Przeczytałem niedawno o zjawisku, które z jednej strony jest dość banalne, bo każdy z nas go chyba doświadczył wielokrotnie, a z drugiej niezwykle ciekawe i trudne do wytłumaczenia. Chodzi mi mianowicie o coś, co nazywa się „robakami słuchowymi” („earworms”). I choć nazwa może się kojarzyć z jakimś tanim horrorem, to jednak jest ono jak najbardziej prawdziwe.
Sprawą zajęli się neurolodzy i choć jeszcze nie do końca udało się wyjaśnić mechanizm owego „robaka”, to jednak badania nad nim przyniosły też dodatkowy efekt. Otóż naukowcom udało się ustalić, jakie melodie najczęściej nam „wpadają w ucho”, a ponadto podobno różne firmy nagraniowe pracują nad modelem idealnego utworu, który zostanie w nas na zawsze.
Jakkolwiek brzmi to zabawnie, to jednak robi mi się trochę nieswojo, gdy pomyślę, że ktoś, gdzieś wymyśla teraz uporczywą melodyjkę, której nie będę się mógł pozbyć z głowy. Zwłaszcza że za pomocą takiego robaka można będzie przecież wkładać nam do głowy słowa i myśli, których byśmy nie pomyśleli. Choć z drugiej strony, jak patrzę na aktualne wyniki sondaży politycznych, to myślę sobie, że ktoś już nam w mózgach zaszczepił takiego robaka, który radośnie wyśpiewuje teraz hymny i peany. Dlatego warto może wyłączyć wszelkie radia i telewizje i posłuchać, co tam w głowie nam śpiewa. I na jaką nutę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze