Jest jednym z niekwestionowanych zwycięzców tegorocznych wyborów samorządowych. W mieście, w którym dominuje orientacja prawicowa, został ponownie wybrany na burmistrza już w pierwszej turze i to z ogromną przewagą nad konkurentami, a na dodatek jego ugrupowanie uzyskało większość w radzie miasta. O poprzedniej kadencji, kampanii wyborczej i planach na przyszłość rozmawiamy z Waldemarem Paluchem.
Jakie doświadczenie wyniósł Pan z tych czterech lat mijającej kadencji? Z czego jest Pan szczególnie dumny, co natomiast można by zrobić lepiej?
– To były cztery bardzo trudne dla mnie lata, do czego muszę otwarcie się przyznać. Musiałem w krótkim czasie poznać mnóstwo regulacji prawnych oraz sposób funkcjonowania samorządu, a także opanować mechanizmy zarządzania miastem To było zderzenie z ogromem spraw, o których wcześniej, przyznam szczerze, nie miałem pojęcia. Jestem dumny z tego, że pozytywne zmiany w mieście przyspieszyły. Kosztowało to wiele wysiłku, analizy tego, czego chcą mieszkańcy i tego, co jest możliwe do wykonania. Dziś to mieszkańcy mają wpływ na to, co znajdzie się w budżecie miasta. Ja, za pomocą podległych mi instytucji, pomagam realizować proponowane oddolnie zadania. Mieszkańcy to docenili, sprawiając mi tym samym wielką satysfakcję na koniec kadencji[paywall] .
W ostatnich tygodniach można było odnieść wrażenie, że sprawa skargi strażników miejskich na komendanta Ilica jest czymś, co urząd chce zamieść pod dywan. Stąd moje pytanie, czy i kiedy wyniki wewnętrznej kontroli ujrzą światło dzienne? Jaka jest przyszłość Witolda Ilica na stanowisku komendanta straży miejskiej? I czy sama Straż Miejska w Jarosławiu ma przyszłość?
– Cztery lata temu straż nie funkcjonowała jak należy, dlatego rozważaliśmy zasadaność finansowania formacji, która nie spełnia swojego zadania. Przyznaję, że nie do końca jestem zadowolony z wyników jej pracy. Powinna działać jeszcze aktywniej. Jednak jej funkcjonowanie zmieniło się od momentu, gdy komendantem został pan Witold Ilic. Lista zarzutów, którą otrzymałem od pracowników straży miejskiej, to wyraz tego, że nie wszystkim spodobały się aktywność komendanta i podniesienie wymagań. Sformułowane pod jego adresem zarzuty musiałem przeanalizować bardzo dogłębnie od strony prawa pracy.. Uważam, że odpowiedzialność za zaistniałą sytuację ponoszą obie strony. Rozmawiałem zarówno z komendantem, jak i z pracownikami i mogę powiedzieć, że rzeczywiście niektórych rzeczy w straży nie powinno być. Musimy jednak znaleźć nić porozumienia, bo rozwiązanie sytuacji wymaga współpracy komendanta z podległymi mu pracownikami. Na razie dałem im czas, by do tego doprowadzić. Jeśli się uda, to jest szansa, aby straż miejska funkcjonowała dalej.
Jednym z problemów zakończonej kampanii była sprawa nieprawidłowości w MOSiR. Sama prezentacja problemu miała kontekst polityczny, ale prokuratorskie postępowanie to fakt. Czy pańskim zdaniem jarosławski MOSiR funkcjonuje poprawnie?
– To była sprawa o wyraźnym tle politycznym. Czas poruszenia tych kwestii nie był przypadkowy. Kłopoty pracowników MOSiR wynikają najczęściej z tego, że działali na rzecz dobra ośrodka. Dla przykładu: moją decyzją, ale i decyzją moich poprzedników hala może być udostępniana nieodpłatnie na zawody o randze ogólnokrajowej. Dziś robi się z tego zarzut niegospodarności, bo hala powinna być wynajmowana odpłatnie. A przecież impreza to nie tylko hala, to także obłożenie hotelu, to także promocja, bo w mieście odbywa się wydarzenie sportowe wysokiej rangi. Mamy się z tego cieszyć, czy mamy mówić, że to jest coś złego? Generalnie jestem zadowolony z tego, jak działa MOSiR, choćby dlatego, że hotel, który na początku kadencji przynosił straty, dziś wypracowuje zysk
Kampania wyborcza była raczej spokojna – zgodzi się Pan? Jak postrzega ją Pan z perspektywy wygranego?
