem Pana Józefa a zwłaszcza wrażliwością i empatią pani AB piszącej ten artykuł. Trzy lata człowiek mieszka niemalże pod balkonem pani piszącej, musi przetrwać siarczyste mrozy a ona wyciąga jego problem dopiero teraz. Gdzie przez te wszystkie lata była pani Aleksandra i jej troska o los bohatera artykułu. Czy zaglądnęła choć raz po sąsiedzku zapytać czy ma wszystko co potrzeba aby przeżyć do rana gdy był środek zimy. A może po prostu Pan Józek został najzwyczajniej w świecie wykorzystany z powodu braku tematów by wypełnić wczorajsze wydanie gazety?
Jest przeciez syn a to jego zasrany obowiązek zapewnic ojcu w miarę godne życie
Tytułem wyjaśnienia... O tym, że ów człowiek pomieszkuje (mieszka to za duże słowo) w byłym składzie węgla trzy lata wiem od kilku dni. Od niego samego.
Dodam jeszcze, że jeśli atakuje się kogoś z imienia i nazwiska, w dodatku ujawniając, gdzie ten ktoś mieszka (pytanie jakim prawem?), warto byłoby samemu się przedstawić, co więcej podać swój adres zamieszkania! Pójść w takie miejsce nie jest łatwo, człowiek nie wie czy np. nie spotka się agresją. Jakoś nikt wcześniej tam się nie wybrał. Pytałam kilkakrotnie mojego rozmówcę czy chce pomocy. Odpowiedział: \"A pani by nie chciała, żyjąc tak jak ja?\" Strażnicy miejscy przychylili się do zdania, że warto spróbować pomóc. Znają przypadki bezdomnych, którzy wyszli na prostą. Proponuję zatem w powyższym kontekście wzruszać się wyłącznie losem bohatera. Pozdrawiam.
Haha dobre dobre Alekdandra daje rade a raczej Sandra bo nie lubi jak jej Ola wolaja zawsze slizga sie na czyims grzbiecie i jej wypociny czytam jako taka zabarwiona komizmem opowiazdke z zabitej dziury
Koleżanko, co mówisz nie, autorką tekstu nie jest osoba, o której myślisz/piszesz. Nie jednemu psu Burek.
W odpowiedzi na to co powyżej pisze pani AB przypominam, że jeśli się człowiek zdecydował pisać artykuły w prasie i brać za to pieniądze to stał się osobą publiczną znaną czytelnikom z imienia i nazwiska i musię się liczyć ze słowami krytyki własnego postępowania w wymiarze publicznym. Jeśli to pani ma przynieść ukojenie to dodam, że mój widok z balkonu jest bardzo bliski pani widokowi. Natomiast nie przekonuje mnie strach pani przed agresją bezdomnych ludzi ale aby w przyszłości moc się realizować na polu niesienia im pomocy proponuje zwrócić się o asystę do straży miejskiej. Oni też będą zapewne wiedzieli w jakich innych miejscach można spotkać podobnych Panów Józków. A bohaterowi tekstu życzę jak najlepiej i stałego zainteresowania swoim losem ze strony pani Aleksandry i gazety.
No cóż , takich Józków jest wielu , widzę to u siebie na posesji niemal codziennie. Schroniska ( Br, Albertyni , Caritas ,PCK) be, bo tam nie można chlać mikstury sporządzonej z wielu składników , najchętniej płyn hamulcowy z dodatkami , trzeba się myć lub kąpiel a to raczej niepotrzebna czynność , trzeba zjeść posiłek skromny ale podany na czas i estetycznie, trzeba się przebrać w czyste ubrania , ale po co jak można łazić miesiącami w jednych i śmierdzieć jak capy ale co tam ze smrodu jeszcze nikt nie umarł. Przecież litujecie się nad Józkiem i innymi podobnymi osobnikami niepotrzebnie , oni waszej pomocy nie potrzebują i świadomie odrzucają , po prostu jest to ich sposób na bycie i życie. I naprawdę , tu apel do Życia , litujcie się nad ludźmi naprawdę potrzebującymi , biednymi , chorymi samotnymi lub w hospicjach a nie na włóczykijach którzy nigdy nie zbrukali się uczciwą pracą a wybrali taki a nie inny styl życia i co ważne jest im z tym dobrze, Dodam że chętnie wybrali by posiłek np. w Caritas gdyby do posiłku głównego zupy z wkładką mięsną w formie załącznika dodawano flaszeczkę czystej , czasem w ostateczności piwo. Czytam to z zażenowaniem : facet jeszcze stosunkowo młody , rozwiedziony , ma syna , brata . był we Francji , handlował , posiadający dobry zawód (wszędzie może dostać pracę jako murarz), ponoć schorowany , pytam na jakie choroby?, a litościwe Życie opisuje ckliwą opowieśc o prawdziwym bezdomnym , aż łezka się ciśnie , ba apeluje o pomoc. A więc droga redakcjo myślę że możecie pomagać , podobnie jak ten pan radny ale z własnej kieszeni , również ci wszyscy których ta opowieść o ponoć (nie) pijącym leniu dogłębnie wzruszyła, obyście się szybko nie wyleczyli z tej radości pomocy takim bliźnim. Jak chcecie , to apel do redakcji i tego radnego, możecie takich józków włóczykijów nazywanych bezdomnymi znaleść i spotkać dużo więcej np. często nocują w starym budynku Pomony przy ul. Czarnieckiego przy okazji pan radny zobaczy a Życie opisze w jaim stanie znajduje się zabytkowy budynek austriackich koszar ( przy samym Dworcu PKP) , obecnie kolejna przemyska ruina, wstyd , po prostu wstyd dla miasta Chomy i tej całej rady -bezrady.budynek dawnych austriackic
he he bardzo dobra odpowiedź , pan redaktor jak wielu jemu podobnych szuka tematu ale żeby zapytać kogoś co sie zna to już problem bo jak to przecież w naszym kraju wszyscy wszystko wiedzą najlepiej a w szczególności media , no i po interwencji czy wypocinach pana "redaktora" zainteresował się radny ? ha pewnie weźmie gościa na chatę ;] umyje , nakarmi da 10zł i klepnie go w D...
jak radny Kaminski sie zajmuje to napewno kosciol sie zainteresuje