Reklama

Bezdomny mężczyzna pomieszkuje w byłym składzie węgla. Możesz pomóc?

02/08/2017 19:15

Były skład opału przy Siemiradzkiego to miejsce widmo. To, że grasują tu szczury i kuny, wiadomo od dawna. Okazuje się jednak, że w opuszczonych budynkach pomieszkują bezdomni. Losem dwóch mężczyzn i kobiety zainteresowali się już radny Maciej Kamiński oraz dyrektor MOPS Tomasz Baran.

Ulica Siemiradzkiego łączy Dworskiego z Mickiewicza. Usytuowane przy niej bloki, niegdyś wojskowe, dziś zarządzane przez wspólnoty, są odnowione, a ich otoczenie staranie pielęgnowane. Z obrazem tym kłóci się inny – zgoła odmienny. Mowa o dawnym składzie opału. – Jak wygląda to miejsce, każdy widzi. Obraz nędzy i rozpaczy. Grasują tu szczury, kuny, Bóg jeden raczy wiedzieć, co jeszcze – skarżą się mieszkańcy bloków. Do niedawana na ulicy rosły drzewka samosiejki. Tyle co je wyrwano. A było jeszcze gorzej. W sprawie uporządkowania terenu po dawnym składzie opału interweniował w UM w sierpniu 2016 r. radny PiS Maciej Kamiński.

W konsekwencji właściciel 95-arowej działki zobowiązał się do wykonania prac porządkowych oraz zadbania o drzewa na posesji – spróchniałe i nadłamane gałęzie, zwisające nad chodnikiem, stanowiły zagrożenie dla pieszych. Drzewa usunięto. W odpowiedzi otrzymanej przez M. Kamińskiego z UM jest również mowa o przywróceniu walorów estetycznych otoczeniu. Czy je przywrócono? Otóż nie – uważają mieszkańcy. – Wystarczy spojrzeć na firmę Baczy i ten nieszczęsny plac, i porównać wygląd obu miejsc – proponują.

„Raj” dla bezdomnych

Okazuje się, że skala problemu jest dużo większa. W budynkach na terenie dawnego składu opału pomieszkują bezdomni. Dwóch mężczyzn i kobieta. Przy czym jeden z mężczyzn oraz kobieta trzymają się razem, drugi – Józef Górka – żyje samotnie. I to właśnie Józek – jak mówi o sobie – nie tyle wyciąga rękę po pomoc (nie zwracał się o nią choćby do MOPS), co z pewnością ją przyjmie.

Pytany o to kilkukrotnie, wymownym gestem pokazuje na otoczenie wokół siebie. Ruderę, w której nocuje (od trzech lat), wypełniają po brzegi śmieci, a gąszcz krzaków na zewnątrz nijak się ma do przydomowego ogródka. Na sznurku przeciągniętym od muru do muru wisi pranie, tak czyste, że aż nie pasuje do tego miejsca. Ponieważ jedyna w okolicy studnia jest zepsuta, mężczyzna musi nosić wodę z Rynku. Tym bardziej daje do myślenia widok zadbanych ubrań. Do niedawna na sznurku wietrzyły się kołdry. Górka wspomina zresztą o nich, zagadnięty o to, jak przetrwał mrozy.

– W zimie przychodzili do mnie ze straży miejskiej. „Józek, żyjesz?” – pytali. Odpowiadałem: „Żyję” – stwierdza. –Jednak co to za życie?– dodaje. Po czym opowiada o czasach sprzed składu węgla. – Miałem żonę. Pojechałem do Francji. Wróciłem, już było inaczej. […] Mieszkałem z bratem. Jeździłem na granicę, wracałem w nocy, brat zaczął mnie wyganiać. Musiałem się usunąć. […] W schronisku byłem. Wiem, co to znaczy i nie chcę więcej do schroniska. Wynająłem sobie po schronisku mieszkanie na Grodzkiej, porobiłem remonty, ale musiałem się wyprowadzić. Zbieram butelki, puszki, złom – przechodzi do chwili obecnej. – Idę do sióstr na Kapitulną, wypiję herbatę, zjem kanapkę. Chciałbym pracować. 33 lata z przerwami mam przepracowane. Z zawodu jestem murarz tynkarz – kończy opowieść.

Reklama

Dodajmy, że jedyny syn nie może Józka przyjąć. Widziałby go w schronisku. Tak przynajmniej twierdzi Józek. Mężczyzna jest schorowany i nie najmłodszy. Ponoć nie pije. Straż miejska twierdzi jednak, że nie do końca tak jest. Przy czym strażnicy wyraźnie zaznaczają – nie można skreślić człowieka. Losem Józka oraz dwojga innych bezdomnych zainteresowali się już radny Maciej Kamiński oraz dyrektor MOPS Tomasz Baran.


fot.Aleksandra Białoń
Wśród tego bałaganu stoi czyściutkie, starannie wyszorowane pranie.