– Według mnie kampania to nie miesiąc czy dwa przed wyborami. Wynik wyborów wypracowuje się z perspektywy burmistrza przez cztery lata. I po tym okresie poddaje się dokonania pod osąd wyborców. Mieszkańcy ocenili moją pracę bardzo pozytywnie, oddając tak liczne głosy na moją osobę. Wzmocnili także mój mandat do rządzenia, wybierając radnych, których rekomendowałem, radnych z drużyny Palucha. Ostatnie dwa tygodnie kampanii miały niestety epizody gry nie fair. Mówię tu o podpaleniu jednego z moich banerów w kilkunastu miejscach. Gdyby nie szybka reakcja ludzi, gdyby nie odpowiednie materiały użyte do wykonania tego baneru, to tak naprawdę mogłaby się spalić cała kamienica. Czy aż tak powinniśmy walczyć ze sobą?
W radzie jest sporo nowych twarzy, zwłaszcza wprowadzonych przez Pański komitet. Czego spodziewa się burmistrz po nowej radzie, jaka ona będzie?
– W moim przekonaniu w samorządzie nie powinno być polityki uprawianej na wzór rozgrywek na szczeblu centralnym. Nie potrzebna nam decyzji wymuszanych dyscypliną partyjną, nie potrzeba nam odgórnych decyzji, co i kiedy jest najlepsze dla Jarosławia. Trzeba nam współpracy wszystkich sił dla rozwiązywania naszych lokalnych problemów. Nie jest to łatwe, ale jest to możliwe. To, z czego się cieszę i z czego jestem dumny, to fakt, że w tej drużynie są osoby reprezentujące różne dziedziny, w tym liczni działacze społeczni, którzy tu mieszkają i chcą naprawdę dobra dla naszego miasta.
Czy ten Pański legendarny PR ma znaczenie na lokalnej scenie politycznej? Czy korzystanie z nowoczesnych form komunikacji jak Facebook to ważny element sprawowania władzy?
– Nie boję się rozmów, kontaktów z ludźmi, czego, mam wrażenie, zabrakło moim poprzednikom. Drzwi do mojego gabinetu przez ostatnie cztery lata stały zawsze otworem. Organizowaliśmy też spotkania otwarte, na których każdy mógł zadać pytania. Czy to mamy nazywać PR-em? To, że uruchomiliśmy konto urzędowe na portalu społecznościowym, to nie jest kwestia PR-u, tylko kwestia informowania mieszkańców o tym, co działo się na terenie naszego miasta, na co wydatkowane są ich pieniądze, jakie decyzje podejmowali radni – bo oni się tym nie chwalili. Czy pójdę o krok dalej i skorzystam z Tweetera? Nie sądzę, wolę zaoszczędzony na tweetowaniu czas spożytkować na bezpośrednie rozmowy. Ale so co Facebooka, to uważam, że jest on narzędziem niezbędnym do zapewnienia przejrzystości działań władzy.
Kwestią, która, jak się zdaje, połączy poprzednią kadencję i tę nadchodzącą, jest współpraca. Jako burmistrz niezależny funkcjonuje Pan w środowisku zdominowanym przez PiS na każdym szczeblu władzy. Jaki jest Pański pomysł na rozwiązanie tej kwestii. Będzie Panu bliżej na przykład do biura posłanki Anny Schmidt-Rodziewicz?
– Jest mi przykro, że posłanka mówi na sesji rady miasta, że nie pomaga miastu, bo burmistrz o to nie prosi. To przykre i mijające się z prawdą. Mogę podać przynajmniej kilka przykładów, gdy bywałem u pani poseł i prosiłem o pomoc, ale nie zawsze tę ostatnią uzyskiwałem. Co do przyszłości, to jestem gotowy prosić i zabiegać o wsparcie każdego, kto tylko będzie mógł pomóc w sprawach naszego miasta. Na pewno po zaprzysiężeniu będę rozmawiał z panią poseł. Pozostaję zawsze człowiekiem otwartym na współpracę i chciałbym liczyć na wzajemność. Chodzi przecież o potrzeby i problemy mieszkańców, a nie moje osobiste..
Porozmawiajmy o „Oczku Palucha”. Przede wszystkim, kiedy możemy spodziewać się bezpłatnego transportu? Jak to ma działać, jak ma zostać sfinansowane?
– Propozycja wynika z tego, że Jarosław ma zanieczyszczone powietrze, a upowszechnienie komunikacji publicznej wpłynęłoby na obniżenie poziomu zanieczyszczeń. Brakuje nam też miejsc parkingowych, a lepiej rozwinięty transport publiczny to mniej osobówek na ulicach. Dobrze funkcjonujący transport publiczny to także dobry rozwój miasta, przyjemniejsze życie jego mieszkańców. Co więcej i tak już jako miasto finansujemy w większym stopniu MZK niż czynią to pasażerowie kupujący bilety. Na pewno nie wprowadzimy tego rozwiązania w pierwszym roku. To będzie proces rozłożony na kilka lat, musimy dopracować szczegóły, wprowadzić np. kartę miejską. Nie będzie to łatwe do zrealizowania, ale stopniowo do tego dojdziemy.
W 21 propozycjach dla Jarosławia wymienił Pan kilka bardzo konkretnych, „twardych” rozwiązań, takich jak zagospodarowanie bulwarów, ścieżki rowerowe, trasa widokowa. Czego możemy się spodziewać w pierwszej kolejności?
– Do końca roku gotowy będzie projekt budowlany bulwarów nad Sanem, więc w przyszłym moglibyśmy już rozpocząć prace. Najpierw skupię się jednak na poszukiwaniu funduszy zewnętrznych. Nie podejmę się tego zadania we własnym zakresie, jeśli nie będziemy pewni, że wykorzystaliśmy możliwości sięgnięcia po środki z zewnątrz. Jedną z pierwszych inwestycji powinny być też ścieżki rowerowe. Projektowanie pierwszego etapu jest już na ukończeniu. Będzie to trasa łącząca park miejski z centrum, biegnąca przez park „Baśki” Puzon, przez Rynek, aż do bulwarów nad Sanem, a w dalszej kolejności połączenie ze ścieżką rowerową do Radawy.
W „Oczku” mowa jest także o rewitalizacji Rynku. Jaki jest na nią pomysł? Czy zamkniecie Rynku dla ruchu kołowego to jest jakaś opcja?
– Dookoła Rynku mamy bardzo dużo sklepów, mamy halę targową, w której działa ponad setka przedsiębiorców, mamy setkę pracowników urzędu. Żeby było możliwie zrewitalizowanie Rynku i zamknięcie go dla ruchu kołowego, musimy zaproponować jakieś rozwiązanie zastępcze, czyli to, co proponowałem w 2016 roku, a więc rozpoczęcie prac nad przygotowaniem parkingów na zapleczach Rynku. Rada miasta nie wyraziła wówczas na to zgody. Jeżeli przygotujemy parkingi w okolicach Rynku, to wszystkie firmy na nim działające i hala targowa będą mogły normalnie funkcjonować. Jeśli natomiast nie pozwolimy tu przyjeżdżać samochodom, to właśnie ta hala i dziesiątki sklepów będą miały problemy. Nie możemy jednym cięciem zamknąć Rynku dla samochodów – musimy się do tego etapowo przygotować. Jeżeli to zrobimy, jeżeli zrewitalizujemy płytę, to będziemy mogli mówić o zwiększeniu liczby lokali gastronomicznych. Podczas jarmarku na Rynku życie tętniło całą dobę. To pokazuje to potencjał tego miejsca.
W programie wyborczym nieco mniej uwagi poświęcił Pan edukacji, a obecny rok zapowiada się na trudny dla miejskich szkół i dla nauczycieli. Jakiego stanowiska możemy się spodziewać po ratuszu w trakcie kształtowania siatki godzin – mniej liczne klasy i większe wydatki, czy raczej prawo twardej ekonomii?
– Reforma oświaty niestety dotknie nas, nawet jeśli pani minister zaprzecza. W trakcie jej dotychczasowego wdrażania w placówkach, które mi podlegały, najważniejszą zasadą było to, by nie odczuły jej przede wszystkim dzieci, w drugiej kolejności rodzice i wreszcie nauczyciele. Podjęliśmy decyzje ,by o tym, do której szkoły pójdą dzieci, decydowali rodzice. Sprawiło to, że już teraz mamy małe klasy, a nakłady na edukację są wysokie. Dalej będziemy działać tak, by w jak największym stopniu ograniczyć negatywne skutki tej reformy. Będziemy nadal wspierać nauczycieli, natomiast nie możemy dać się zwariować. Jeśli mam informację, że jest 4 czy 5 osób chętnych i dzięki temu ma powstać nowy oddział, to jest to już przesada. O ile jednakznajdzie się w klasie 15 – 16 dzieci, to na pewno wyrazimy zgodę na to, by taka klasa powstała. Tak robiliśmy dotychczas i tak będziemy robić w przyszłości.
Dziękuję za rozmowę
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
No i tak trzymać
brawo oby tak dalej