Reklama

Tytułem komentarza

Oczywiste, że mój rozmówca – mam na myśli Józka – powiedział o sobie to, co chciał powiedzieć. Nie ukrywam, że nie ma we mnie huraoptymizmu, jeśli chodzi o finał tej historii. Jest jednak nadzieja. Ukierunkowana dwutorowo. Po pierwsze – na samego bohatera tekstu. Dzisiaj wegetuje w urągających ludzkiej godności warunkach i nie chce zamieszkać w schronisku, odrzucając tym samym szansę wyjścia z bezdomności. Pragnie jednak odmienić swoje nędzne położenie. I chwała mu za to. Po drugie – na instytucje, czytelników i wszelkich ludzi dobrej woli. Można bowiem oceniać, krytykować, albo pochylić się nad losem drugiego człowieka, nawet jeśli ma on skomplikowany życiorys. 


fot.Aleksandra Białoń
AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    prprzemyski obserwator - niezalogowany 2017-08-02 22:36:07

    No cóż , takich Józków jest wielu , widzę to u siebie na posesji niemal codziennie. Schroniska ( Br, Albertyni  , Caritas  ,PCK) be,  bo tam nie można chlać  mikstury sporządzonej z wielu składników  , najchętniej płyn hamulcowy z dodatkami , trzeba się myć lub kąpiel a to raczej niepotrzebna czynność , trzeba zjeść posiłek skromny ale podany na czas i estetycznie, trzeba się przebrać w czyste ubrania , ale po co jak można łazić miesiącami  w jednych  i śmierdzieć jak capy ale co tam ze smrodu jeszcze nikt nie umarł. Przecież litujecie się nad Józkiem i innymi  podobnymi osobnikami  niepotrzebnie , oni waszej pomocy nie potrzebują i świadomie odrzucają , po prostu jest to ich sposób na bycie i życie. I naprawdę , tu apel do Życia , litujcie się nad ludźmi naprawdę potrzebującymi , biednymi , chorymi samotnymi lub w hospicjach a nie na włóczykijach którzy nigdy nie zbrukali się uczciwą pracą a wybrali taki a nie inny styl życia i co ważne  jest im z tym dobrze,  Dodam że chętnie wybrali by posiłek np. w Caritas gdyby do posiłku głównego zupy z wkładką mięsną  w formie załącznika  dodawano  flaszeczkę czystej , czasem  w ostateczności piwo.  Czytam to z zażenowaniem : facet jeszcze stosunkowo młody , rozwiedziony , ma syna ,  brata . był we Francji , handlował , posiadający  dobry zawód (wszędzie może dostać pracę jako murarz), ponoć schorowany , pytam na jakie choroby?, a litościwe Życie opisuje ckliwą opowieśc o prawdziwym bezdomnym , aż łezka się ciśnie , ba apeluje o pomoc. A więc droga redakcjo myślę że możecie pomagać , podobnie jak ten pan radny ale z własnej kieszeni , również ci wszyscy których ta opowieść o ponoć (nie) pijącym leniu dogłębnie wzruszyła,  obyście się szybko nie wyleczyli z tej radości pomocy  takim bliźnim. Jak chcecie ,  to apel do redakcji i tego radnego,  możecie takich józków  włóczykijów nazywanych bezdomnymi  znaleść i spotkać dużo więcej np. często nocują w starym budynku Pomony przy ul. Czarnieckiego przy okazji pan radny  zobaczy  a  Życie opisze w jaim stanie znajduje się zabytkowy  budynek austriackich koszar ( przy samym Dworcu PKP) , obecnie kolejna przemyska ruina, wstyd , po prostu wstyd dla miasta  Chomy i tej całej rady -bezrady.budynek dawnych austriackic

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    leklerk - niezalogowany 2017-08-02 22:48:31

    he he bardzo dobra odpowiedź , pan redaktor jak wielu jemu podobnych szuka tematu ale żeby zapytać kogoś co sie zna to już problem bo jak to przecież w naszym kraju wszyscy wszystko wiedzą najlepiej a w szczególności media , no i po interwencji czy wypocinach pana "redaktora" zainteresował się radny ? ha pewnie weźmie gościa na chatę ;] umyje , nakarmi da 10zł i klepnie go w D...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    cd - niezalogowany 2017-08-03 08:04:07

    jak radny Kaminski sie zajmuje to napewno kosciol sie zainteresuje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama